wtorek, 26 lipca 2016

Kiedy pomiędzy mężczyzną, a kobietą się udaje?

Dużo zamieszania i niezrozumienia pojawia się wokół moich tekstów. Dlaczego facet czy też bardziej poprawnie mężczyzna ma być pierwszy, i dlaczego to on powinien zarabiać więcej – pytają rozwścieczone kobiety. Dlaczego rozwścieczone? Ano dlatego, bo kiedyś któraś, z ich rodu nie mogła polegać na mężczyźnie. Być może wrócił z wojny, i żywy to on był, tak fizycznie, ale myślami pozostał na tej wojnie, gdzieś tam w okopie, z braćmi broni. I nie mógł dawać swojej kobiecie, bo to co się tam wydarzyło na froncie przygniotło go do ziemi, tak że już nie zmartwychwstał za życia.



I kto musiał ciągnąć ten wóz o nazwie dom, dzieci, rodzina? Ano ta, o której w rodzie się opowiada, że „silna baba z niej była, i trzymała wszystkich za mordę”. Takiej babci nikt nie podskoczył. Potem rosną mity o takiej kobiecie. Rodzina patrzy na nią, i z podziwem mówi, jaka ona była silna. Ale jak się patrzy na taką kobietę w ustawieniach systemowych, to często wychodzi na jaw, że ta siła to się brała z mega wkurwu na faceta. I jej córki, a potem wnuczki, a następnie prawnuczki całkowicie nieświadomie wybierają sobie takich mężczyzn, którzy są na wpół obecni. Po co? Po to, aby powtórzyć po babci, czy tam prababci jej los. A jak się okazuje, to ona wcale szczęśliwa nie była. Ona nie miała wyjścia. Znaczy wyjście miała... zostawić to wszystko i uciec w jakąś chorobę, czy depresję i apatię, i niech się dzieje co chce.

Naturalnym ruchem energii pomiędzy męskim a żeńskim, co widać w ustawieniach systemowych jest to, że to mężczyzna stoi w relacji pary jako pierwszy. To on zakłada system. Nowy system. A kobieta idzie za nim. Do jego rodu, do jego gniazda, do jego religii, do jego świata. Ludzie robią różnie. Czasami robią tak, że to mężczyzna idzie za kobietą, do jej domu, do jej rodziny, do jej klanu. Mężczyznę to często osłabia. Więc jak podjąłeś decyzję, o wyprowadzeniu się z domu rodzinnego, i postanowiłeś, że zamieszkasz ze swoją ukochaną w jej gniazdku, to pierwsze co zrób, to zrób jej remont w domu. Kup meble, pomaluj na nowo ściany. Wymień drzwi, kup meble kuchenne. Wsadź tam dużo swojej energii. Wtedy będziesz mógł czuć się u niej lżej, bez tego obciążenia, że to jej gniazdo.



Co to znaczy stać jako pierwszy w relacji pary? Znaczy to nie mniej nie więcej tyle, że ten pierwszy daje temu drugiemu pewne jakości, takie jak witalność, energię, bezpieczeństwo, łączność z ziemią i naturą, ukorzenienie, stabilność, pewność, siła, odwaga, moc. To są jakości z pierwszego czakramu. Z czakramu podstawy. Oczywiście w aktualnych czasach kobieta może dawać to sobie sama. Żyjemy w czasach, gdzie kobieta może wyjechać zagranicę i podjąć tam pracę. Gdzie może piastować stanowiska menadżerskie w firmach. Gdzie naprawdę zarabia tyle, że jest ją stać na to, aby się utrzymać jako samoistna i samostanowiąca o sobie osoba. Ile dzisiaj mamy tych wielkich kobiet? Które zapragnęły być tak wielkie? Ile z nich ma szczęśliwe relacje. Nie takie ze łba, gdzie każdy z partnerów ma w zanadrzu na tego drugiego schowaną w piwnicy walizkę z bombą atomową. Na zasadzie, że jak Ty zrobisz coś... co dla mnie będzie nie tak, to pamiętaj, że ja też mogę zrobić coś, co dla Ciebie będzie grubo nie tak. I trzymają się nawzajem w szachu. Ona jego, bo wie o jego przekrętach finansowych, a on, ją bo wie, że ona ma problem z alkoholem, a pełni funkcję publiczne. To nie relacja... to układ sił, który trzyma w szachu ich relacje. To polityka, a nie autentyczność, i świętość w parze. Ktoś powie – miłość w parze jest przereklamowana. Tak. To prawda. Bo miłość w parze, komunia, świętość nie ma nic wspólnego z układem ze łba. A to ten układ jest przereklamowany.

Kobieta może dawać sama sobie, i to nie jest złe, ani dobre. Takie to jest. Tylko powtarzam, że zazwyczaj za taką kobietą w jej rodzie stoi historia o tej silnej babci, czy prababci, i tą historię trzeba odkłamać, wyciągnąć na światło dzienne, i zrozumieć, jakie to naprawdę było, a nie wierzyć w bajki. Pora dorosnąć, i w trzeźwości spojrzeć prawdzie na swój temat w oczy. Żaden mężczyzna nie chce, aby jego kobieta dawała mu jakości, które wymieniłem powyżej. Chyba, że szuka w kobiecie matki, a nie partnerki, która jest od niego różna, ale równa. Stanie jako pierwszy nie oznacza, że jestem lepszy, a ona gorsza. Stanie jako pierwszy znaczy, że daję jako mężczyzna właśnie bezpieczeństwo, odwagę, stabilność, siłę, moc, pewność. To daję, i to wkładam w relację pary. Nie muszę być w parze. Nie muszę być z kimś. Mogę być sam. I sam sobie dawać wszystkie jakości. Lecz konsekwencja bycia samemu jest taka, że system rodzinny się nie rozwija. System rodzinny może się rozwinąć, mogą z niego powstać dzieci, tylko wtedy, gdy mamy mężczyznę i kobietę. Oczywiście mogę spłodzić dzieci i odejść. Tylko wtedy co zazwyczaj funduję tym dzieciom? Ano traumę, bo któregoś rodzica gdzieś po drodze im zabraknie. A dzieci potrzebują brać jakości męskie i żeńskie. I matka może próbować dawać swojemu synowi jako ojciec, lecz to zawsze będzie męska kobieta, a nie mężczyzna. Uścisk taty, przytulenie taty jest całkiem inne niż uścisk i przytulenie mamy. Bo mama jest kobietą, a tata jest mężczyzną. Stwierdzenia, że płeć to tylko wytwór umysłu jest dla mnie bzdurą. To tak, jakbyśmy wycieli swoje ciała, i wycieli całą fizyczność, i mówili, że mamy tylko umysły. Nie kuźwa mać... ja jestem mężczyzną i mam falusa, a ona jest kobietą i ma pochwę. I to nie jest żaden przypadek, to nie jest pomyłka biologii. On jest stworzony do tego, aby zapewniać bezpieczeństwo, i między innymi zarabiać kasę, a ona jest bardziej do tego, aby rodzić dzieci. I to jest fizjologia, i biochemia ciała. To nie jest jakaś filozofia, a jak ktoś uważa, że to kwestia poglądów, to ma moim zdaniem mega odlot, i nie wiem czego się nażarł, ale dobrze mu grzeje po deklu.



Ona w zamian za to co od niego dostaje, daje mu inne jakości. Daje mu z drugiej czakry. Radość, przyjemność, seksualność, szacunek ciała, cielesności. On mógłby to dawać sobie sam. Może się nauczyć dawać sobie takie jakości. Ale on wchodzi w związek z nią, wchodzi z nią w relacje, i dając jej z pierwszej czakry poniekąd oddaje się, i rezygnuje, i ufa, że ona da mu to z czego on zrezygnował. I kobiety mają dostęp do tych jakości w znacznie lepszym kontakcie niż mężczyźni. On za to co daje chce otrzymać przyjemność – to tak w dużym uproszczeniu. Więc najstarszy zawód świata jak wygląda w tym świetle? On daje jej pieniądze, w zamian za przyjemność. Tylko, że seks z prostytutką, to takie bzykanie się w głowie. Kto doświadczył seksu, intymności, bycia razem z własnym wspólnym oddechem, ciało w ciało, w bliskości nigdy nie pomyli rżnięcia z byciem razem, w czymś świętym, w niemal komunii spółkowania. Kobiety czasami mówią... „jemu tylko jedno w głowie” - patrząc na męża, partnera. Odpowiem tak... i dobrze, bo to, że on chce iść z Tobą do łóżka, to czyż to nie oznaka, że chce z Tobą być? Tak. Nam facetom tylko jedno w głowie. I to jest bardzo przyjemne. Chcemy tego, co macie Wy – kobiety. Lubimy to robić, i nie ma w tym nic nie naturalnego. Często kobiety nie chcą swoim mężczyzną dawać właśnie tego... tej przyjemności, seksualności, spełnienia tutaj w ciele. Albo dają na zasadzie kłody drewna leżącej w lesie. Nie są obecne z mężczyzną w łóżku. Spełniają swój małżeński obowiązek. Wtedy jest to trochę takie, jak spółkowanie z prostytutką. Zapłaciłeś, ona rozkłada nogi, robisz swoje, wychodzisz, bez buziaczka w polika na dowidzenia. Czasami jest też tak, że kobieta w łóżku chce być facetem. Tylko przypiąć jej sztucznego falusa, i ona bardzo chętnie zrobi mężczyźnie kuku, od tyłu. Czy to złe? Nie. Takie to jest.

Gdy kobieta nie chce mu dawać, on się wścieka. Zwłaszcza jeżeli faktycznie natyrał się na tą przysłowiową fokę, którą przyniósł do domu. Tylko która kobieta nie chce dawać swojemu mężczyźnie. Czy ona stoi w miejscu kobiety czy matki? To matka nie chce dawać seksualności swojemu synowi, bo już ma swojego kochanka – męża. Tatę tego chłopca. Czasami natomiast matki uwodzą synów. „Pamiętaj, że kobiet możesz mieć wiele, ale matkę masz tylko jedną.” Albo „która będzie Cię kochać tak jak ja?” w domyśle, że żadna nie jest od niej lepsza. To krzywi chłopca na całe życie. Zazwyczaj wtedy matka nie patrzy na chłopca jak na swoje dziecko, tylko jak na kochanka. Ta miłość nie może się spełnić. Matka w ten sposób nie wypuszcza chłopca do ojca. Chce go zachować dla siebie. Jednocześnie go kastrując. Zazwyczaj wtedy chłopiec stoi za byłego partnera mamy, z którym miłość nie mogła się spełnić. Kogo będzie szukał taki chłopiec? Będzie szukał kobiety, która daje mu jak matka. Czyli do dopuszcza do pełnego oddania w kobiecości, w świętej seksualności, w byciu razem, w intymności.



Kobiety czasami mają spory problem, z tym byciem ok. w swojej seksualności. Czasami kobieta wie, że ma to czego on chce. I wtedy czasami zaczyna się robić w domowym łóżku jak w burdelu. Chcesz? To kup mi futro. I te słowa potrafią być wypowiedziane w tej chwili przed... przed jego spełnieniem z nią. Hmmm to gdzie ona wtedy jest? Z nim? Gdzie jest jej kontakt ze swoją seksualnością? To są zazwyczaj układy. Układy wzajemnych równoważących się sił. Czy taki chłop będzie zarabiał? Może i będzie. Bo praca dla niego będzie tą jedyną przestrzenią, w której może być sobą, i może czuć się doceniony. Nie przez żonę, ale przez ludzi z zewnątrz.

W drugą stronę może też być tak, że on od niej chce, ale nie przynosi do domu nic. Nie daje jej poczucia bezpieczeństwa, a chce przyjemność. Takich układów też jest całkiem sporo. Wtedy zazwyczaj ona jest z rodziny ze sporą dysfunkcją, a jego sobie bierze, bo taty, który pił, nie dało się uratować. Więc próbuje swoich sił podejmując próby uratowania męża alkoholika, lub hazardzisty i alkoholika. Różnie bywa... w takiej relacji bywa trudno. Takie kobiety się spalają – to nie może się udać, to jest z góry spisane na porażkę. W takich relacjach ona się boi... kurewsko się boi, i nie ma poczucia bezpieczeństwa wyniesionego z domu. Kontrolę nad nim, i władzę nad nim traktuje jako substytut, jako zamiennik poczucia bezpieczeństwa. Innymi słowy buduje mu niewidzialną klatkę wzajemnych zależności, w której go trzyma, jak lwa, który kąsa. On siedzi w tej klatce, bo tylko ją zna. Zna ją z domu rodzinnego. Wie, czuje wewnętrznie, ma taki program, że męskość jest niebezpieczna, bo mama na nią nie pozwalała. Gdy chciał biegać po drzewach mama krzyczała – nie rób tego bo mnie serce boli. Więc tłamsił swoją wewnętrzną potrzebę. W szkole był ganiony za to, że był niegrzeczny. Ojca zazwyczaj nie było, więc nie miał z kim się ścierać, biegać, przepychać, dostać w łeb. Nauczył się być kurczakiem, a przecież jest orłem. Ma orła w sobie, ale od dziecka był indoktrynowany, że nie może nim być, bo ta pierwsza kobieta bała się, że on będzie tak samo nieobliczalny jak tata. Więc zamknął się w sobie, i nie umie dawać z jaj... bo jaja odłożył na półkę z napisem – niebezpieczne, nie używać. Chwała Bogu i sile wyższej jeżeli trafił na zdrowych mężczyzn, którzy mu pokazali, że jaja są faktycznie jak rewolwer, i nauczyli go obchodzić się, z tym ogniem, który ma w majtkach. Jak go nie nauczyli, to będzie niedorajdą czasami do końca życia, i będzie trafiał na kobiety, które tak jak mama będą się bały. A jak się czegoś boisz, to chcesz to kontrolować. Przerąbane... mówiąc jednym słowem.

A gdzie świętość swoich męskich jaj? Gdzie świętość tego co może się wydarzyć w zdrowej relacji mężczyzny i kobiety. Dla takich ludzi to abstrakcja. Czytali o tym w książkach, oglądali to na filmach, ale w ogóle nie mają z tym wewnętrznie kontaktu. Po kilkudziesięciu latach stwierdzają – życie jest do bani. Ojjj w jakim błędzie oni są. Taki los, taka droga. Nikt tu nikogo nie uratuje. Czasami trzeba sięgnąć dna, aby w końcu dotrzeć do swojej prawdy. A prawda leczy. Tylko najpierw trzeba się w trzeźwości odkłamać.

W zamian za – upraszczając – przyjemność, którą mężczyzna może dostać od kobiety, on idzie dalej w swoim dawaniu jej. Daje jej z trzeciej czakry. Daje jej dostatek, komfort, działanie, moc w działaniu, pracowitość, skuteczność, współdziałanie, optymizm. Mówi do niej, pójdziemy tam i tam. I tam będzie nam dobrze. To czakra splotu słonecznego, to energia sukcesu w świecie zewnętrznym. On daje siłę i prowadzi w związku do miejsca, gdzie nie tylko jemu, ale też jej i ich dzieciom jest dobrze. Ona bierze to od niego, a on daje jej chętnie. I tak wymiana pomiędzy mężczyzną a kobietą płynie dalej. Ona rezygnuje z dawania tego. Ona to bierze od niego. I nie jest w tym, że bierze gorsza. Bierze, i czuje się winna. Winna mu coś. Porzuca swoją niewinność dziecka. Bierze od niego to co on daje, w pełni, w całości, i ufa. Nie jest dzieckiem, nie panikuje, on daje jej poczucie bezpieczeństwa w tym ruchu, ona mu wierzy, i ufa. Oddaje się mu jako kobieta, i bierze go jako mężczyznę. Dostaje od niego i bierze tak dużo, że w zamian za to, co od niego dostaje, daje mu z serca, takie jakości jak harmonia, miłość, akceptowanie, zrozumienie, wybaczenie, łagodność, wrażliwość, uczuciowość, uzdrawianie, pojednanie, pomaganie. On staje się bardziej ludzki przy niej. Staje się bardziej łagodny, bo siłę z cochones może przepuścić przez serce. A z perspektywy serca świat jawi się jako ten mniej groźny. Szukamy tu rozwiązań systemowych, a nie rozwiązań zaspokajających interesy jednostki. On bierze od niej z serca.



Ale aby mogła zaistnieć pomiędzy nimi wymiana na poziomie serca to najpierw ta wymiana powinna nastąpić na poziomie niższym. Nie da się kochać kogoś, i czuć do niego miłość, jak nie czuję się przy tej osobie bezpiecznie. Jak nie mogę sobie pozwolić na swoją seksualność, jak nie ma tego wszystkiego co niżej, gdzie niżej nie znaczy gorzej, źle. Ci którzy pomijają ciało, seksualność, a chcą od razu wejść w przestrzeń serca mają jakiś pieprzony odlot. Widzą ludzi od pasa w górę, a my jesteśmy cali w tu i teraz tylko ze swoim ciałem. Ktoś mówił, że ciało to świątynia ducha – moim zdaniem miał rację. Pomijając ciało i jego potrzeby robimy sobie odlot w inne wymiary. Zacznijmy od podstawy, od poczucia się bezpiecznie, potem samo przyjdzie to, co jest następne.

I tak wymiana płynie sobie dalej. On w zamian za to, co dostał z serca kobiety, bo ono jest łagodniejsze niż serce mężczyzny, daje jej z czakry gardła takie jakości jak twórczość, inteligencja analityczna, wiedza, nauka, komunikacja, samoekspresja, kariera, realizacja marzeń, dynamiczność, przebojowość, szczerość. On tutaj wyraża do świata, że jest on i jego kobieta, z którą żyje. Mówi głosem MY, nie ja. Reprezentuje klan na zewnątrz, mówiąc o niej, jako o tej, która stoi przy nim. Nie jako gorsza. Jako równa, ale też różna. Ona w zamian za to daje mu swoją intuicję i widzenie. Daje takie jakości jak mądrość, intuicja, wyobraźnia, jasnowidzenie, medytacja, zjednoczenie przeciwieństw, synergia, synteza, geniusz, twórczość, inspiracja, spokój, równowaga, charyzma, mistrzostwo w dowolnej dziedzinie, przywództwo, (a także wymienia się : moce siddhi, pamięć poprzednich wcieleń, świadome sny). Oboje w komunii ze sobą łączą się tutaj w jedno. I doświadczają takich jakości jak rozumienie rzeczywistości w głęboki, duchowy sposób, transcendencja, mistyka, modlitwa, poczucie łączności z wszechświatem, boskością, szeroka świadomość, otwartość, zaufanie, nieosądzanie, oświecenie, łaska.

Szóstego dnia Bóg stworzył człowieka. A potem rozdzielił go, tworząc mężczyznę i kobietę.
Szukamy siebie nawzajem. Szukamy tej drugiej osoby, bo czujemy gdzieś pod skórą, że nie jesteśmy pełni. Można oczywiście znaleźć pełnie samemu ze sobą. To nie jest ani złe, ani dobre. Można też znaleźć pełnię w relacji z tą drugą osobą. Mężczyzna z kobietą, kobieta z mężczyzną. Każdy wybiera swoją drogę, i droga każdego nie jest ani zła, ani dobra. Daleki jestem od namawiania do tej drogi, którą ja kroczę... krok do przodu... czasami się uda. Potem stop. Pół kroku do tyłu. Czasami szybciej, czasami wolniej. To moja droga. Ty wybierz swoją.

Na warsztatach ustawień systemowych robimy kroki do odkłamania się. Robimy ruchy zgodne z naszą prawdą. Z prawdą na nasz temat. Robimy kroki w kierunku swojej męskości i swojej żeńskości. A wszystko zaczyna się u naszej mamy, i u naszego taty. To tam miało początek nasze życie. I mamy je takie jakie mamy. Od akceptacji mamy, i taty, bez prób zmieniania ich, zaczyna się coś, co można nazwać własną drogą. Tam już jest lżej, ale to lżej czasami jest takie trudne... zwłaszcza, gdy przez 30, albo i 60 lat nieśliśmy nie swoje ciężary. Nieśliśmy ze ślepej miłości do swoich rodziców, bo dzieci kochają swoich rodziców. Nawet jak jesteś dzisiaj w miejscu, w którym masz w stosunku do nich tak dużo zarzutów, i tak dużo Cię kosztowało bycie ich dzieckiem, to pamiętaj, że pod tym bólem, gniewem, złością, jest skryta olbrzymia miłość. Być może jeszcze do niej nie dotarłeś, ale kiedyś do niej dotrzesz. To zawsze widać na warsztatach ustawień systemowych. Wielka miłość... czasami ślepa.



O Autorze
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.

Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts



Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.



Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147









czwartek, 21 lipca 2016

Video Blog Part 1 - Autentyczność


Pierwsza część video bloga dotyczącego i powiązanego z blogiem pisanym www.ustawieniasystemowe.blogspot.com

W tej części, która wyszła całkowicie spontanicznie rozpoczynam serię video blogów dotyczących zagadnień podejmowanych na warsztatach Ustawień Systemowych, które prowadzę w Polsce i zagranicą.

W tym pierwszym odcinku opowiadam trochę o autentyczności, jej konsekwencjach, i blokadach, które nie pozwalają nam na bycie autentycznym.

Jeżeli jesteś zainteresowany tematyką ustawień systemowych to zapraszam do subskrypcji kanału, aby być na bieżąco.

Pozdrawiam

Mirek Piotr Czarko Wasiutycz

www.ustawieniasystemowe.blogspot.com
mail. mirekczarko@gmail.com
tel. +48 781 896 147
Grupa Kobieta i Mężczyzna na Facebooku
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts

GRAFIK na Październik - Grudzień 2017



Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147

środa, 22 czerwca 2016

Żaden facet nie chce, aby jego kobieta zarabiała więcej.

Żaden facet nie lubi, jak jego kobieta zarabia więcej niż on... chyba, że jest syneczkiem mamusi. Wtedy weźmie od niej wszystko, wyssa do ostatniej kropli mleka, a potem jak zauważy, że wziął tyle, że już nie jest w stanie wyrównać, to odejdzie zostawiając jakiś smutny list w stylu "Sorry Gienia, świat się zmienia... moje serce nie sługa. Zakochałem się w Marioli. Dziękuję, za wszystko i proszę myśl o mnie dobrze." Ta natomiast, która ten list będzie czytać się wścieknie, żeby nie powiedzieć wprost, że się po prostu wkurwi. Będzie sobie zarzucać, jaka to była głupia, że tak dużo mu dawała, że poświęcała tyle swego cennego czasu, na robienie kanapeczek do pracy, prasowanie koszul, i dawała mu wolną przestrzeń, aby mógł odpocząć. Wiecie co? Takie historie już mnie nie ruszają. Partnerzy są siebie warci.



I nie wierzę już w to, że ktoś tu jest dużo mocniej poszkodowany chociaż na pierwszy rzut oka tak, to właśnie może wyglądać. On ten zły, a ona jak zwykle wychodzi cała na biało. To ściema, to oszukiwanie samego siebie, i życie w poczuciu, że "muszę o sobie myśleć dobrze, bo chce się dobrze czuć". Normalnie jakby ktoś za życia do nieba chciał wejść! A po co do jasnej cholery się tam pchać? Wiesz jak tam jest? Ja nie wiem, i chyba się już tam nie pcham na siłę. 

Synek mamusi będzie brał chętnie od swojej kobiety, a jak jej się skończy, to zrobi jej awanturę, żeby się wzięła w garść. To w takiej ortodoksyjnej formie. Zazwyczaj jest wariant light - też śmierdzi, jak papierosy light, ale podobno mniej ryje dekiel. Taki oto egzemplarz mężczyzny potrafi być kochankiem, bo wiele więcej nie można się po nim spodziewać. Kumplom będzie wyrywał dupy, i nie będzie miał skrupułów, aby wejść w trójkąt. W końcu w trójkącie jest od samego dzieciństwa. To nie do końca jego wina, że taki jest... a może w ogóle temat winy odstawmy na bok, bo to całkowicie bez sensu używać tego pojęcia - to nic nie zmienia, chyba, że chcemy grać w grę Kat i Ofiara - to wtedy jest to element niezbędny, aby jedno mogło czuć się dobrze, a drugie kiepsko, żeby nie powiedzieć chujowo. On jest synkiem mamuni, bo mamunia nigdy go nie wypuściła w ramiona taty. Być może był nawet momenty, kiedy mogło się to wydarzyć, ale być może ojciec nie był gotów, albo po prostu zbyt zajęty pracą, która dla niego częstokroć była ucieczką z domu. No w każdym razie nie udało się... Taki oto egzemplarz bierze babeczki na smutną historię, o byłej żonie, o byłej dziewczynie, o czymś przy czym serce się rozpływa. Ta, która się na to nabiera, tak naprawdę widzi w nim, kogoś kogo będzie można łatwo kontrolować, o jeżeli taaaak mocno przeżywa emocje, i się uzewnętrznia, to znaczy, że dla kobiety jest to łatwy target. 

Tak jak mówiłem - nasz chłopiec - chętnie wchodzi w trójkąty, bo w trójkącie jest od samego dzieciństwa. Jest On, który często reprezentuje byłego partnera swojej mamy - zazwyczaj jakąś wielką miłość mamy z czasów studenckich, ale też niekoniecznie - jego mama, do której czuje trochę co innego niż dziecko do mamy, bo stoi w polu informacji byłego partnera, i jest jego tata, do którego na poziomie duszy mówi - byłbym dla niej  - czytaj mamy - lepszym mężem niż Ty. Do cholery, jak robię takie ćwiczenie, w którym pokazuje jak działają ustawienia systemowe to zawsze pytam ludzi, kto do kogo tutaj mówi to zdanie? Czy to dziecko może coś takiego powiedzieć do taty? Nie! Oczywiście, że nie. Dzieciak powie - tato tak bardzo tęskniłem! To tak bardzo bolało! A story o byciu lepszym mężem, mówi tak naprawdę ten pierwszy partner. 

Chłopczykowi takiemu trudno jest dotrzeć do ojca, bo czuje się do niego lepszy, czuje się większy, a sami przecież wiecie, że nawet jak pracujecie w korpo, to chętniej Was ciągnie do zyskania aprobaty, i szacunku kogoś kto stoi wyżej, niż kogoś kto stoi niżej. Inaczej mówiąc, jak zadzwoni prezes to zazwyczaj zawsze macie czas. Jak zadzwoni podrzędny handlowiec, to może już nie zawsze, bo przecież ważniejsze sprawy na głowie. Więc jak dzwoni w cudzysłowiu do niego ojciec, to nie ma czasu, bo po co? Co on mu może dać? W tym jego wyobrażeniu. Problemy, głupoty, intelektualna malizna. De facto rodzice nie są po to, aby z nimi rozmawiać na temat teorii rozpadu atomów, ale ten chłopiec o tym nie wie. On ocenia ojca i patrzy na niego z góry. Kto ma klucze do tej hydro-zagadki, kto tutaj rozdaje karty, kto może uwolnić chłopca z tego pola pełnego błędnej pod względem porządku systemowego informacji? Mama. Mama powinna popatrzeć na byłego i być może powiedzieć "szkoda Stefan. Nie udało nam się. Wszystko skończone, ale masz dobre miejsce w moim serduchu", i faktycznie poczuć, że tamto... to co było, być może za czasów studenckich się skończyło, i życie w iluzji, że ta relacja ma jeszcze jakąś szansę, jest jak nie zaglądanie do szafy, w której od 30 lat leży trup. Leży i śmierdzi, ale my pryskamy w około BRYZ EXTRA, i jak w tej reklamie, z zawiązanymi oczami wydaje nam się, że jesteśmy na łące. Może pora otworzyć oczy, i zobaczyć jaki gnój w koło, i smród, i po prostu posprzątać. Jak mama uszanuje tego byłego, to wtedy wychrzania chłopca z jego miejsca przy niej, które ten być może całkowicie nieświadomie zajmował przez ostatnie 30, a być może i 50 lat. Wtedy czasami sprawdzają się słowa, w których mama odczarowuje pole informacji i wprowadza pewien porządek, mówiąc do małolata, że to Gienek jest jego tatą. A ze Stefanem on jako on nie ma nic wspólnego. Czasami patrzę, jakie to zdumienie pojawia się w oczach klienta, który być może pierwszy raz w życiu słyszy te słowa. Kręci mu się we łbie normalnie. To nie żarty. 

Stojąc tak przy mamie nie można mieć żony, bo to miejsce właśnie mamusia zajmuje, ale nie jako mama, tylko jako kobieta, z którą o zgrozo nie można przecież chodzić do łóżka. Tam to się dopiero mieli pod czachą. Mama czasami nie chce puścić do taty, bo w ten sposób musiałaby w końcu przestać latać do Społem po BRYZ EXTRA tylko otworzyć oczy, i zajrzeć do trupiarni. A tam jest ból, i konfrontacja z rzeczywistością, na którą nie chciała patrzeć przez X lat. Bo przecież miała swego małego bezbronnego chłopca, miłość w pełni bezpieczną, bo ona tutaj zawsze była u góry. Zawsze mógł pojawić się szantaż emocjonalny, i chłoptaś wracał. Czasami w ekstremalnych przypadkach symulowane zawroty głowy, omdlenia, choroba, bądź atak nerwów, i już chłopiec leciał... zostawiał żonę, jeżeli takowej się dorobił, dzieciaki. Na koń mały rycerzyk, i biegnie, co sił w nogach - ratować królową. Lecz czasami się udaje... bo tata też czeka, czeka cierpliwie latami. Nie ma kobiety, nie ma swojej królowej - taki niewinny? Nieee też ma swoje za uszami, ale mówimy o tym, że czasami da się przywrócić porządek, i wszystkie puzzle trafiają na swoje miejsce. 

W ustawieniach systemowych, jako klient możesz spróbować to zrobić. Mama nie musi, o tym wiedzieć, tato też. Powiem więcej, nawet nie muszą żyć. Pole informacji i tak działa. Chodzi de facto o tatę w Tobie, i o mamę w Tobie, i o Ciebie, w sobie samym. No ale do meritum zmierzając - to może wtedy się czasami udać dotrzeć do ojca. Być może po raz pierwszy w życiu, jako ten mniejszy. Jako jego dziecko, które zgubiło do niego drogę. I wtedy coś się zaczyna jakby palić... za plecami czuć ogień męskich jaj. I płynie z tego siła i głęboki spokój. Otwiera się być może po raz pierwszy w tym chłopcu poczucie, że ma dostęp do czegoś magicznego, do jakiegoś samoistnego źródła zasilania. Wtyczka została włożona do właściwego gniazda. Zasilanie od strony taty zostało przywrócone. Pozostaje oczywiście proces, i przetransformowanie się całej gamy przekonań. Być może związek z aktualną kobietą zaczyna iść na skraj przepaści, ale chłopiec ma do zyskania coś znacznie większego. Mowa tutaj o jego męskich jajach.Tego nigdzie nie da się kupić. Coś co być może szukał przez całe życie w kobietach, w kolejnych podbojach, nagle okazuje się, że miał tuż przy sobie, w swoim tacie. Kobieta, jeżeli z takową był, ta która dawała więcej, być może organizowała mieszkanie, płaciła rachunki, może nagle zacząć reagować nerwowo. Bo coś się jej z rąk zaczyna chłopiec wymykać. I może zacząć chcieć nie dopuścić do urwania się ze smyczy. Nagle zauważa, że tam gdzie czuła spokój, i stan dobroczynności, jaki odczuwamy względem kogoś, komu pomagamy, ale mamy świadomość, gdzieś głębiej, że nad nim panujemy, w to miejsce pojawia się rozdrażnienie. I zaczyna na wierzch wychodzić cała pieprzona mistyfikacja, i prawda o jej samej. To nie była miłość do partnera. To była bezpieczna miłość do chłopca, pod bezpieczną kontrolą. On znalazł sobie taką, która była podobna trochę do jego mamy. Ona świetnie się w tej roli odnalazła. 

Zasadniczo jak on przejdzie na stronę taty, jak poczuje zapach męskiego testosteronu, i zapach męskich jaj, czy też odoru wydobywającego się spod pachy, jak sztachnie się tym - tak dla równowagi, bo do tej pory wąchał tylko BRIZ MAX, czy tam EKSTRA, gdzie wszystko było przepełnione zapachem mamy, i jej mleka ewentualnie. To zasadniczo mogą sobie pójść - każde w swoim kierunku, albo poddać się świadomemu procesowi rozwoju. Rzadko się to zdarza, bo my ludzie chodzimy po najmniejszej linii oporu. Z kwiatka na kwiatek, to on, a ona nie puści jednej gałęzi, póki się pazurami nie uczepi kolejnej. Czyli na motyla i na małpę - czasami tak wygodniej. 

Stając przy ojcu chłopiec jakby stygnął... jakby się gruntował, jakby łapał kontakt ze swoją wewnętrzną bateryjką. Jakby zyskiwał świadomość, że przejrzeć może się tylko w oczach innego mężczyzny. W oczach kobiety już nie szuka tego, czego szukał być może przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Tak więc w życiu bywa tak, że Ci którzy lubią, jak ich babeczki zarabiają więcej, często są bliżej mamy, niż bliżej taty. Wiem jednak jedno... jak już raz wejdą w kontakt z własnymi jajami, to już nie odpuszczą, i kierunek ich ruchu, ich rozwoju będzie szedł w stronę męskiego. A tam jest więcej odpowiedzialności, za bezpieczeństwo, więcej sexu, w którym nie musi udawać super kochanka, tylko jest super kochankiem, więcej mocy, i zdecydowanie bardziej ekscytująco. 



Jakiś czas temu przyszedł do mnie na warsztaty, chłopak, który od kilkunastu lat pracował ze swoim tematem relacji z kobietami. Przyznał, że na kursy podrywu wydał całą masę kasy, ale i tak mu to nie wychodziło. Ostatecznie chyba nawet zostało mu zaproponowane, aby szkolił innych. I to wychodziło mu całkiem nieźle. Mega się wkurzał, jak jego podopiecznym zaczynało wychodzić, bo wdrażali w życie, to co on im sugerował. Jemu samemu natomiast – nadal NIE! Z kobietami jak mi powiedział, zmieniło mu się, jak odkleił się z identyfikacji z byłym partnerem mamy. Mocno to przepłakał. Dobrze pamiętam tą sesję. Puściło mu... i to nie na tydzień, tylko w ogóle. Po warsztatach wyszedł na ulicę, i coś się zmieniło. I to diametralnie. Kobiety zaczęły w nim widzieć faceta, a on w nich kobiety. Potem sam przyznał, że wydał na kursy podrywania jakieś grube pieniądze... w okolicach kilkunastu tysięcy złotych. Hmmm zacząłem się wtedy zastanawiać, czy nie zrobić warsztatu dla mężczyzn, którzy mają z tym tematem problem. Tytuł by brzmiał – jak odzyskać swoje jaja, i stać się super kochankiem? Wersja Short. Po przywróceniu porządku w systemie nikt na zmianach tutaj nie traci. A wszyscy dostają coś dla siebie. Czasami nowe życie. Czasami trudno może być nam puścić stare, ale to też proces, który ostatecznie nas wyzwoli, chociaż po drodze może trochę głowa napierdalać. 

Ona zyskuje swoją kobiecość, i puszcza kontrolę. On zyskuje swoją męskość. Matka łapie kontakt z rzeczywistością, i godzi się na bycie kobietą, a nie księżniczką na złotej wieży. Ojciec odzyskuje swoją kobietę. Porządek wprowadza ład. Miłość może płynąć na wprost, wprost do celu.

O Autorze
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.

Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts



Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147

Jak się zapisać na warsztaty, które Cię interesują? 
a.) wybierz termin, który Ci odpowiada
b.) napisz do mnie maila na mirekczarko@gmail.com lub info@czarko-consulting.pl, albo po prostu  zadzwoń 781 896 147
To proste :)





piątek, 13 maja 2016

Wojna się już skończyła - o relacjach w parze.

To zdanie powtarzam ostatnio często prowadząc warsztaty ustawień systemowych. Czasami dociera mocniej, czasami słabiej – zależy. Zawsze jednak wywołuje pewne zadziwienie w oczach tych, którzy 77 lat po wrześniu 1939 wciąż niosą w sobie jak żywą wojnę, i jej skutki.

Kobiety jakieś 77 lat temu przeżyły traumę. W mojej opinii po tym co widzę, całkiem sporą. Zwłaszcza te, które miały mężczyzn, a te, które był wtedy z nimi w ciąży, albo wychowywały ich dzieci jeszcze bardziej sporą. Ktoś powie, ale to przecież dawano i nie prawda. A jednak dla duszy nie ma czasu, i to co się nie rozegrało do końca, przy naszych dziadkach, rozgrywa się wciąż jak żywe w nas.
Mężczyźni są słabi, i to nie przesada. Często niosą na sobie winę swoich dziadów, za to, że zostawili te kobiety same. Za to, że nie udało im się wrócić do domu, albo że wrócili jako kalecy. Wyjechał zdrowy chłop a wrócił kawałek. Niektórzy wracali w jednej części, ale jak patrzę na to co widać na ustawieniach systemowych, to duszą, myślami, emocjami zostali niejednokrotnie razem ze swoimi towarzyszami broni, gdzieś tam, daleko, w okopie do, którego wpadło kilka granatów. I często Ci, którzy przeżyli w duszy czują się winni, że żyją. Dziadek tego nie przeżył do końca. Był nieobecny dla ojca, a jak ojciec nie wziął, to co dał synowi? Dał to co miał. Te niedokończone historie są wciąż w nas żywe. Babcia często... kobieta była poszkodowana. Czuła się ofiarą tej sytuacji. Często obwiniała swojego chłopa, że poszedł gdzieś tam na wojnę, i ją zostawił. Te żale i pretensje wciąż są jak żywe we wnukach.

Co musi się zrodzić w facecie, jak idzie na wojnę, gdzie będzie musiał codziennie przez, być może noc i dzień być obecny, na 100%? Co ciekawe osoby, które trafiały np. na front, albo do obozów koncentracyjnych, gdzie każdy dzień był przepełniony tą gotowością do walki na śmierć i życie, niemal natychmiast zdrowiały ze wszelkich depresji i innych chorób psychicznych. Zdrowiały natychmiastowo. Ciało postawione w obliczu dużego stresu tak właśnie reaguje. Odpalają się hormony odpowiedzialne za gotowość do podejmowania akcji- mówiąc kolokwialnie nie ma czasu na rozkminy, i zatapianie się w mętnych meandrach umysłu. A wszelkiego rodzaju wyobrażenia, zakrzywienia spostrzegania, nagle odchodzą w dal. Psychika, i cały organizm mobilizuje się, i jest nastawiony na jedyny cel – przetrwać, przeżyć. A żeby przetrwać i przeżyć musisz być obecny. Jak strzelają, to uciekasz, a nie zastanawiasz się, w którą stronę. Tak działa mózg automatyczny. Podświadomość. Non stop analiza napływających bodźców, i reakcja na nie, ponoć w 0,2 sekundy. Ale nie w szczegóły chcę tym razem wchodzić, nie w szczegóły biologii.

Gdy chłop szedł na wojnę, swoją czy nie swoją, to kobieta zostawała sama. Sama, albo z dziećmi. Czasami z chłopcem. Jeżeli Ona doświadczyła takiej sytuacji, to jak Ona potem będzie wychowywać chłopca? Będzie w nim budować zachowania agresywne? Będzie uczyła go jak walczyć? Czy dopuści w nim tą gotowość do podejmowania akcji, w obliczu zagrożenia? Nie sądzę. Będzie go bardziej wychowywała na grzecznego ułożonego chłopca, który ma czyste porteczki i równo przystrzyżoną grzywkę. Czy to dziwne? Nie. Po pierwsze kobieta po takiej traumie, gdzie została sama będzie się bała, że owoc jej starań, często nieprzespanych nocy, będzie taki sam jak tata... czyli jak dorośnie, to pójdzie na swoją, czy nie swoją wojnę. Więc w obawie, że tak właśnie może się wydarzyć, będzie go wychowywała na grzecznego ułożonego chłopca. Wojna się skończyła – i dość często ostatnio powtarzam to na warsztatach ustawień systemowych, bo zdarzają się, klienci - potomkowie sprawców, lub ofiar, którzy ze ślepej miłości wciąż na tej wojnie są. Może nie idą fizycznie na wojnę, ale chętnie oglądają filmy wojenne, lub takie, w których jest obecna przemoc. Często grają w gry, już teraz bliskie rzeczywistości, szczególnie gdy do naszych domów wdziera się technologia Virtual Reallity. Ale powracając do pewnego procesu, który swoje owoce przedstawia dzisiaj po blisko 80 latach, w młodych, czasami dojrzałych mężczyznach.
Ci mężczyźni nie mają dostępu do swojej agresji. Boją się mieć do niej dostęp. A zamknięcie się na swoją agresję powoduje brak dostępu do swojej siły. Agresja wbrew obiegowej opinii jest czymś naturalnym i normalnym. Nasz organizm cały czas zachowuje się agresywnie, chociażby w relacji z różnymi wirusami, bakteriami i grzybami. Cały czas trwa niekończąca się agresja w stosunku do otoczenia. Siedząc na danym krześle w autobusie, czy tramwaju także przejawiam pewną formę agresji, bo nikt inny właśnie na tym miejscu nie może usiąść, bo siedzę tam ja. Śmieszne? Nie wydaje mi się. Walczymy o przestrzeń, czas, zasoby, pieniądze, kobiety, mężczyzn, przetrwanie. Agresja jest częścią życia. Agresja, to co innego niż przemoc, manipulacja, kłamstwo i podstęp. To zachowania przemocowe. Agresja jest ludziom wpisana w ich bycie i życie. Hamowanie agresji w sobie, skutkuje często depresją.

Dlatego przestań się okłamywać kobieto, że chcesz, aby Twój facet był silny i zarabiał dużo pieniędzy, bo konsekwencją stanięcia w męskim, w męskiej sile jest znaczna poprawa w temacie kasy. Przestań się okłamywać, że chcesz, aby on był silny, i tu nie do końca chodzi o siłę mięśni. Aby był ostoją, abyś mogła się przy nim poczuć bezpiecznie. Przestań łgać, bo to kłamstwo i kolejna iluzja. Jeżeli jesteś kobietą i stoisz w żeńskim, to po prostu już masz takiego faceta. A skoro go nie masz, i mówisz, że o nim marzysz, to najprawdopodobniej sama kontynuujesz rytuał kastracji męskiego, który być może ze strachu rozpoczęła Twoja babcia? W sumieniu najprawdopodobniej jesteś powiązana z tymi wszystkimi kobietami, które to robią od 77 lat, a czasem i dłużej, bo przed drugą woją światową, była też pierwsza wojna światowa, i wcześniej historia Polski i Europy nie była związana z bajką pt.”Żyli długo i szczęśliwie”. Czy przypadkiem nie jest tak, że jak facet staje w swojej sile, to zaczynasz drżeć. Zaczynasz się bać... grunt trochę drży pod nogami? dlaczego? Może dlatego, że czujesz, że tutaj kończy się Twoja kontrola, a zaczyna Twoja bezsilność. To po pierwsze. Po drugie, gdybyś miała tak, że masz faceta, który stoi w swojej sile, to miałabyś możliwość się o niego oprzeć, w sensie stricte, i mówię też tutaj o oparciu się psychicznym. Po trzecie i może najważniejsze, w sumieniu musiałabyś zdradzić te wszystkie kobiety z Twego rodu, z Twego wewnętrznego drzewa życia, które tego nie miały, bo ich mężczyźni poszli w pizdu... i często nie wrócili. A one same zostały z dzieckiem, dzieciakami... czasami z całą gromadką, i w wyniku okoliczności nauczyły się nosić spodnie. Przestań się oszukiwać, że chcesz chłopa, który ma jaja jak dwa arbuzy, i ma siłę być konsekwentny, i iść za swoim obrazem. Wewnętrznym obrazem. To jest ostatnia rzecz, której byś chciała. Ty chcesz mieć takiego chłopa, którego będziesz mieć pod kontrolą, bo tak nauczyłaś się dbać o swoje bezpieczeństwo, i bezpieczeństwo swojego potomstwa, i żyjąc w ten sposób możesz pozostać wierna swoim babką, prababkom, i kobietom w swoim rodzie, które chłopów straciły. Świat się zmienia, mijają lata, przychodzą nowe pokolenia, a Ty wciąż częstokroć zamrożona, w tym lęku swojej babci. Mężczyzna, który ma kontakt z własną agresją potrafi walczyć. Dostęp do pieniędzy również łączy się z pewną formą przejawiania agresji. Ta agresja jest potrzebna. Kiedyś była potrzebna, aby stanąć naprzeciw niedźwiedzia, foki, czy innego zwierza, aby zadbać o swój rewir, o swój dom. Czasy się zmieniają, ale energia jaką potrzebuje mężczyzna, aby wyjść do świata na swoje polowanie jest ta sama. A ta agresja i dobry z nią kontakt, jest potrzebny, aby wychodzić do świata i zarabiać np. pieniądze. Kiedyś zabijać foki, albo być gotowym na odparcie najazdu wrogiego plemienia. Czasy się zmieniły. Już nie ma mamutów, tygrysów szablo zębnych, ale energia ojca, energia wychodzenia do świata, to nadal ta sama energia co 1000 lat, 2000, czy 10 tyś lat temu. Może w mniejszym stopniu w cywilizowanej części świata możesz stracić życie, ale za to możesz stracić twarz, wizerunek, stanowisko w koropo, albo grubego klienta. Tam można stracić wszystko, i to w jedną chwilę. Kierują nami te same energie. Podobne wzorce. Przedmioty się zmieniły, ale nie my, wewnątrz nas. Sumienie które wiązało z klanem, wciąż jest obecne, wciąż jak pokazują ustawienia działa, bez względu na to, czy jeździmy rowerem, czy najnowszym modelem Tesli *auto w 100% na prąd.

A my mężczyźni? Dlaczego mamy taki problem, w stanięciu w swoim? Bo pokutujemy za naszych prapradziadków, pradziadów, i dziadków. Bo niesiemy ze ślepej miłości za nimi brzemię ich decyzji. Ostatnio miałem na ustawieniu klienta, który leżał wśród ofiar dziadka. Dziadek walczył podczas wojny o życie. I wygrał. Ten drugi – przegrał. Zginął. Dzisiaj po ponad 70 latach jego wnuk, leży z ofiarami w grobie, i mówi, że mu tam dobrze. Że czuje, że tam przynależy. Od kilku lat depresja. Tłumiona agresja. Dokurwianie wszystkim wkoło. I tego nie widzi. Dopiero ludzie mu mówią, że coś nie tak, bo zamiast dostać upomnienie, dostają po mordzie. Wszystko przerysowane. Zbyt silne emocje. Widać od razu, że chodzi o uwikłanie. Facet boi się mieć dostęp do swojej agresji, do swojej siły, bo boi się, że zabije – że zabije tak jak dziadek.Więc woli uciec w depresję, w chorobę psychiczną.
Częstokroć kobiety, które wychowywały naszych ojców wychowywały ich w oderwaniu od męskości. Bo to było zbyt niebezpieczne. Blokowały częstokroć męską naturalną chęć wychodzenia do świata, do zewnątrz, i penetracji go. Podporządkowania go sobie. A jak myślicie, jak długo można tłamsić swoją naturę? Czy tak się da? Czy myślicie, że to może się udać?

Chłopiec. Lat 20. Dość szybko stracił ojca. Zamknął się w domu. Dużo czyta. Dużo gra na komputerze. Woli wirtualną rzeczywistość od tej rzeczywistej rzeczywistości. Zagłaskany przez mamę. Zero pracy. Jak jakąś znajdzie, to zaraz coś tak wywinie, że go zwolnią. Prawie zero relacji towarzyskich. Zamknięty, na wychodzenie do świata. Kładzie się spać bardzo późno. Wstaje koło południa. Nerwowy. Stoi przy mamie. Kobiety nie ma. Czego mu potrzeba? Jemu potrzeba taty. Mama wychowała go na grzecznego, ułożonego. Ale to nic nie zmieni. W końcu mu strzelą bezpieczniki. Jak tylko się trochę napije, to wychodzi z niego ta cała agresja, wręcz się wylewa. W słowie, w geście, w mimice. I jak długo można to gnieść w sobie? Przecież to gdzieś musi wyjść z tego chłopca. Ta energia gdzieś musi znaleźć ujście. Więc męski wieczór wygląda często tak, że trzeba się zalać w trupa, i zaliczyć przy okazji kilka agencji towarzyskich. Szybki sex, bez miłości, bez uczucia, w odcięciu od siebie, i w złości na kobiety.
A co te obecne kobiety, żyjące w tu i teraz mają z tym wspólnego? To wnuczki, albo prawnuczki tych, którym kiedyś było ciężko. Ten konflikt pomiędzy męskością a kobiecością trwa w nas do dzisiaj, a wojna się przecież już skończyła. Ale ta babcia, nadal nie wypłakała tych łez, za dziadkiem, który nie wrócił z wojny... więc wnuczka wkurwia się na swojego chłopa, bo na kogo się wkurwiać, jak ma jednego pod ręką.

Musimy to puścić. Mężczyźni muszą puścić swoich dziadków, którzy skończyli tak jak skończyli, a żyli tak jak żyli. I muszą trafić do męskiego. Do zdrowego męskiego korzenia. Muszą zostawić oceny. Kiedyś klient z wściekłością na ustawieniu krzyczał do swego dziadka, który zabijał Niemców w obronie swego życia – To przez Ciebie, to przez Ciebie Oni nie żyją! Tak silna identyfikacja z ofiarami. Tak – nie inaczej. A u niego w życiu co? Dziesiątki kobiet, narkotyki, alkohol, pół miliona długów, i depresja ze stanami maniakalnymi. Chce stracić wszystko, bo dusza nie pozwoli tego tak zostawić. To musi się skończyć, to musi się wypalić, wysycić, nie da się tego zamieść pod dywan. Nie da się narobić na środku pokoju, i udawać, że fiołki pachną. W pokucie, w winie, w zamknięciu na siebie samego. Mężczyźni muszą puścić winy swoich ojców. Muszą skończyć tą wojnę w sobie, muszą złapać kontakt, zdrowy kontakt ze swoją agresją.

Co muszą zrobić kobiety? Kobiety muszą puścić te swoje babki, które miały taki los, jaki miały. Bo tym babkom, jak patrzę na to co pokazuje się w ustawieniach wcale nie zależy na tym, aby ich wnuczki miały tak samo ciężko i pod górkę jak one. Tam często da się usłyszeć słowa:”Ty możesz już mieć inaczej”, albo „już wystarczy, już wystarczy”. A na końcu np. zdanie „chętnie popatrzę jak będziesz miała lekko”. Te babki, prababki przez każdy taki konflikt przewracają się w grobie. To my żywi, w swoich konfliktach wciąż każemy im wstawać z grobu. Wciąż przywołujemy ich do życia, w sobie, przez siebie, a jak widać na warsztatach oni chcą już świętego spokoju, chcą po prostu zasnąć.

Wojna się już skończyła. Czas wracać do domu. Do kobiety, dzieci, pracy – takiej lekkiej, z satysfakcją, z uznaniem, z godnymi pieniędzmi. Pora wracać do domu... Już czas.


Jesteś mężczyzną? Stań w swoim, rzuć jakąś idee w powietrze i zobacz jak zareaguje kobieta. Czy pójdzie za Tobą chętnie? Wątpię. Może będzie krytykować, osłabiać, gdy będziesz mówił o zarobieniu dużych pieniędzy związanych między innymi z wyjazdem gdzieś, albo z Twoją nieobecnością w domu. Będzie chciała się przytulić, będzie ciągnęła do łóżka, będzie Cię zmiękczać. Po co? Po to, abyś tam gdzie chcesz iść nie poszedł. Paradoksalnie jak nie pójdziesz tam, to będziesz dla niej nie atrakcyjny. Jak dasz jej we władanie własne jaja, to już przegrałeś, i na koniec zostaniesz bez jaj, i bez kobiety. Czy One są złe, że tak robią? Nie. Są uwikłane i nie potrafią puścić tych kobiet, w swoim rodzie, które właśnie wybrały taki sposób na zatrzymanie chłopa w domu. To będzie trudne, czasami bardzo trudne, bo one to robią często nieświadomie. Z wierności do tych, które był wcześniej, a wojna przecież się już skończyła... ale w ich głowach wciąż, tak samo jak w Twojej nadal grzmią wybuchy artylerii. A przecież wojna się już skończyła. Pora zamknąć te drzwi i pójść do swojego.

O Autorze
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.

Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts



Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147

Jak się zapisać na warsztaty, które Cię interesują? 

a.) wybierz termin, który Ci odpowiada

b.) napisz do mnie maila na mirekczarko@gmail.com lub info@czarko-consulting.pl, albo po prostu  zadzwoń 781 896 147



To proste :)







Trzy zaklęcia, których warto się nauczyć.


Z ofiarami nie da się pracować. I za każdym razem, gdy przychodzi do mnie na warsztat ofiara, mówię NIE. Ale takie z samej dupy, aby poczuła, że NIE to znaczy nie, a nie MOŻE. Jakiś tydzień temu usłyszałem od kogoś piękną historię. Historię o trzech zaklęciach, które spowodują, że będziesz szczęśliwy w swoim życiu. A z zaklęciami jest tak, że nie chodzi przy ich wypowiadaniu, aby tylko je wypowiedzieć ze łba, na zasadzie Hokus pokus czary mary zapierd...aj po browary. Chodzi o to, aby przy wypowiadaniu tych słów mówić je z samych Cochones. One muszą w nas zabrzmieć, zabrzmieć do granicy, tak, abyśmy my sami je usłyszeli i poczuli. Pierwsze zaklęcie, którego trzeba się nauczyć to "NIE". Które znaczy NIE, a nie MOŻE, lub w sumie to TROCHĘ TAK, a TROCHĘ NIE. NIE znaczy NIE i kropka. Możesz zacząć je ćwiczyć, wypowiadanie tego zaklęcia już dzisiaj. Naucz się wypowiadać pierwsze zaklęcie NIE. Drugie zaklęcie brzmi "DOŚĆ", i tutaj też należy pamiętać, aby DOŚĆ znaczyło DOŚĆ. A jak ktoś nie rozumie, i dalej np. nie dotrzymuje słowa i nawija Ci makaron na uszy, nawet gdy już mu powiedziałeś DOŚĆ, to znaczy, że jeszcze się nie nauczyłeś mówić DOŚĆ, bo gdybyś się nauczył, to uwierz mi na słowo małego harcerza, że DOŚĆ znaczy DOŚĆ i kropka. No i trzecie zaklęcie, które może być wypowiadane wtedy, kiedy masz na coś ochotę, ale czas na zrealizowanie tejże ochoty jest nie do końca właściwy. Trzecie zaklęcie brzmi NIE W TEJ CHWILI. Jeżeli nauczysz się wypowiadać do ludzi, którzy Cię otaczają, nawet tych najbliższych te trzy "słowa". Albo do klientów, na których przecież Ci zależy te trzy zaklęcia, Twoje życie będzie takie jakie byś chciał, aby było. Kilka razy już powiedziałem NIE. Ofiarom mówię NIE. Klientom, którzy przychodzą do mnie i próbują mi wcisnąć swoją historię, o swojej złej mamie, albo złym tacie. Takim osobom mówię NIE. I DOŚĆ - nie chce tego słuchać. To prowadzi donikąd. Zarzuty względem rodziców, nawet tych w rodzinach DDA, DDD, czyli tam gdzie panowała dysfunkcja prowadzą do ochrony przed bólem, przed przyznaniem się do swoich prawdziwych uczuć. Zarzuty są z głowy, zarzuty są tarczą. I nie mówię, że jest im łatwo... nie mówię, że było im łatwo. Po prostu taka jest ich droga w ramiona mamy, i taty. Trudna, bolesna, ale to ich droga, i nikt poza nimi jej nie przejdzie. Czasami na mnie wrzeszczą... krzyczą... źle mi życzą. Ale wtedy są bardziej prawdziwi, niż wtedy kiedy wchodzą w rolę małej biednej owieczki, której mina urwała pół dupy.



Tak było cholera jasna. Tak właśnie było. Było ciężko, trudno, i bolało. I z tym bólem konfrontuje na warsztatach, aby go przeżyć, aby się odważyć, i zrobić krok KU... Ku mamie i tacie. Innych rodziców nie mamy, mamy takich jakich mamy. Gdyby zależało mi na tym, aby na moich warsztatach było miło... i aby mieć dobry piar, to było by pięknie, ładnie, i było by tam sranie miłością bezinteresowną. A u mnie jest prawdziwie. I jak lecą gile z nosa, to lecą bo widocznie mają lecieć. Usłyszałem kilka opinii... że niektórzy boją się do mnie przyjść. I dobrze myślę sobie. Niech się boją. Niech idą gdzie indziej, i niech wymagają, bo przecież zapłacili. Takie hasła też słyszałem... "Ale ja zapłaciłam... i to co widzę mi się nie podoba". Tak, bo ja nie robię tak, aby się podobało. Robię tak, abyś poszedł/ poszła krok do przodu, a to nie zawsze są miłe kroki, i czasami bolą, i to fest. Ale jedno Ci mogę powiedzieć. Dowiedziałem się tego bardzo wcześnie, i myślę, że mi mega pomogło. Dowiedziałem się na samym początku mojej drogi z ustawieniami, że na "końcu zawsze jest spokój" i to głęboki spokój. Zarzuty chronią przed bólem. Złość chroni przed bólem. Lepiej się wściekać niż poczuć ból. Zarzuty czasami pozwalają pozostać NIEWINNYM. I często nie chcemy z tej NIEWINNOŚCI zrezygnować. Przykład: Klientka została zdradzona przez męża. Jakiś czas temu. Po raz pierwszy. Co zrobiła? WYBACZYŁA MU. Nie wyrównała, tylko wybaczyła. On zrobił jej kuku. A ona mu dobrze. Czy to powoduje, że mogą stać na równi? NIE. To powoduje, że relacja się rozjeżdża. "Ale to co ja mam zrobić?" Zapytała głosem 4 letniej dziewczynki. Odpowiedziałem, aby zniszczyła mu jego ulubiona rzecz, albo przedmiot. Albo, aby spakowała się i wyjechała na tydzień z jakimś przystojniakiem do Grecji. Nie musi z nim iść do łóżka. Ale niech codziennie wysyła na telefon męża kilka dwuznacznych zdjęć. Niech się zastanawia chłop, co się tam dzieje. Niech mu wyobraźnia popracuje. "Ale ja tak nie potrafię!" i zaczyna znów płakać. Czy ten płacz coś zmieni? NIE. Użala się nad sobą. Ten płacz nic nie zmieni. Gdy partner wybacza. Czyli ten, który wyrządził coś złego, nie widzi konsekwencji swoich zachowań, nie ponosi odpowiedzialności, to tak jakby uszło mu to na sucho. Co zrobi??? zazwyczaj zdradzi po raz kolejny. Z ofiarą nie da się pracować. Ofiara chce być niewinna. Chce pozostać dzieckiem, bo tylko dzieci są niewinne. A ja pracuje z dorosłymi, a nie z dziećmi. Ktoś pomyśli, albo i powie... "Kawał chu...a" - w sensie, że ze mnie? 
Emotikon heart
 Nie. Po prostu wiem jak to działa, i dla Twojego dobrego samopoczucia, nawet jak zapłaciłeś, nie będę robił tak, abyś na koniec wyszedł uśmiechnięty. Tak nie działają ustawienia. Tak działa psychodrama. Odtwarzanie dynamik względem woli prowadzącego. Jak się boisz to do mnie nie przychodź. Idź do kogoś, kto pogłaszcze po głowie. No i to tyle... tak na niedzielny wieczór, lub poniedziałkowy poranek.



O Autorze
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.

Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts



Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147

Jak się zapisać na warsztaty, które Cię interesują? 

a.) wybierz termin, który Ci odpowiada

b.) napisz do mnie maila na mirekczarko@gmail.com lub info@czarko-consulting.pl, albo po prostu  zadzwoń 781 896 147


To proste :)





Emotikon heart