środa, 22 czerwca 2016

Żaden facet nie chce, aby jego kobieta zarabiała więcej.

Żaden facet nie lubi, jak jego kobieta zarabia więcej niż on... chyba, że jest syneczkiem mamusi. Wtedy weźmie od niej wszystko, wyssa do ostatniej kropli mleka, a potem jak zauważy, że wziął tyle, że już nie jest w stanie wyrównać, to odejdzie zostawiając jakiś smutny list w stylu "Sorry Gienia, świat się zmienia... moje serce nie sługa. Zakochałem się w Marioli. Dziękuję, za wszystko i proszę myśl o mnie dobrze." Ta natomiast, która ten list będzie czytać się wścieknie, żeby nie powiedzieć wprost, że się po prostu wkurwi. Będzie sobie zarzucać, jaka to była głupia, że tak dużo mu dawała, że poświęcała tyle swego cennego czasu, na robienie kanapeczek do pracy, prasowanie koszul, i dawała mu wolną przestrzeń, aby mógł odpocząć. Wiecie co? Takie historie już mnie nie ruszają. Partnerzy są siebie warci.



I nie wierzę już w to, że ktoś tu jest dużo mocniej poszkodowany chociaż na pierwszy rzut oka tak, to właśnie może wyglądać. On ten zły, a ona jak zwykle wychodzi cała na biało. To ściema, to oszukiwanie samego siebie, i życie w poczuciu, że "muszę o sobie myśleć dobrze, bo chce się dobrze czuć". Normalnie jakby ktoś za życia do nieba chciał wejść! A po co do jasnej cholery się tam pchać? Wiesz jak tam jest? Ja nie wiem, i chyba się już tam nie pcham na siłę. 

Synek mamusi będzie brał chętnie od swojej kobiety, a jak jej się skończy, to zrobi jej awanturę, żeby się wzięła w garść. To w takiej ortodoksyjnej formie. Zazwyczaj jest wariant light - też śmierdzi, jak papierosy light, ale podobno mniej ryje dekiel. Taki oto egzemplarz mężczyzny potrafi być kochankiem, bo wiele więcej nie można się po nim spodziewać. Kumplom będzie wyrywał dupy, i nie będzie miał skrupułów, aby wejść w trójkąt. W końcu w trójkącie jest od samego dzieciństwa. To nie do końca jego wina, że taki jest... a może w ogóle temat winy odstawmy na bok, bo to całkowicie bez sensu używać tego pojęcia - to nic nie zmienia, chyba, że chcemy grać w grę Kat i Ofiara - to wtedy jest to element niezbędny, aby jedno mogło czuć się dobrze, a drugie kiepsko, żeby nie powiedzieć chujowo. On jest synkiem mamuni, bo mamunia nigdy go nie wypuściła w ramiona taty. Być może był nawet momenty, kiedy mogło się to wydarzyć, ale być może ojciec nie był gotów, albo po prostu zbyt zajęty pracą, która dla niego częstokroć była ucieczką z domu. No w każdym razie nie udało się... Taki oto egzemplarz bierze babeczki na smutną historię, o byłej żonie, o byłej dziewczynie, o czymś przy czym serce się rozpływa. Ta, która się na to nabiera, tak naprawdę widzi w nim, kogoś kogo będzie można łatwo kontrolować, o jeżeli taaaak mocno przeżywa emocje, i się uzewnętrznia, to znaczy, że dla kobiety jest to łatwy target. 

Tak jak mówiłem - nasz chłopiec - chętnie wchodzi w trójkąty, bo w trójkącie jest od samego dzieciństwa. Jest On, który często reprezentuje byłego partnera swojej mamy - zazwyczaj jakąś wielką miłość mamy z czasów studenckich, ale też niekoniecznie - jego mama, do której czuje trochę co innego niż dziecko do mamy, bo stoi w polu informacji byłego partnera, i jest jego tata, do którego na poziomie duszy mówi - byłbym dla niej  - czytaj mamy - lepszym mężem niż Ty. Do cholery, jak robię takie ćwiczenie, w którym pokazuje jak działają ustawienia systemowe to zawsze pytam ludzi, kto do kogo tutaj mówi to zdanie? Czy to dziecko może coś takiego powiedzieć do taty? Nie! Oczywiście, że nie. Dzieciak powie - tato tak bardzo tęskniłem! To tak bardzo bolało! A story o byciu lepszym mężem, mówi tak naprawdę ten pierwszy partner. 

Chłopczykowi takiemu trudno jest dotrzeć do ojca, bo czuje się do niego lepszy, czuje się większy, a sami przecież wiecie, że nawet jak pracujecie w korpo, to chętniej Was ciągnie do zyskania aprobaty, i szacunku kogoś kto stoi wyżej, niż kogoś kto stoi niżej. Inaczej mówiąc, jak zadzwoni prezes to zazwyczaj zawsze macie czas. Jak zadzwoni podrzędny handlowiec, to może już nie zawsze, bo przecież ważniejsze sprawy na głowie. Więc jak dzwoni w cudzysłowiu do niego ojciec, to nie ma czasu, bo po co? Co on mu może dać? W tym jego wyobrażeniu. Problemy, głupoty, intelektualna malizna. De facto rodzice nie są po to, aby z nimi rozmawiać na temat teorii rozpadu atomów, ale ten chłopiec o tym nie wie. On ocenia ojca i patrzy na niego z góry. Kto ma klucze do tej hydro-zagadki, kto tutaj rozdaje karty, kto może uwolnić chłopca z tego pola pełnego błędnej pod względem porządku systemowego informacji? Mama. Mama powinna popatrzeć na byłego i być może powiedzieć "szkoda Stefan. Nie udało nam się. Wszystko skończone, ale masz dobre miejsce w moim serduchu", i faktycznie poczuć, że tamto... to co było, być może za czasów studenckich się skończyło, i życie w iluzji, że ta relacja ma jeszcze jakąś szansę, jest jak nie zaglądanie do szafy, w której od 30 lat leży trup. Leży i śmierdzi, ale my pryskamy w około BRYZ EXTRA, i jak w tej reklamie, z zawiązanymi oczami wydaje nam się, że jesteśmy na łące. Może pora otworzyć oczy, i zobaczyć jaki gnój w koło, i smród, i po prostu posprzątać. Jak mama uszanuje tego byłego, to wtedy wychrzania chłopca z jego miejsca przy niej, które ten być może całkowicie nieświadomie zajmował przez ostatnie 30, a być może i 50 lat. Wtedy czasami sprawdzają się słowa, w których mama odczarowuje pole informacji i wprowadza pewien porządek, mówiąc do małolata, że to Gienek jest jego tatą. A ze Stefanem on jako on nie ma nic wspólnego. Czasami patrzę, jakie to zdumienie pojawia się w oczach klienta, który być może pierwszy raz w życiu słyszy te słowa. Kręci mu się we łbie normalnie. To nie żarty. 

Stojąc tak przy mamie nie można mieć żony, bo to miejsce właśnie mamusia zajmuje, ale nie jako mama, tylko jako kobieta, z którą o zgrozo nie można przecież chodzić do łóżka. Tam to się dopiero mieli pod czachą. Mama czasami nie chce puścić do taty, bo w ten sposób musiałaby w końcu przestać latać do Społem po BRYZ EXTRA tylko otworzyć oczy, i zajrzeć do trupiarni. A tam jest ból, i konfrontacja z rzeczywistością, na którą nie chciała patrzeć przez X lat. Bo przecież miała swego małego bezbronnego chłopca, miłość w pełni bezpieczną, bo ona tutaj zawsze była u góry. Zawsze mógł pojawić się szantaż emocjonalny, i chłoptaś wracał. Czasami w ekstremalnych przypadkach symulowane zawroty głowy, omdlenia, choroba, bądź atak nerwów, i już chłopiec leciał... zostawiał żonę, jeżeli takowej się dorobił, dzieciaki. Na koń mały rycerzyk, i biegnie, co sił w nogach - ratować królową. Lecz czasami się udaje... bo tata też czeka, czeka cierpliwie latami. Nie ma kobiety, nie ma swojej królowej - taki niewinny? Nieee też ma swoje za uszami, ale mówimy o tym, że czasami da się przywrócić porządek, i wszystkie puzzle trafiają na swoje miejsce. 

W ustawieniach systemowych, jako klient możesz spróbować to zrobić. Mama nie musi, o tym wiedzieć, tato też. Powiem więcej, nawet nie muszą żyć. Pole informacji i tak działa. Chodzi de facto o tatę w Tobie, i o mamę w Tobie, i o Ciebie, w sobie samym. No ale do meritum zmierzając - to może wtedy się czasami udać dotrzeć do ojca. Być może po raz pierwszy w życiu, jako ten mniejszy. Jako jego dziecko, które zgubiło do niego drogę. I wtedy coś się zaczyna jakby palić... za plecami czuć ogień męskich jaj. I płynie z tego siła i głęboki spokój. Otwiera się być może po raz pierwszy w tym chłopcu poczucie, że ma dostęp do czegoś magicznego, do jakiegoś samoistnego źródła zasilania. Wtyczka została włożona do właściwego gniazda. Zasilanie od strony taty zostało przywrócone. Pozostaje oczywiście proces, i przetransformowanie się całej gamy przekonań. Być może związek z aktualną kobietą zaczyna iść na skraj przepaści, ale chłopiec ma do zyskania coś znacznie większego. Mowa tutaj o jego męskich jajach.Tego nigdzie nie da się kupić. Coś co być może szukał przez całe życie w kobietach, w kolejnych podbojach, nagle okazuje się, że miał tuż przy sobie, w swoim tacie. Kobieta, jeżeli z takową był, ta która dawała więcej, być może organizowała mieszkanie, płaciła rachunki, może nagle zacząć reagować nerwowo. Bo coś się jej z rąk zaczyna chłopiec wymykać. I może zacząć chcieć nie dopuścić do urwania się ze smyczy. Nagle zauważa, że tam gdzie czuła spokój, i stan dobroczynności, jaki odczuwamy względem kogoś, komu pomagamy, ale mamy świadomość, gdzieś głębiej, że nad nim panujemy, w to miejsce pojawia się rozdrażnienie. I zaczyna na wierzch wychodzić cała pieprzona mistyfikacja, i prawda o jej samej. To nie była miłość do partnera. To była bezpieczna miłość do chłopca, pod bezpieczną kontrolą. On znalazł sobie taką, która była podobna trochę do jego mamy. Ona świetnie się w tej roli odnalazła. 

Zasadniczo jak on przejdzie na stronę taty, jak poczuje zapach męskiego testosteronu, i zapach męskich jaj, czy też odoru wydobywającego się spod pachy, jak sztachnie się tym - tak dla równowagi, bo do tej pory wąchał tylko BRIZ MAX, czy tam EKSTRA, gdzie wszystko było przepełnione zapachem mamy, i jej mleka ewentualnie. To zasadniczo mogą sobie pójść - każde w swoim kierunku, albo poddać się świadomemu procesowi rozwoju. Rzadko się to zdarza, bo my ludzie chodzimy po najmniejszej linii oporu. Z kwiatka na kwiatek, to on, a ona nie puści jednej gałęzi, póki się pazurami nie uczepi kolejnej. Czyli na motyla i na małpę - czasami tak wygodniej. 

Stając przy ojcu chłopiec jakby stygnął... jakby się gruntował, jakby łapał kontakt ze swoją wewnętrzną bateryjką. Jakby zyskiwał świadomość, że przejrzeć może się tylko w oczach innego mężczyzny. W oczach kobiety już nie szuka tego, czego szukał być może przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Tak więc w życiu bywa tak, że Ci którzy lubią, jak ich babeczki zarabiają więcej, często są bliżej mamy, niż bliżej taty. Wiem jednak jedno... jak już raz wejdą w kontakt z własnymi jajami, to już nie odpuszczą, i kierunek ich ruchu, ich rozwoju będzie szedł w stronę męskiego. A tam jest więcej odpowiedzialności, za bezpieczeństwo, więcej sexu, w którym nie musi udawać super kochanka, tylko jest super kochankiem, więcej mocy, i zdecydowanie bardziej ekscytująco. 



Jakiś czas temu przyszedł do mnie na warsztaty, chłopak, który od kilkunastu lat pracował ze swoim tematem relacji z kobietami. Przyznał, że na kursy podrywu wydał całą masę kasy, ale i tak mu to nie wychodziło. Ostatecznie chyba nawet zostało mu zaproponowane, aby szkolił innych. I to wychodziło mu całkiem nieźle. Mega się wkurzał, jak jego podopiecznym zaczynało wychodzić, bo wdrażali w życie, to co on im sugerował. Jemu samemu natomiast – nadal NIE! Z kobietami jak mi powiedział, zmieniło mu się, jak odkleił się z identyfikacji z byłym partnerem mamy. Mocno to przepłakał. Dobrze pamiętam tą sesję. Puściło mu... i to nie na tydzień, tylko w ogóle. Po warsztatach wyszedł na ulicę, i coś się zmieniło. I to diametralnie. Kobiety zaczęły w nim widzieć faceta, a on w nich kobiety. Potem sam przyznał, że wydał na kursy podrywania jakieś grube pieniądze... w okolicach kilkunastu tysięcy złotych. Hmmm zacząłem się wtedy zastanawiać, czy nie zrobić warsztatu dla mężczyzn, którzy mają z tym tematem problem. Tytuł by brzmiał – jak odzyskać swoje jaja, i stać się super kochankiem? Wersja Short. Po przywróceniu porządku w systemie nikt na zmianach tutaj nie traci. A wszyscy dostają coś dla siebie. Czasami nowe życie. Czasami trudno może być nam puścić stare, ale to też proces, który ostatecznie nas wyzwoli, chociaż po drodze może trochę głowa napierdalać. 

Ona zyskuje swoją kobiecość, i puszcza kontrolę. On zyskuje swoją męskość. Matka łapie kontakt z rzeczywistością, i godzi się na bycie kobietą, a nie księżniczką na złotej wieży. Ojciec odzyskuje swoją kobietę. Porządek wprowadza ład. Miłość może płynąć na wprost, wprost do celu.

O Autorze
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.

Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts



Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147

Jak się zapisać na warsztaty, które Cię interesują? 
a.) wybierz termin, który Ci odpowiada
b.) napisz do mnie maila na mirekczarko@gmail.com lub info@czarko-consulting.pl, albo po prostu  zadzwoń 781 896 147
To proste :)





piątek, 13 maja 2016

Wojna się już skończyła - o relacjach w parze.

To zdanie powtarzam ostatnio często prowadząc warsztaty ustawień systemowych. Czasami dociera mocniej, czasami słabiej – zależy. Zawsze jednak wywołuje pewne zadziwienie w oczach tych, którzy 77 lat po wrześniu 1939 wciąż niosą w sobie jak żywą wojnę, i jej skutki.

Kobiety jakieś 77 lat temu przeżyły traumę. W mojej opinii po tym co widzę, całkiem sporą. Zwłaszcza te, które miały mężczyzn, a te, które był wtedy z nimi w ciąży, albo wychowywały ich dzieci jeszcze bardziej sporą. Ktoś powie, ale to przecież dawano i nie prawda. A jednak dla duszy nie ma czasu, i to co się nie rozegrało do końca, przy naszych dziadkach, rozgrywa się wciąż jak żywe w nas.
Mężczyźni są słabi, i to nie przesada. Często niosą na sobie winę swoich dziadów, za to, że zostawili te kobiety same. Za to, że nie udało im się wrócić do domu, albo że wrócili jako kalecy. Wyjechał zdrowy chłop a wrócił kawałek. Niektórzy wracali w jednej części, ale jak patrzę na to co widać na ustawieniach systemowych, to duszą, myślami, emocjami zostali niejednokrotnie razem ze swoimi towarzyszami broni, gdzieś tam, daleko, w okopie do, którego wpadło kilka granatów. I często Ci, którzy przeżyli w duszy czują się winni, że żyją. Dziadek tego nie przeżył do końca. Był nieobecny dla ojca, a jak ojciec nie wziął, to co dał synowi? Dał to co miał. Te niedokończone historie są wciąż w nas żywe. Babcia często... kobieta była poszkodowana. Czuła się ofiarą tej sytuacji. Często obwiniała swojego chłopa, że poszedł gdzieś tam na wojnę, i ją zostawił. Te żale i pretensje wciąż są jak żywe we wnukach.

Co musi się zrodzić w facecie, jak idzie na wojnę, gdzie będzie musiał codziennie przez, być może noc i dzień być obecny, na 100%? Co ciekawe osoby, które trafiały np. na front, albo do obozów koncentracyjnych, gdzie każdy dzień był przepełniony tą gotowością do walki na śmierć i życie, niemal natychmiast zdrowiały ze wszelkich depresji i innych chorób psychicznych. Zdrowiały natychmiastowo. Ciało postawione w obliczu dużego stresu tak właśnie reaguje. Odpalają się hormony odpowiedzialne za gotowość do podejmowania akcji- mówiąc kolokwialnie nie ma czasu na rozkminy, i zatapianie się w mętnych meandrach umysłu. A wszelkiego rodzaju wyobrażenia, zakrzywienia spostrzegania, nagle odchodzą w dal. Psychika, i cały organizm mobilizuje się, i jest nastawiony na jedyny cel – przetrwać, przeżyć. A żeby przetrwać i przeżyć musisz być obecny. Jak strzelają, to uciekasz, a nie zastanawiasz się, w którą stronę. Tak działa mózg automatyczny. Podświadomość. Non stop analiza napływających bodźców, i reakcja na nie, ponoć w 0,2 sekundy. Ale nie w szczegóły chcę tym razem wchodzić, nie w szczegóły biologii.

Gdy chłop szedł na wojnę, swoją czy nie swoją, to kobieta zostawała sama. Sama, albo z dziećmi. Czasami z chłopcem. Jeżeli Ona doświadczyła takiej sytuacji, to jak Ona potem będzie wychowywać chłopca? Będzie w nim budować zachowania agresywne? Będzie uczyła go jak walczyć? Czy dopuści w nim tą gotowość do podejmowania akcji, w obliczu zagrożenia? Nie sądzę. Będzie go bardziej wychowywała na grzecznego ułożonego chłopca, który ma czyste porteczki i równo przystrzyżoną grzywkę. Czy to dziwne? Nie. Po pierwsze kobieta po takiej traumie, gdzie została sama będzie się bała, że owoc jej starań, często nieprzespanych nocy, będzie taki sam jak tata... czyli jak dorośnie, to pójdzie na swoją, czy nie swoją wojnę. Więc w obawie, że tak właśnie może się wydarzyć, będzie go wychowywała na grzecznego ułożonego chłopca. Wojna się skończyła – i dość często ostatnio powtarzam to na warsztatach ustawień systemowych, bo zdarzają się, klienci - potomkowie sprawców, lub ofiar, którzy ze ślepej miłości wciąż na tej wojnie są. Może nie idą fizycznie na wojnę, ale chętnie oglądają filmy wojenne, lub takie, w których jest obecna przemoc. Często grają w gry, już teraz bliskie rzeczywistości, szczególnie gdy do naszych domów wdziera się technologia Virtual Reallity. Ale powracając do pewnego procesu, który swoje owoce przedstawia dzisiaj po blisko 80 latach, w młodych, czasami dojrzałych mężczyznach.
Ci mężczyźni nie mają dostępu do swojej agresji. Boją się mieć do niej dostęp. A zamknięcie się na swoją agresję powoduje brak dostępu do swojej siły. Agresja wbrew obiegowej opinii jest czymś naturalnym i normalnym. Nasz organizm cały czas zachowuje się agresywnie, chociażby w relacji z różnymi wirusami, bakteriami i grzybami. Cały czas trwa niekończąca się agresja w stosunku do otoczenia. Siedząc na danym krześle w autobusie, czy tramwaju także przejawiam pewną formę agresji, bo nikt inny właśnie na tym miejscu nie może usiąść, bo siedzę tam ja. Śmieszne? Nie wydaje mi się. Walczymy o przestrzeń, czas, zasoby, pieniądze, kobiety, mężczyzn, przetrwanie. Agresja jest częścią życia. Agresja, to co innego niż przemoc, manipulacja, kłamstwo i podstęp. To zachowania przemocowe. Agresja jest ludziom wpisana w ich bycie i życie. Hamowanie agresji w sobie, skutkuje często depresją.

Dlatego przestań się okłamywać kobieto, że chcesz, aby Twój facet był silny i zarabiał dużo pieniędzy, bo konsekwencją stanięcia w męskim, w męskiej sile jest znaczna poprawa w temacie kasy. Przestań się okłamywać, że chcesz, aby on był silny, i tu nie do końca chodzi o siłę mięśni. Aby był ostoją, abyś mogła się przy nim poczuć bezpiecznie. Przestań łgać, bo to kłamstwo i kolejna iluzja. Jeżeli jesteś kobietą i stoisz w żeńskim, to po prostu już masz takiego faceta. A skoro go nie masz, i mówisz, że o nim marzysz, to najprawdopodobniej sama kontynuujesz rytuał kastracji męskiego, który być może ze strachu rozpoczęła Twoja babcia? W sumieniu najprawdopodobniej jesteś powiązana z tymi wszystkimi kobietami, które to robią od 77 lat, a czasem i dłużej, bo przed drugą woją światową, była też pierwsza wojna światowa, i wcześniej historia Polski i Europy nie była związana z bajką pt.”Żyli długo i szczęśliwie”. Czy przypadkiem nie jest tak, że jak facet staje w swojej sile, to zaczynasz drżeć. Zaczynasz się bać... grunt trochę drży pod nogami? dlaczego? Może dlatego, że czujesz, że tutaj kończy się Twoja kontrola, a zaczyna Twoja bezsilność. To po pierwsze. Po drugie, gdybyś miała tak, że masz faceta, który stoi w swojej sile, to miałabyś możliwość się o niego oprzeć, w sensie stricte, i mówię też tutaj o oparciu się psychicznym. Po trzecie i może najważniejsze, w sumieniu musiałabyś zdradzić te wszystkie kobiety z Twego rodu, z Twego wewnętrznego drzewa życia, które tego nie miały, bo ich mężczyźni poszli w pizdu... i często nie wrócili. A one same zostały z dzieckiem, dzieciakami... czasami z całą gromadką, i w wyniku okoliczności nauczyły się nosić spodnie. Przestań się oszukiwać, że chcesz chłopa, który ma jaja jak dwa arbuzy, i ma siłę być konsekwentny, i iść za swoim obrazem. Wewnętrznym obrazem. To jest ostatnia rzecz, której byś chciała. Ty chcesz mieć takiego chłopa, którego będziesz mieć pod kontrolą, bo tak nauczyłaś się dbać o swoje bezpieczeństwo, i bezpieczeństwo swojego potomstwa, i żyjąc w ten sposób możesz pozostać wierna swoim babką, prababkom, i kobietom w swoim rodzie, które chłopów straciły. Świat się zmienia, mijają lata, przychodzą nowe pokolenia, a Ty wciąż częstokroć zamrożona, w tym lęku swojej babci. Mężczyzna, który ma kontakt z własną agresją potrafi walczyć. Dostęp do pieniędzy również łączy się z pewną formą przejawiania agresji. Ta agresja jest potrzebna. Kiedyś była potrzebna, aby stanąć naprzeciw niedźwiedzia, foki, czy innego zwierza, aby zadbać o swój rewir, o swój dom. Czasy się zmieniają, ale energia jaką potrzebuje mężczyzna, aby wyjść do świata na swoje polowanie jest ta sama. A ta agresja i dobry z nią kontakt, jest potrzebny, aby wychodzić do świata i zarabiać np. pieniądze. Kiedyś zabijać foki, albo być gotowym na odparcie najazdu wrogiego plemienia. Czasy się zmieniły. Już nie ma mamutów, tygrysów szablo zębnych, ale energia ojca, energia wychodzenia do świata, to nadal ta sama energia co 1000 lat, 2000, czy 10 tyś lat temu. Może w mniejszym stopniu w cywilizowanej części świata możesz stracić życie, ale za to możesz stracić twarz, wizerunek, stanowisko w koropo, albo grubego klienta. Tam można stracić wszystko, i to w jedną chwilę. Kierują nami te same energie. Podobne wzorce. Przedmioty się zmieniły, ale nie my, wewnątrz nas. Sumienie które wiązało z klanem, wciąż jest obecne, wciąż jak pokazują ustawienia działa, bez względu na to, czy jeździmy rowerem, czy najnowszym modelem Tesli *auto w 100% na prąd.

A my mężczyźni? Dlaczego mamy taki problem, w stanięciu w swoim? Bo pokutujemy za naszych prapradziadków, pradziadów, i dziadków. Bo niesiemy ze ślepej miłości za nimi brzemię ich decyzji. Ostatnio miałem na ustawieniu klienta, który leżał wśród ofiar dziadka. Dziadek walczył podczas wojny o życie. I wygrał. Ten drugi – przegrał. Zginął. Dzisiaj po ponad 70 latach jego wnuk, leży z ofiarami w grobie, i mówi, że mu tam dobrze. Że czuje, że tam przynależy. Od kilku lat depresja. Tłumiona agresja. Dokurwianie wszystkim wkoło. I tego nie widzi. Dopiero ludzie mu mówią, że coś nie tak, bo zamiast dostać upomnienie, dostają po mordzie. Wszystko przerysowane. Zbyt silne emocje. Widać od razu, że chodzi o uwikłanie. Facet boi się mieć dostęp do swojej agresji, do swojej siły, bo boi się, że zabije – że zabije tak jak dziadek.Więc woli uciec w depresję, w chorobę psychiczną.
Częstokroć kobiety, które wychowywały naszych ojców wychowywały ich w oderwaniu od męskości. Bo to było zbyt niebezpieczne. Blokowały częstokroć męską naturalną chęć wychodzenia do świata, do zewnątrz, i penetracji go. Podporządkowania go sobie. A jak myślicie, jak długo można tłamsić swoją naturę? Czy tak się da? Czy myślicie, że to może się udać?

Chłopiec. Lat 20. Dość szybko stracił ojca. Zamknął się w domu. Dużo czyta. Dużo gra na komputerze. Woli wirtualną rzeczywistość od tej rzeczywistej rzeczywistości. Zagłaskany przez mamę. Zero pracy. Jak jakąś znajdzie, to zaraz coś tak wywinie, że go zwolnią. Prawie zero relacji towarzyskich. Zamknięty, na wychodzenie do świata. Kładzie się spać bardzo późno. Wstaje koło południa. Nerwowy. Stoi przy mamie. Kobiety nie ma. Czego mu potrzeba? Jemu potrzeba taty. Mama wychowała go na grzecznego, ułożonego. Ale to nic nie zmieni. W końcu mu strzelą bezpieczniki. Jak tylko się trochę napije, to wychodzi z niego ta cała agresja, wręcz się wylewa. W słowie, w geście, w mimice. I jak długo można to gnieść w sobie? Przecież to gdzieś musi wyjść z tego chłopca. Ta energia gdzieś musi znaleźć ujście. Więc męski wieczór wygląda często tak, że trzeba się zalać w trupa, i zaliczyć przy okazji kilka agencji towarzyskich. Szybki sex, bez miłości, bez uczucia, w odcięciu od siebie, i w złości na kobiety.
A co te obecne kobiety, żyjące w tu i teraz mają z tym wspólnego? To wnuczki, albo prawnuczki tych, którym kiedyś było ciężko. Ten konflikt pomiędzy męskością a kobiecością trwa w nas do dzisiaj, a wojna się przecież już skończyła. Ale ta babcia, nadal nie wypłakała tych łez, za dziadkiem, który nie wrócił z wojny... więc wnuczka wkurwia się na swojego chłopa, bo na kogo się wkurwiać, jak ma jednego pod ręką.

Musimy to puścić. Mężczyźni muszą puścić swoich dziadków, którzy skończyli tak jak skończyli, a żyli tak jak żyli. I muszą trafić do męskiego. Do zdrowego męskiego korzenia. Muszą zostawić oceny. Kiedyś klient z wściekłością na ustawieniu krzyczał do swego dziadka, który zabijał Niemców w obronie swego życia – To przez Ciebie, to przez Ciebie Oni nie żyją! Tak silna identyfikacja z ofiarami. Tak – nie inaczej. A u niego w życiu co? Dziesiątki kobiet, narkotyki, alkohol, pół miliona długów, i depresja ze stanami maniakalnymi. Chce stracić wszystko, bo dusza nie pozwoli tego tak zostawić. To musi się skończyć, to musi się wypalić, wysycić, nie da się tego zamieść pod dywan. Nie da się narobić na środku pokoju, i udawać, że fiołki pachną. W pokucie, w winie, w zamknięciu na siebie samego. Mężczyźni muszą puścić winy swoich ojców. Muszą skończyć tą wojnę w sobie, muszą złapać kontakt, zdrowy kontakt ze swoją agresją.

Co muszą zrobić kobiety? Kobiety muszą puścić te swoje babki, które miały taki los, jaki miały. Bo tym babkom, jak patrzę na to co pokazuje się w ustawieniach wcale nie zależy na tym, aby ich wnuczki miały tak samo ciężko i pod górkę jak one. Tam często da się usłyszeć słowa:”Ty możesz już mieć inaczej”, albo „już wystarczy, już wystarczy”. A na końcu np. zdanie „chętnie popatrzę jak będziesz miała lekko”. Te babki, prababki przez każdy taki konflikt przewracają się w grobie. To my żywi, w swoich konfliktach wciąż każemy im wstawać z grobu. Wciąż przywołujemy ich do życia, w sobie, przez siebie, a jak widać na warsztatach oni chcą już świętego spokoju, chcą po prostu zasnąć.

Wojna się już skończyła. Czas wracać do domu. Do kobiety, dzieci, pracy – takiej lekkiej, z satysfakcją, z uznaniem, z godnymi pieniędzmi. Pora wracać do domu... Już czas.


Jesteś mężczyzną? Stań w swoim, rzuć jakąś idee w powietrze i zobacz jak zareaguje kobieta. Czy pójdzie za Tobą chętnie? Wątpię. Może będzie krytykować, osłabiać, gdy będziesz mówił o zarobieniu dużych pieniędzy związanych między innymi z wyjazdem gdzieś, albo z Twoją nieobecnością w domu. Będzie chciała się przytulić, będzie ciągnęła do łóżka, będzie Cię zmiękczać. Po co? Po to, abyś tam gdzie chcesz iść nie poszedł. Paradoksalnie jak nie pójdziesz tam, to będziesz dla niej nie atrakcyjny. Jak dasz jej we władanie własne jaja, to już przegrałeś, i na koniec zostaniesz bez jaj, i bez kobiety. Czy One są złe, że tak robią? Nie. Są uwikłane i nie potrafią puścić tych kobiet, w swoim rodzie, które właśnie wybrały taki sposób na zatrzymanie chłopa w domu. To będzie trudne, czasami bardzo trudne, bo one to robią często nieświadomie. Z wierności do tych, które był wcześniej, a wojna przecież się już skończyła... ale w ich głowach wciąż, tak samo jak w Twojej nadal grzmią wybuchy artylerii. A przecież wojna się już skończyła. Pora zamknąć te drzwi i pójść do swojego.

O Autorze
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.

Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts



Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147

Jak się zapisać na warsztaty, które Cię interesują? 

a.) wybierz termin, który Ci odpowiada

b.) napisz do mnie maila na mirekczarko@gmail.com lub info@czarko-consulting.pl, albo po prostu  zadzwoń 781 896 147



To proste :)







Trzy zaklęcia, których warto się nauczyć.


Z ofiarami nie da się pracować. I za każdym razem, gdy przychodzi do mnie na warsztat ofiara, mówię NIE. Ale takie z samej dupy, aby poczuła, że NIE to znaczy nie, a nie MOŻE. Jakiś tydzień temu usłyszałem od kogoś piękną historię. Historię o trzech zaklęciach, które spowodują, że będziesz szczęśliwy w swoim życiu. A z zaklęciami jest tak, że nie chodzi przy ich wypowiadaniu, aby tylko je wypowiedzieć ze łba, na zasadzie Hokus pokus czary mary zapierd...aj po browary. Chodzi o to, aby przy wypowiadaniu tych słów mówić je z samych Cochones. One muszą w nas zabrzmieć, zabrzmieć do granicy, tak, abyśmy my sami je usłyszeli i poczuli. Pierwsze zaklęcie, którego trzeba się nauczyć to "NIE". Które znaczy NIE, a nie MOŻE, lub w sumie to TROCHĘ TAK, a TROCHĘ NIE. NIE znaczy NIE i kropka. Możesz zacząć je ćwiczyć, wypowiadanie tego zaklęcia już dzisiaj. Naucz się wypowiadać pierwsze zaklęcie NIE. Drugie zaklęcie brzmi "DOŚĆ", i tutaj też należy pamiętać, aby DOŚĆ znaczyło DOŚĆ. A jak ktoś nie rozumie, i dalej np. nie dotrzymuje słowa i nawija Ci makaron na uszy, nawet gdy już mu powiedziałeś DOŚĆ, to znaczy, że jeszcze się nie nauczyłeś mówić DOŚĆ, bo gdybyś się nauczył, to uwierz mi na słowo małego harcerza, że DOŚĆ znaczy DOŚĆ i kropka. No i trzecie zaklęcie, które może być wypowiadane wtedy, kiedy masz na coś ochotę, ale czas na zrealizowanie tejże ochoty jest nie do końca właściwy. Trzecie zaklęcie brzmi NIE W TEJ CHWILI. Jeżeli nauczysz się wypowiadać do ludzi, którzy Cię otaczają, nawet tych najbliższych te trzy "słowa". Albo do klientów, na których przecież Ci zależy te trzy zaklęcia, Twoje życie będzie takie jakie byś chciał, aby było. Kilka razy już powiedziałem NIE. Ofiarom mówię NIE. Klientom, którzy przychodzą do mnie i próbują mi wcisnąć swoją historię, o swojej złej mamie, albo złym tacie. Takim osobom mówię NIE. I DOŚĆ - nie chce tego słuchać. To prowadzi donikąd. Zarzuty względem rodziców, nawet tych w rodzinach DDA, DDD, czyli tam gdzie panowała dysfunkcja prowadzą do ochrony przed bólem, przed przyznaniem się do swoich prawdziwych uczuć. Zarzuty są z głowy, zarzuty są tarczą. I nie mówię, że jest im łatwo... nie mówię, że było im łatwo. Po prostu taka jest ich droga w ramiona mamy, i taty. Trudna, bolesna, ale to ich droga, i nikt poza nimi jej nie przejdzie. Czasami na mnie wrzeszczą... krzyczą... źle mi życzą. Ale wtedy są bardziej prawdziwi, niż wtedy kiedy wchodzą w rolę małej biednej owieczki, której mina urwała pół dupy.



Tak było cholera jasna. Tak właśnie było. Było ciężko, trudno, i bolało. I z tym bólem konfrontuje na warsztatach, aby go przeżyć, aby się odważyć, i zrobić krok KU... Ku mamie i tacie. Innych rodziców nie mamy, mamy takich jakich mamy. Gdyby zależało mi na tym, aby na moich warsztatach było miło... i aby mieć dobry piar, to było by pięknie, ładnie, i było by tam sranie miłością bezinteresowną. A u mnie jest prawdziwie. I jak lecą gile z nosa, to lecą bo widocznie mają lecieć. Usłyszałem kilka opinii... że niektórzy boją się do mnie przyjść. I dobrze myślę sobie. Niech się boją. Niech idą gdzie indziej, i niech wymagają, bo przecież zapłacili. Takie hasła też słyszałem... "Ale ja zapłaciłam... i to co widzę mi się nie podoba". Tak, bo ja nie robię tak, aby się podobało. Robię tak, abyś poszedł/ poszła krok do przodu, a to nie zawsze są miłe kroki, i czasami bolą, i to fest. Ale jedno Ci mogę powiedzieć. Dowiedziałem się tego bardzo wcześnie, i myślę, że mi mega pomogło. Dowiedziałem się na samym początku mojej drogi z ustawieniami, że na "końcu zawsze jest spokój" i to głęboki spokój. Zarzuty chronią przed bólem. Złość chroni przed bólem. Lepiej się wściekać niż poczuć ból. Zarzuty czasami pozwalają pozostać NIEWINNYM. I często nie chcemy z tej NIEWINNOŚCI zrezygnować. Przykład: Klientka została zdradzona przez męża. Jakiś czas temu. Po raz pierwszy. Co zrobiła? WYBACZYŁA MU. Nie wyrównała, tylko wybaczyła. On zrobił jej kuku. A ona mu dobrze. Czy to powoduje, że mogą stać na równi? NIE. To powoduje, że relacja się rozjeżdża. "Ale to co ja mam zrobić?" Zapytała głosem 4 letniej dziewczynki. Odpowiedziałem, aby zniszczyła mu jego ulubiona rzecz, albo przedmiot. Albo, aby spakowała się i wyjechała na tydzień z jakimś przystojniakiem do Grecji. Nie musi z nim iść do łóżka. Ale niech codziennie wysyła na telefon męża kilka dwuznacznych zdjęć. Niech się zastanawia chłop, co się tam dzieje. Niech mu wyobraźnia popracuje. "Ale ja tak nie potrafię!" i zaczyna znów płakać. Czy ten płacz coś zmieni? NIE. Użala się nad sobą. Ten płacz nic nie zmieni. Gdy partner wybacza. Czyli ten, który wyrządził coś złego, nie widzi konsekwencji swoich zachowań, nie ponosi odpowiedzialności, to tak jakby uszło mu to na sucho. Co zrobi??? zazwyczaj zdradzi po raz kolejny. Z ofiarą nie da się pracować. Ofiara chce być niewinna. Chce pozostać dzieckiem, bo tylko dzieci są niewinne. A ja pracuje z dorosłymi, a nie z dziećmi. Ktoś pomyśli, albo i powie... "Kawał chu...a" - w sensie, że ze mnie? 
Emotikon heart
 Nie. Po prostu wiem jak to działa, i dla Twojego dobrego samopoczucia, nawet jak zapłaciłeś, nie będę robił tak, abyś na koniec wyszedł uśmiechnięty. Tak nie działają ustawienia. Tak działa psychodrama. Odtwarzanie dynamik względem woli prowadzącego. Jak się boisz to do mnie nie przychodź. Idź do kogoś, kto pogłaszcze po głowie. No i to tyle... tak na niedzielny wieczór, lub poniedziałkowy poranek.



O Autorze
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.

Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts



Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147

Jak się zapisać na warsztaty, które Cię interesują? 

a.) wybierz termin, który Ci odpowiada

b.) napisz do mnie maila na mirekczarko@gmail.com lub info@czarko-consulting.pl, albo po prostu  zadzwoń 781 896 147


To proste :)





Emotikon heart

czwartek, 7 kwietnia 2016

Dziękuję, że się zdecydowałaś...

Ostatnimi czasy trafia do mnie dużo matek tych z dziećmi, i tych bez dzieci. Czy można być matką bez dzieci? Można być. Można być matką martwych dzieci. Matką aborcyjną. Na temat matek aborcyjnych, tych które powiedziały rodzącemu się w sobie życiu „nie” krąży dużo mitów. Kobiety kryją się z tym. W systemach rodzinnych nie mówi się, o rodzeństwie, które nie dożyło dnia narodzin. Temat wrażliwy, ale ważny, tak to czuję. Czasami w życiu jest tak, że nie wszystko płynie mlekiem i miodem. Kobiety zachodzą w ciążę w różnych sytuacjach. Czasami po jakiejś imprezie, gdzie był alkohol i poszły na całego, z lekkim lub bardziej mocnym szumem w głowie. Po dwóch, czy trzech tygodniach okazało się, że konsekwencje tego jednego porywu namiętności trzeba będzie dźwigać przez całe życie. A ona powiedzmy ma przed sobą studia i karierę, albo mężczyzna ten, który jest ojcem, nie do końca zainteresowany, aby ojcem być. Co prawda może lovelas z niego straszny i wszystkie jak go widzą, to piszczą za nim na akademickich korytarzach, ale jak się popatrzy okiem kobiety, która ma zostać matką... to czuje się, jakoś, że ojciec z niego byłby żaden, może jeszcze nie teraz, może musi dorosnąć. Taki kontekst to dla niektórych lajcik, inne matki aborcyjne miały o wiele trudniejsze losy. Zwłaszcza te, które we wsiach i miastach zostały same podczas wojny. Bo chłop poszedł wojować. Babcia mi opowiadała, że Ruscy byli gorsi od Niemców. A przecież wschodni front przechodził przez Polskę. Zresztą, tutaj nie do końca o historię chodzi, tylko o to, co tam taka kobieta ma w głowie, na temat tego jak zmieni się jej życie wskutek urodzenia dziecka. A zazwyczaj z racji na słabość edukacji, w tym temacie taka kobieta ma białą plamę. Mówiąc kolokwialnie – gówno wie. Myślę, że kilka rzeczy natomiast powinna wiedzieć. Pierwsza jest taka, że gdy weźmie odpowiedzialność za swoją decyzję, nawet jeżeli ona była po 4 głębszych kielonach, i trudno ją nazwać świadomą. Jeżeli weźmie odpowiedzialność, to znajdą się i siły, aby ponieść konsekwencje. Po drugie powinna wiedzieć, że studia można zacząć zarówno w wieku 25 lat, jak i w wieku 35, albo 50. Studia można przerwać, i później na nie wrócić. W przypadku ciąży nie ma urlopów dziekańskich. Myślę, że trzeba mieć świadomość, że jest to decyzja nieodwołalna, i ostateczna, bo w ciąży się jest, albo się nie jest, nie można być w połowie w ciąży. I nikogo tutaj nie chcę moralizować. Mówię tylko o konsekwencjach. A one będą bez względu na to, jaki masz do tego stosunek. Dużo się ostatnio mówi o zmianach w prawie dotyczącym aborcji. A moim zdaniem zawsze jest tak, że tworzenie prawa, które przeczy ludzkiej naturze tworzy jeszcze większe wynaturzenia. Śmierć i życie jest w nas. Zabranianie jednego lub drugiego stworzy zawsze nic innego jak jeszcze bardziej masakryczne konsekwencje. Klucz w temacie szacunku do życia jest w edukacji, i pokazywaniu konsekwencji, nie zaś w zakazach formalnych, bo życie jest życiem, i zawsze wymykało się formalizacji wbrew naturze, formalizacji oderwanej od rzeczywistości.

Kobieta przed podjęciem decyzji powinna wiedzieć, że są, jak ze wszystkim ciemne i jasne strony macierzyństwa. To co pokazuje się w ustawieniach, to widać, że często kobiety robią aborcję z „zimną krwią”. Zablokowane, zamknięte, ale czy to oznacza, że są takimi zimnymi sukami? Nie do końca, bo za taką aborcją z zimną krwią, często stoi mama, a za mamą babcia. A czasami sięga to dalej. Jak się na to popatrzy systemowo, to się nagle okazuje, że taka młoda kobieta usuwa dziecko, aby móc dotrzeć, złapać kontakt z tymi kobietami w rodzinie, które też usuwały dzieci. Bo jak wprowadzić do rodziny tą babcię? Ano tak, że powtarzam jej los, i pokazuje swoim życiem, i swoim zachowaniem, że ktoś taki właśnie był. Był, żył, oddychał, i zabijał. Zabijanie nie przynależy tylko do mężczyzn. Kobiety też potrafią zabijać. Czasami w bardziej wyrachowany sposób. Zabijanie jest ludzkie. Często nie chcemy na to patrzeć, ale zabijanie jest ludzkie, w sensie, że przynależy do rzeczy, które my ludzie robimy, przynależy do naszej natury. Czy w ten sposób kogoś usprawiedliwiam? Nie. Jedynie mówię, że nam ludziom się to zdarza. Czy łatwo jest po takiej decyzji żyć? Nie jest łatwo. Jest trudniej niż Ci się wydaje. I z racjonalnego pkt widzenia może Ci się wydawać, że aborcja to dobry pomysł. Ale z tego co widzę na ustawieniach, to wcale nie jest dobry pomysł. Ten ciężar każdy będzie niósł do końca życia. Nie da się przed tym uciec, zapomnieć, nie da się tego wymazać. Zabijanie jest ludzkie. I robimy to. Nie da się tego ukryć, wystarczy spojrzeć na wiadomości, codziennie mamy newsa, że ktoś kogoś zabił. Znajdźcie mi wiadomości bez śmierci, na 1000 sposobów. Nam ludziom się to przydarza. Łatwo można ocenić taką matkę, jako tą która jest wyrodna, zła, mordercza, i skazać ją na publiczne, społeczne, systemowe wykluczenie. Lecz jak popatrzy się na to głębiej, to jest to czasami wielki wyraz solidarności z tymi, które były w systemie wykluczone.



Czasami jest tak, że matka usuwa pierwsze dziecko, a drugie rodzi. Wtedy często w tym drugim pojawia się lęk przed matką. Trochę jest to taki lęk przed tym, że matka jest zdolna do zabicia. To trochę taki konflikt, bo z jednej strony to jest to kobieta, która rodzi, a z drugiej kobieta, która zabija. Czasami jest tak, że nie było aborcji fizycznej, ale mama już będąc w ciąży poważnie myślała o aborcji. Może się bała, że nie da rady sama... może bała się bólu związanego z porodem... może zaszła w ciążę, w najmniej dla niej, według jej świadomości, odpowiednim momencie? Wtedy w dziecku, które jest w brzuchu pojawiają się sprzeczne uczucia, wewnętrzny konflikt, z jednej strony chęć ucieczki, a z drugiej niemożność, i potrzeba bycia, życia, zamanifestowania się. Takie dzieci mogą w życiu późniejszym wchodzić w relacje partnerskie, które są dla nich niebezpieczne. Nie widzą zagrożenia, nie chcą na nie patrzeć. Widzą wszystko tylko w jasnych barwach, chociaż życie im pokazuje, że świat jest i taki, i taki. Ktoś je rani, ale one dalej trwają w relacji, jakby zaczarowane, jakby ktoś odebrał im jakąś część mózgu, która w sytuacjach zagrożenia mówi – spier...aj. Czasami idą jak owce na rzeź. Taki mają akurat wdrukowany program. Śmierć i życie często sklejone, i nie rozdzielone, bo jak można bać się kogoś, kto daje życie, a jednocześnie jest w nim potencjał, aby to życie odebrać? Wbrew obiegowym opiniom, dużo kobiet będąc w ciąży o aborcji myślało. To nie jest ewenement, wyjątek. Mocne, nacechowane emocjami, często systemowymi myśli o aborcji potrafią sprawić, że potem po narodzeniu dziecka, taka kobieta nie będzie dziecka czuła, a dziecko nie będzie czuło takiej matki. Matka zazwyczaj się wtedy obwinia, ale to nic nie zmienia. Musi popatrzeć – czasami to jest dobre rozwiązanie – na te wszystkie, kobiety w jej rodzinie, które podjęły decyzję, że usuną dziecko, że powiedzą mu wewnętrznie NIE. I wdrożą to w czyn. Dlaczego mówię, że podjęły decyzję? Ktoś zaraz będzie krzyczał, że „zostały zmuszone”, albo czasami „nie miały wyjścia”. Powiem tak. Za każdym razem, jak coś robimy, i nie bierzemy za to odpowiedzialności, to nas to osłabia. A za każdym razem jak coś robimy, zrobiliśmy, ale weźmiemy, za to odpowiedzialność, to nagle dostajemy siły, aby nawet tak trudne decyzje wziąć na bary, a z siły płynącej z przyjęcia własnej winy, i z własnej odpowiedzialności zrobić coś dobrego. Dziecko, które narodziło się po tym, które zostało zabite, często z przerażeniem patrzy na mamę. Często w ustawieniach widać, jak ciało takiej osoby, całe się trzęsie. Te drgawki są naturalnym zachowaniem ciała, które jest w bardzo dużym stresie. Te drgawki są naturalnym mechanizmem rozładowującym napięcie mięśniowe, który mają zakodowany wszystkie ssaki. Więcej na temat tych drgawek, i jak je wywoływać świadomie można znaleźć przyglądając się metodzie pracy z traumą TRE. To co leczy duszę w takich sytuacjach to popatrzenie tej zdolnej do zabijania matce prosto w oczy, i powiedzenie prostych słów – „Dziękuję, że na mnie się zdecydowałaś.” Często można zauważyć, że wtedy matce jest oddany szacunek, a ona sama już w mniej morderczej energii, jest w stanie zwrócić się do dziecka, i je przyjąć, w swoje ramiona. To piękne patrzeć, jak czasami 30, a może i 50 lat skrywany strach przed mamą, nagle pryska. A my jako małe dzieci potrafimy z wielką odwagą, bo tutaj jest potrzebna wielka odwaga – pójść w ramiona tej, która życie daje, i która życie odbiera. Nie ma złych matek. Jest czasami tylko trudniejsza droga do przebycia do swojej mamy. I czasami jest tak, że okoliczności przerosły naszą mamę. Mama jednak zawsze jest właściwa. Ta mordercza także jest właściwa, chociaż czasem tak trudno to poczuć. Ale jak to mówił mój przyjaciel z Poznania... na końcu zawsze jest spokój. Zawsze jest głęboki spokój.

O Autorze
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.

Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts

GRAFIK STYCZEŃ - MARZEC 2018 r





Jak się zapisać na warsztaty, które Cię interesują? 

a.) wybierz termin, który Ci odpowiada

b.) napisz do mnie maila na mirekczarko@gmail.com lub info@czarko-consulting.pl, albo po prostu  zadzwoń 781 896 147


To proste :)