piątek, 10 marca 2017

Mężczyzną stajesz się przy Tacie

Dzisiaj dzień chłopaka. Dzień mężczyzny brzmi jak dla mnie lepiej. Chciałem dzisiaj coś napisać, w tym temacie, ale nie czułem, w ogóle weny. Położyłem się do łóżka. Przytuliłem do żony. Dzieci trochę się rozkopywały, w swoich łóżkach a po chwili zasnęły. I gdy już powoli odpływałem w krainę Morfeusza przyszło… jak mam coś napisać to coś do mnie przychodzi, i pcha mnie wtedy w kierunku klawiatury.
Gdzie mężczyzna staje się mężczyzną? Nie jakąś karykaturą, nie jakąś rolą, nie jakimś pajacem, gdzie mężczyzna staje się mężczyzną? Ano, staje się przy własnym ojcu. A jak ojciec nie miał dostępu do swego ojca, bo tamten pił, bił, albo był nieodstępny, bo leżał za życia w grobie, przy swoim ojcu? Należy wtedy czasami sięgnąć po męskie, do 4 pokolenia, a jak nie da rady, to nawet do 7 pokolenia. I kiedyś na warsztatach robiłem takie ustawienie, gdzie stanęło 7 pokoleń mężczyzn, w linii prostej, i otoczyło tego jednego, w takim naturalnym ruchu. A ten stał w środku. Patrzył im w oczy, i kłaniał się wewnętrznie. W jego rodzie coś się stało 5 pokoleń wcześniej. Nie wiemy nawet co. Ale jak pra pra dziadek dotarł do swego ojca, to reprezentantowi łzy leciały z oczu, jak na tych bajkach z Myszką Miki – takie fontanny łez.

Potem w naturalnym ruchu energia poszła jak w układankach domino. Coś się odblokowało. Tato klienta stanął, w tym kręgu mężczyzn, i patrzył trzymając pozostałych za barki, a klient łkał i wył. Wył i łkał. Zanosił się w tym płaczu. Taka wielka tęsknota, tak wielki ból, a pod tym bólem tak wielka miłość. I tych 7 stało wokół tego jednego, i to co do niego płynęło było czyste. Piękne, silne, stanowcze a jednocześnie pełne miłości i trzeźwości wglądu. Na krzesełku przed własnym ustawieniem usiadł koło mnie chłopiec. Z sali warsztatowej wychodził mężczyzna. Inna twarz, inne spojrzenie, inna energetyka… i ta trzeźwość w oczach. Ten wgląd w siebie, i w ludzi naokoło. A co się działo z kobietami, które na to patrzyły? Na początku zanim doszło do procesu nie były zainteresowane tym chłopcem. Gdy minęło jego ustawienie, gdy stanął w swoim męskim, non stop się na niego oglądały. Czuły, że ten facet jest w swojej sile, że ma dostęp do swej męskiej linii. A takimi chłopami, babeczki są zainteresowane.

Czy da się coś takiego przejść bez miłości? Nie da się. We łbie się da, ale nic z tego nie wniknie, poza kilkoma odpowiedziami na pytania, które były stawiane od dawien dawna. Co śmieszne, odpowiedzi na te pytania, które sobie stawiałeś zrodzą wykładniczo kolejną lawinę pytań, i tak bez końca. Przez taki proces da się przejść tylko w pełnym poddaniu, i w pełnym kontakcie z własną emocjonalnością. A mężczyźni często są pozamykani na własną emocjonalność, na własne łzy, na własny ból. Brzmi mi w uszach piosenka naszych ojców „prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze…” sraty pierdaty. Właśnie taki prawdziwy ma odwagę płakać, i to przy sali pełnej obcych osób, bo wie, że czasami tylko w ten sposób da się dotrzeć do siły, bo tam gdzie najwięcej siły, tam też największy lęk, i ból, i tam zakopane największe skarby, jak to mawia czasami moja mądra żona.
Kiedyś ten chłopiec płakał, kiedyś ktoś go tak mocno skrzywdził, że obiecał sobie samemu przed samym sobą, że już więcej nie zapłacze, i już więcej nie będzie go bolało. Bach ! może nie było wtedy kogoś przy nim, gdy miał 3 czy 6 lat? Może nie byo przy nim taty? Może dostał po pysku od jakiegoś innego chłopca? Może nie było wtedy mamy? Czy to ważne? Każdy ma jakieś swoje traumy. Ważne, aby umieć dotrzeć do tego momentu i doprowadzić proces do końca. Taki niedoprowadzony do końca ruch, nazywa się przerwanym ruchem miłości do któregoś z rodziców. I jeżeli nie dokończy się tego ruchu, to człowiek wskakuje w łeb. Klapa, po prostu się zamraża, i utyka. To trochę tak, jakbyś biegł na spotkanie z kimś kogo kochasz, a tuż przed tą osobą, ktoś postawił Ci szklaną szybę. Widzisz, tą osobę, chcesz tam dojść, a nie możesz, coś Ci stoi na przeszkodzie. Coś czego nie widzisz. I teraz trzeba ten ruch KU komuś poprowadzić dalej, w miłości, w bólu niejednokrotnie, i w płaczu, tak, aby ruch się dokończył i dotarł do celu. Dzisiaj ten chłopiec ma 49 lat, i już dawno zapomniał, że kiedyś obiecał sobie więcej nie płakać. Zamknął się w swojej szklanej przestrzeni i przestał czuć. Zamroził się.

A ja Ci mówię, że ten lodowy cierń można wyciągnąć z serca, nogi, dupy, szyi, bo ile podczas swego 30 – sto czy 45 letniego życia wsadziłeś sobie, w ciało takich cierni? Czasami w ogóle nie do końca świadomie. A one tam sobie siedzą, i z roku na rok czułeś coraz mniej. Kiedyś myślałeś, że jak będziesz miał pieniądze i stanowisko, i duży dom, i wymarzony samochód to w końcu odnajdziesz to, co kiedyś utraciłeś. Ale to nie tak, to tak nie działa. Zmiana zaczyna się w Tobie. Dom masz w sobie, samochód masz w sobie, obraz związku masz w sobie, i albo umiesz z tym złapać kontakt, albo przeżywasz swoje życie jak za szybą.
Chłopiec staje się mężczyzną przy Tacie, nawet tym złym tacie. Nawet tym, który pił i bił, i nie jest łatwo do takiego taty dotrzeć z miłością. Zazwyczaj w takich ustawieniach klienci zaciskają pięści. Zaciskają też szczęki. W ogóle zaczynają się szykować do walki. Często za mamę. Chcą wpieprzyć własnemu ojcu za ich mamę. Mama stoi spokojnie, a dziecko spokoju nie ma. Ma w sobie mega wkurw. Mama nie ma jawnie kontaktu ze swoją agresją. Czasami poprzez syna załatwia swój problem z mężem. Wtedy taki chłopiec najpierw musi się odkleić od tego co nie jego, i popatrzeć na sytuacje nie oczami mamy, nie z perspektywy mamy, ale swoimi małymi oczami. Oczami małego dziecka, które się bało, które było przerażone. Musi sobie uświadomić, że oczekiwania żony wobec męża, to jedna para kaloszy i on nie ma z tym nic wspólnego. On tam jest dzieckiem, a czego chcą dzieci? Aby tato i mama na nie patrzyli. Aby wzięli je za rękę, i poprowadzili na spacer, albo pograli z nimi w piłkę.

Męska miłość jest inna. Nam mężczyzną brakuje męskiej miłości, dlatego jak rzepy lgniemy do cycka. Kiedyś do cycka mamy, potem do cycka swojej kobiety, tylko jaka kobieta wytrzyma z facetem, który cały czas chce być przy cycku, jak dziecko. Po co kobiecie kolejny dzieciak? Nie chce takiego. Będzie takiego kopać w tyłek. Czasami jest on wygodny w obsłudze, bo można za pomocą przysłowiowego cycka nim sterować, ale to się kobiecie po jakimś czasie nudzi i zaczyna szukać samca, który ją poprowadzi. A czasami nie będzie szukać, tylko ją będą szukać.
Mężczyzną brakuje męskiej miłości do siebie nawzajem, i do siebie samych. Brakuje im ojcowskiej miłości. A tej miłości nie znajdą przy kobietach. Tą miłość mogą znaleźć przy ojcu, przy innych mężczyznach. Tam nie ma mowy o seksualności, tam jest intymność, i braterstwo. Tam jest agresja, ale nie przemoc, tam jest kontakt z własną agresją, tam jest blisko, i tam jest źródło, do którego jak raz dobrze dotrzesz, a potem wydreptawszy sobie ścieżkę, możesz pić ze swego źródła do woli.
Z męskiego serca, do męskiego serca – usłysz wołanie – wołam Cię swoim męskim sercem. Wszystkiego co dla Ciebie najlepsze, w tym dniu.

O Autorze 

Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 50 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 4500 spotkań coachingowych, i ponad 2000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 12 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii. 
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski i za granicami kraju prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu. 
  
Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts

Tu znajdziesz grafik Warsztatów Ustawień Systemowych  



Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.



Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147

środa, 1 marca 2017

Czy Toksyczne relacje to przekleństwo?

Wiele jest na świecie nieszczęśliwych związków. Na pewno każdy, z nas zna kogoś takiego kto tkwi, w związku, który z zewnątrz wygląda na toksyczny, i pewnie nie raz taka osoba, z toksycznego związku słyszała – co Ty z Nią / Nim robisz? Po co z Nią/ Nim jesteś? Przecież to Cię wykańcza. Osoby, które tkwią w takich związkach poniekąd mają świadomość, że tkwią w związku, który nie funkcjonuje tak jak powinien, bo po jakimś czasie nawet do najbardziej zakutego łba wchodzi informacja, że coś tu nie gra. Że nie jest w porządku, jeżeli On Cię tłucze po łbie, nawet jeżeli faktycznie popełniłeś błąd, i nie zrobiłeś czegoś właściwie. Wali się, pali, wzywana jest policja, lecą wyzwiska, oskarżenia, patelnie, garnki, buty, i są ofiary. Mimo wszystko ludzie w takich związkach nadal trwają. Po burzy przychodzi spokój, jak to było w jakiejś piosence, zaś ruch zbliżania się, i oddalania się od siebie jest naturalnym ruchem w parze. W toksycznych relacjach natomiast to oddalanie się, i przybliżanie wygląda jak oddalająca się, i przybliżająca do brzegu fala tsunami. On ją wali po głowie, ona płacze, pakuje się, grozi, że się wyprowadzi, potem jednak, gdy już stoi w drzwiach, jakby coś jej odbierało siły do tego, aby przekroczyć próg. Wlewa się w nią jakieś dziwne uczucie miłości, spokoju, nadziei. Zaczyna sama siebie obwiniać. Umysł podpowiada jej pytania – a może faktycznie to ja zrobiłam z igły widły i sprowokowałam tą awanturę? Już nie jest tak do końca pewna, czy wyjście z domu, zakończenie relacji to dobry pomysł. Jeszcze przed chwilą był to doskonały i jedyny rozsądny pomysł, a już po chwili nie jest do końca tego pewna.

On doświadcza razem z nią zdrady. Jest wzburzony. Wkurwia się, co tu dużo mówić, i postanawia, że zakończy tą relacje tu i teraz. Potem słyszy od niej, że to przez to, że go nie było, że był nieobecny, że dlatego zaczęła szukać kogoś, kto chciał jej słuchać. Nagle pomysł na zakończenie relacji przestaje być dla niego najlepszym rozwiązaniem. Przecież mamy dzieci, przecież to ja ją wybrałem na swoją żonę. Może faktycznie byłem nie obecny. Siedziałem po nocach w pracy, uciekałem z domu, może faktycznie to moja wina. Zostanę. Zmienię się. W obliczu utraty partnerki nagle zaczyna sobie uświadamiać, jak ją kocha. Przecież nie jest w stanie bez niej żyć. A tym bardziej żyć, z przekonaniem, że nie zrobił wszystkiego co mógł, że za mało się postarał. Przecież może stracić wszystko. Związek, żonę, kontakt z dziećmi, i jeszcze społecznie będzie rozwodnikiem. Postanawia zostać. Relacje jakoś przez moment się ocieplają. Oboje zapominają na chwilę, o tym co było trudne. Sińce schodzą, już ich prawie nie widać. Dzieci się cieszą, obrazem, że rodzice są ze sobą razem. Oboje kładą się do łóżka spać, wtuleni w siebie, tak szczelnie jak z nikm innym, i oboje marzą. Marzą swój udany związek. Trochę się boją, ale marzą o tym, że tym razem będzie inaczej.

I huj… inaczej nie jest. Po jakimś czasie wszystko zaczyna wracać do normy. Ewenementem jest ich bycie razem w bliskości i miłości, w symbiotycznym spleceniu dwóch ciał. W byciu tak blisko, że bliżej ciało z ciałem się nie da. Świeci słońce. Świat wygląda inaczej. Ale to tylo na chwilę, bo normą jest wojna. Ani On, ani Ona nie mogą odejść, więc wiążą się jeszcze bardziej. W różny sposób się wiążą. Czasami wiążą się dzieckiem, a jak jedno nie wystarczy to wiążą się drugim, trzecim, czwartym. Wiążą się wspólnym kredytem. Papierem, w którym jest napisane i to pod przysięgą kościelną lub państwową, że są razem mężem i żoną. I przysięgają publicznie, że będą ze sobą na dobre i na złe. Wiążą się długami, ciężkimi losami. Wiążą się chorobą dziecka, i brną w to głębiej, i głębiej licząc, że na końcu czeka jakaś nagroda. Że jak już tak dużo doświadczą, że jak już tak się nacierpią, że jak już zbiorą dostatecznie dużo cięg po łbie, dupie, plecach, że jak już będą mieli tak dużo blizn, to w końcu, gdzieś tam na końcu dostanie im się nagroda. Czasami zanim dojdą do tej upragnionej nagrody, niestety ktoś kogoś popchnie mocniej, i czasami mamy tragedię. Śmierć. Więzienie. Dzieci w domu dziecka, albo u rodziny zastępczej. Czasami naprawdę czarno się kończy.
Wiąże ich natomiast trauma. Trauma symbiotyczna. Dziecko uczy się miłości od mamy. Mama jako pierwsza uczy dziecko miłości. Jeżeli natomiast mama jest straumatyzowana, to przekaże dziecku taki wzór miłości, jaki sama ma w sobie. Jeżeli mama nie jest gotowa na bycie mamą, jeżeli sama doświadczała trudnego, i nie przeszła przez to, nie doświadczyła, nie zrozumiała, to będzie kopiować na dzieciaka to co ma. A jak ma Trudne, to będzie replikować Trudne. Dzieci zaś kochają bezwarunkowo, i są w stanie na poziomie duszy umrzeć za rodziców.

Świadomie przeżywamy mniej niż 10% procesów które zachodzą w naszej psychice. Czyli ponad 90% psychicznych procesów odbywa się przez 24 h na dobę poza obrębem światła naszej świadomej latarki. Ponad 90% ! Dlatego właśnie w ustawieniach systemowych terapeuta patrzy na ciało, oddech, chrząknięcia, kichnięcia, ruchy, drżenie ciała, puls. Ciało zawsze mówi prawdę. Język powie wszystko. Wszystko zracjonalizuje. Ciało zawsze mówi prawdę. Ciało mówi jak jest. Język często mówi, jak by chciał, aby było.
Trauma ma miejsce wtedy, kiedy przeżywamy coś bardzo trudnego. Ma miejsce wtedy kiedy napięcie systemu nerwowego jest tak duże, że organizm obawia się o przeżycie, przetrwanie. W takich momentach dochodzi do podziału na to co świadome, i wyparte. Używając metafory: Wyobraź sobie, że bierzesz jakąś część siebie która Ci się nie podoba, bo jest brzydka, słaba, śmierdząca, boli. Pakujesz ją w foliową torebkę, i wkładasz do sejfu. Klucz do sejfu wyrzucasz za siebie, i wychodzisz z pomieszczenia, gdzie zostawiłeś tą część siebie. Zapominasz. Świadomie nie przeżywasz już bólu, strachu, czy innych odrażających uczuć, ale to nie zmienia faktu, że ich nie ma. Są jakby dla świadomych procesów niewidoczne, a manifestują się brakiem czucia, i zamrożeniem jakiejś części ciała. One są, i dlatego, że o nich zapomniałeś – a zapomniałeś, aby przeżyć, w tamtej konkretnej chwili, aby móc przetrwać – działają, i to działają potężnie. Im bardziej wyparte ze światła świadomości, tym mocniej działają. Tym mocniej działają, w Twoim życiu. Działają z poziomu nieświadomego. Dlatego też, ktoś kto niesie w sobie traumę, nawet nie zwróci uwagi na kogoś, kto takiej traumy nie niesie. Jego nieświadomość będzie kierowała jego uwagę na osoby, z którymi będzie mógł przeżyć to jeszcze raz. Przeżyć jeszcze raz to czego np. doświadczył w trudnej relacji ze swoją mamą. A będzie się tak działo po to, aby ostatecznie uwolnić się od traumy. Wyciszyć ją. Rozpuścić, roztopić. Dlatego właśnie na ustawieniach nie usłyszysz np. „Ojjjojoooj jaki ten Twój partner zły. A Ty taka biedna. Pomogę Ci.” Zazwyczaj usłyszysz natomiast „Trudny partner to dobry partner”, albo „Partnerzy są siebie warci”. Na ustawieniach dobry terapeuta nie powinien pozwolić Ci robić z siebie ofiarę. Nie powinien głaskać Cię po głowie litując się nad Tobą. Dobry terapeuta powinien wierzyć w to, że masz siłę wziąć za sytuację odpowiedzialność, i unieść ją na własnych nogach. Dobry terapeuta to taki, przy którym zyskujesz siłę. Po spotkaniu, z którym masz w sobie więcej autentyczności.



Jeżeli dziecku nie udało się w naturalnym ruchu przepływu odejść od mamy, do swojej niezależności, do swojej odrębności, do swoich uczuć, przeżyć, doświadczeń, do swojego świata, i tkwi na poziomie psychicznym w takiej traumie symbiozy z matką, pomimo tego, że może mieć dzisiaj 40, albo i 75 lat, to często będzie w trakcie swego życia trafiało i przyciągało do siebie osoby z podobną traumą. Bo trauma przyciąga traumę. Bogaci przyciągają bogatych. Biedni biednych. Chorzy chorych. Pesymiści pesymistów, a optymiści optymistów. To niemoc odejścia od mamy, z ramion mamy ku swojemu… ku sobie, ku swojej odrębności przejawia się niemocą odejścia z toksycznej relacji. Tylko, że wtedy kiedy mieliśmy 2 latka, 6 latek po prostu odejść nie mogliśmy. Musieliśmy zostać, zostać i tkwić w tym co było, a wiemy, że nie zawsze było różowo. Inaczej mówiąc, problemem ostatecznie nie jest Twój partner z toksycznej relacji. Nie toksyczna relacja jest problemem. Relacja jest jaka jest. Kwestia jest tu tego, że problemem jest straumatyzowana część Ciebie, której nie widzisz gołym okiem, nie masz nawet świadomości jej istnienia, a Ona działa. Kiedyś to odszczepienie, wykluczenie tego trudnego doświadczenia z mamą, czy z tatą pozwoliło Ci przetrwać. Dzisiaj już jesteś duży, już nie musisz się bać, że jak skończysz związek ze swoim partnerem, to nie przetrwasz. Nie musisz się obwiniać, że coś zrobiłeś źle. Może to jest tak, że wtedy gdy byłeś mały, mama uczyła Cię, że widzi Cię i kocha tylko wtedy, kiedy jesteś taki jaki Ona uważa, że powinieneś być? Może nie byłeś w stanie tego znieść, i chciałeś uciec, tak jak teraz stajesz z walizkami przed drzwiami z łzami w oczach. I nie możesz przekroczyć ich progu. Może tak samo kiedyś, jako 3 letnia dziewczynka nie mogłaś wyjść z pokoju, bo były zamknięte drzwi, lub mama przytrzymała je swoim ciężarem. Może mama jak zobaczyła jak płaczesz, i chcesz uciec nagle się zreflektowała, i dotarło do jej serca, że wyrządziła Ci krzywdę. Może dotarło do niej, że zrobiła to bo inaczej nie umiała. Może poczuła się na moment winna. Tak samo jak teraz, gdy próbujesz wyjść, a Twój partner nagle zaczyna Cię przepraszać na kolanach, żebyś nie wychodziła, bo jego trauma z kolei zazębia się z Twoją w taki, sposób, że jego mama straszyła, że jak będzie nie grzeczny, to pójdzie i już nigdy nie wróci? I teraz On jak widzi Ciebie stojącą w drzwiach, to widzi w Tobie tak naprawdę swoją mamę, która spakowana wychodzi?
Procesy psychiczne, które się nie dokończyły trwają. Czasami przerwane w pół drogi, i czasami ludzie fizycznie mają 50 lat, ale w procesie psychicznym wewnętrznym, wewnątrz siebie mają tych lat 3. I tak tkwi taka dwójka zdawałoby się dorosłych ludzi w relacji traumy. Pasują do siebie jak pięść do oka można by było powiedzieć. Boli ich niepomiernie to co sobie nawzajem robią. Oskarżają się wzajemnie. Grają w gry winny, niewinny. Kat, ofiara. Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za siebie, bo nikt nie chce uwierzyć, że sam sobie stwarza taki los. A trauma działa z ukrycia. Wyparta. Zamknięta w sejfie na ostatnim z ostatnich pięter piwnicy nieświadomości. Gdzie klucz? Nie wiadomo. Ktoś kto patrzy z boku po prostu nie rozumie tych dwoje. 



Tęsknią za sobą, tak jak wtedy gdy tęsknili za miłością mamy, a mama była niedostępna, bo była sama ze sobą we własnej traumie. Tęsknią i płaczą, i nie wierzą, że to się im przytrafia. Najłatwiej zwalić winę na chłopa alkoholika, albo na kurewski charakter żony. Ale co to zmieni? Czy trauma się rozpuści? Czy stopnieje? Nie. Do takiej matki, też trzeba znaleźć na powrót drogę. Znaleźć drogę mimo całego strachu, i pieczołowitości, z jaką te trudne pełne bólu wspomnienia zostały zakopane, wsadzone do ostatniej dziury, a klucz wyrzucony za siebie, w jakąś inną czarną dziurę. Powoli zacznie topnieć… powoli zacznie puszczać. Na dnie, na samym końcu dotrzesz do głębokiej miłości, do mamy, do siebie, do życia, i będziesz błogosławił każdy życiowy zakręt, który Cię w tamto miejsce doprowadził.

To co trudne w tamtej relacji trzeba nazwać. Często osoby, które biorą udział w warsztatach Ustawień Systemowych przeżywają te trudne momenty z własną mamą, czy z własnym tatą. I dociera do nich to co było skrywane w piwnicy nieświadomości. Trzeba przez to przejść. Może pojawić się ból, ale pod bólem docieramy do miłości. Miłości, która może zawitać nawet do tego najgłębiej zakopanego sejfu, gdzie cichutko skulona w kącie siedzi ta malutka dziewczynka, i ten malutki chłopiec, o którym zapomnieliśmy czasami nawet 60 lat temu.

O Autorze 

Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 50 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 4500 spotkań coachingowych, i ponad 2000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 12 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii. 
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski i za granicami kraju prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu. 
  
Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts

Tu znajdziesz grafik Warsztatów Ustawień Systemowych  
Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147





wtorek, 10 stycznia 2017

Na sukces trzeba umieć sobie pozwolić

No tak, każdy klepie dużo o tym sukcesie. O sukcesie w finansach, o sukcesie w życiu osobistym. Wszędzie gdzie tylko nie popatrzysz, to wielkie słowo SUKCES. Bądź dobrą matką, bądź dobrą żoną, taką właściwą. Czasami można znaleźć nawet rozpiskę, czyli ściągę co robi bądź, co nie robi ta dobra żona, czy też dobry mąż. Dobre dziecko, dobry szef. A Ty czytasz to wszystko i huj… chodź chociaż bardziej prawidłowo powinno być CHUJ. Dalej ta sama praca, ta sama relacja, w której nie jest zbyt ciekawie, bo ja się „rozwijam”, tylko ON bądź ONA jakaś nadal nie taka. Jak siedział i pierdział w stołek, czy tam wysłużony już fotel, tak nadal siedzi i pierdzi. Brak zmian. Kolejny warsztat na którym łapiesz przysłowiowy flow, a potem szarówka… rzeczywistość, i przez chwilę niby jakoś inaczej spostrzegasz siebie i świat, a tydzień po już wszystko jakby wracało na stare tory, czyli malizna… miernota, a czasami jeszcze z pracy zwolnią, i pojawia się strach.
Tak do jasnej cholery, bo na sukces trzeba umieć sobie pozwolić. Zrozumienie, to nie doświadczenie. Ostatnio na warsztacie – nie powiem gdzie, bo jakie to ma znaczenie – przyszła klientka. Ostatnio brała udział w warsztatach ustawień systemowych kilka miesięcy temu. Pierwszy raz. Wcześniej nie miała do czynienia z ustawieniami jako metodą pracy z obszarami ludzkiego życia, takimi jak relacje, praca, biznes, kariera. To był jej pierwszy tak zwany RAZ. I co? Byłem ciekawy, jakie zmiany zaszły. Czekała ze swoim tematem do końca. Na gorącym krześle siadła jako ostatnia. A perspektywa zmienia się. Jak siedzisz na sali jako uczestnik i obserwator, zazwyczaj masz więcej do powiedzenia. Jak siadasz na krześle koło prowadzącego, to już zazwyczaj mniej. Czasami próbujesz go zagadać, aby nie popatrzeć na to co ważne. Ale ja to już wiem… nie słucham do końca co mówi, Twój język. Patrzę na ciało.



- No to poczekaj chwilę. Weź głęboki oddech, i chwilę poczekaj.
Oddycha… widzę, że nierównomiernie. Widzę, że górna część płuc się unosi, ale przepona jakby zatkana. Cała wewnętrznie drży.
- No to z czym dzisiaj chcesz pracować.
- Czuję lęk. Już od tygodnia przed warsztatami czuję niepokój.
- Co się dzieje, tak na co dzień w życiu.
- No zasadniczo, to dużo się zmieniło po ostatnich warsztatach. Pojawił się nawet mężczyzna, a go nie było. Patrzyliśmy na siebie przez tydzień, aż w końcu zaczęliśmy rozmawiać. Dostałam awans w pracy. Zaczęłam więcej zarabiać. Koledzy i koleżanki zaczęli się pytać, czy coś biorę, bo chodzę uśmiechnięta – wybuchnęła salwą śmiechu. Właśnie dzień przed warsztatem okazało się, że wygrałam sprawę i w efekcie dostanę pokaźną sumę pieniędzy. Relacja z mamą, która całe lata była bardzo napięta bardzo się rozluźniła. Siostry, które się do mnie nie odzywały, a jak już otwierały usta to z jakąś pretensją, nagle są miłe.
- Czyli wszystko w porządku?
- No tak. Wszystko w porządku – odpowiedziała.
- Więc już rozumiem dlaczego się boisz.
- Dlaczego?
- Bo nagle wszystko zaczęło się po prostu układać!
Głęboki oddech. Taki oddech znaczy, że ciało mówi TAK. Ma to miejsce również w momentach, gdy ktoś nas czasem do czegoś przekonuje, i gdy już mu się uda, to robimy taki głęboki wdech, i wydech. Klientka zrobiła dokładnie tak samo.
- To jest bardzo proste - Poprosiłem dwóch uczestników warsztatu, aby reprezentowali Tatę i Mamę klientki.
- Popatrz na nich, i powiedź „dziękuję, za życie. Gdybyście się na mnie nie zdecydowali, to wszystko nie mogłoby się wydarzyć. Dziękuję, że się na mnie zdecydowaliście.” Reprezentanci Mamy i Taty stoją szczelnie objęci w miłosnym uścisku, trochę jakby jedno ciało tam stało. Patrzą z dumą na swoją córkę. A ta, tak stoi w ciszy, i po prostu patrzy im w oczy. I im dłużej stoi i patrzy tym bardziej z jej oczu zaczynają płynąć łzy. Dociera do niej wartość tego daru, który otrzymała, i przyjęła. Serce otwiera się jeszcze bardziej na rodziców. Wdzięczność czuć w powietrzu. Niektórzy siedzą na krzesłach, patrzą na to wszystko z boku, i ocierają łzy. Klientka mówi dalej…
„Od tej pory, każdy mój sukces z Twoją twarzą Mamo. I z Twoją twarzą Tato. Nie musieliście się na mnie zdecydować. Dziękuję.”
Piękny obraz. Piękna scena. Piękne ustawienie, szczególnie na zakończenie całego dnia warsztatów. Taka kwintesencja wdzięczności za życie. Bo trochę właśnie o tym jest ta praca. O wdzięczności za życie, najlepiej za życia tych, którzy się do niego przyczynili.
Dużych rzeczy w życiu nie dokonuje się bez strachu – jak to powiedział Ginter Schricker na warsztatach we Wrocławiu. Duże rzeczy w życiu robi się właśnie ze strachem, i mimo strachu. A czy jesteś gotowy skończyć relacje z ludźmi, z którymi do tej pory kolegowałeś się, bo tak naprawdę mieliście jeden wspólny temat ? Czyli „ogólnie to jest chujowo, i nic z tym nie da się zrobić” – co prawda temat i kontekst był różny, nawet historie różne i mniej lub bardziej ekscytujące, ale trend w rozmowie i tak cały czas ten sam – „Jest do bani!” Czy jesteś w stanie zmienić towarzystwo na inne? Na przykład na takie, które do tej pory Cię wkurzało? Bo tam, gdzie Ty widziałeś problem, oni widzieli wyzwanie? Albo co gorsze rozwiązanie! Co nagle będziesz robić, jak już nie będzie na co stękać? I narzekać? Może w końcu trzeba będzie się po prostu cieszyć? I co wtedy? Czy jesteś w stanie powiedzieć swojej najlepszej przyjaciółce, że masz świetnego męża? Gdy przez ostatnie 5 lat, 95 % Waszych rozmów dotyczyło, co tam on ostatnio spieprzył. Zastanów się. Dobrze się zastanów, czy chcesz takiej zmiany, i czy faktycznie umieć sobie na nią pozwolić, bo życie może się wywrócić do góry nogami, a to co znasz do tej pory, i w czym czujesz się bezpiecznie – może bezpowrotnie minąć.



Nie zawsze to się jednak udaje. Czasami jest tak, że w losach rodziny jest mnóstwo historii o biedzie i wręcz głodzie. We współczesnym świecie jest pewnie mniej takich przypadków, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie było kolorowo. Zwłaszcza podczas losów wojennych, często z jedzeniem było krucho. Przodków sobie nie wybieramy. Przynajmniej nie zawsze mamy tego świadomość. Głód i bieda. I wierność do tych którzy nie mieli. No bo jak sobie pozwolić mieć, skoro oni nie mieli? Jak pozwolić sobie na posiadanie pieniędzy skoro Tata i Mama, czy tam babcia i dziadek nie mieli pieniędzy, i zawsze piszczało od biedy. Jak pozwolić sobie na buty za 350 zł, jeżeli ojciec chodził w jednych przez kilka lat, a nowe dostawał tylko wtedy kiedy brat wyrastał. I tak para przechodziła z nogi na nogę. Jak sobie pozwolić na duży dom, skoro Mama i Tata mieszkali w jednym pokoju o rozmiarze 15 m2 ? Jak sobie pozwolić na szczęśliwy związek, skoro rodzice przez 40 lat życia darli ze sobą koty? Świadomie a bardziej chyba deklaratywnie, to oczywiście, że będziemy dążyli i mówili o tym, że chcemy inaczej, i nie chcemy powtarzać po naszych rodzicach ich jazd. Ale czy w duszy umiemy się zgodzić na zdradę na poziomie sumienia? Czy umiemy pójść dalej? Czy umiemy puścić tak dobrze znany wzorzec, i wbrew „tradycji” wejść w szczęśliwy związek? Posiadać duży piękny ciepły, smacznie urządzony dom? Kupić sobie dobry, bezpieczny, wygodny, komfortowy samochód? Czy będziemy umieli to mieć, jeżeli tym zza naszych pleców się nie udało? Czytanie artykułów o sukcesie, może tylko doprowadzić do rozstroju nerwowego, bo przecież deklaratywnie wiem, że tego chcę, ale nie mogę przekroczyć pewnej granicy, albo przekraczam ją, a potem mnie wycina znów w stary schemat. Bo do życia trzeba odwagi. Klienci często stają naprzeciw swojego sukcesu, albo naprzeciw swojej Mamy lub Taty, i zaczynają zamykać oczy – jak małe dzieci, które myślą, że jak przestaną patrzeć, to obiekt przed nimi przestanie istnieć. Czasami patrzą w sufit, czasami w bok. Lecą im łzy, i zamykają oczy, albo jednocześnie przestają oddychać. Zawieszają się. Robią naprawdę wszystko, aby nie patrzeć w oczy, i nie popatrzeć, jak wielki dar otrzymali. Boimy się tej miłości, którą musieli do nas mieć rodzice, bo jak na nią patrzymy, to otwiera się nasze serce. Widzimy jak bardzo zależni jesteśmy, a przecież zależność według współczesnej oficjalnej linii prasowej to coś złego. Wszyscy mamy być kurwa niezależni. A kto przygotował bułkę, którą rano jadłeś czy tam jadłaś na śniadanie? Kto zniósł jajka, które jesz na drugie śniadanie? Kto kiedyś postanowił, że zainwestuje w fermę drobiu? Kto te wszystkie towary dowiózł do sklepu? Kto je wyciągnął na pułki? Kto dał Ci pieniądze, za które możesz je kupić? Gdzie tutaj jest miejsce na niezależność? Wszyscy jesteśmy od siebie w pełni zależni. To nas najbardziej wewnętrznie przeraża. Wszyscy jesteśmy od siebie zależni. Ja od Ciebie, Ty ode mnie. Bo wszyscy jesteśmy bardzo głęboko ze sobą połączeni. Zwłaszcza w rodzinie. Zwłaszcza w obrębie osób, które miały znaczący wpływ na życie naszego klanu.
Kobieta koło 40-stki. Dwa domy. Jeden w mieście, drugi przy lesie – taki bardziej letniskowy. Na koncie spora suma pieniędzy. Chodzi po mieście, jest na shoppingu. Zaczyna być głodna, ot tak po prostu jak każdy z nas podczas dnia. I zaczyna wpadać w panikę. Umysł racjonalny, część mózgu odpowiedzialna za racjonalne myślenie zostaje wyłączona. Odzywa się gadzi mózg odpowiadający podprogowo za reakcje walcz lub uciekaj. Nie dotrzesz do niej, ze swoim przesłaniem, że przecież zaraz może coś zjeść, że może pójść do tej, lub do tamtej restauracji, albo wsiąść w samochód i za 30 minut być w domu, gdzie czeka na nią ciepły posiłek. W polu na warsztacie okazuje się, że dziadek jak przyszli Rosjanie ukrywał się przez kilka dni w piwnicy. Nie mógł wyjść, bo zostałby zabity. Gdy ustawiliśmy dziadka, było od razu widać, jak skomli z głodu. Klientka jak tylko to zobaczyła zaczęła głęboko płakać.
- Dziadku. Moje ciało wciąż to pamięta – klientka bierze głęboki oddech.
- Od tej pory, przy każdym posiłku będę stawiała dodatkowy talerz, abyś we mnie, przeze mnie mógł dotknąć tego, czego tam nie miałeś – sytego stołu.
Dziadek uspokaja się. Patrzy z wdzięcznością. Klientka głęboko się kłania przed głodem i losem dziadka. Strach, stres fizjologiczny jeszcze przez moment wytrzepuje się, jak trauma z ciała. Coś odeszło. Wszystkim na sali robi się lżej. A reprezentant dziadka, nagle zrozumiał dlaczego podczas przerwy zabrał ze sobą cały talerz ciastek. Pole już działało… proces zaczął się dużo wcześniej.
Czy umiesz sobie pozwolić na swój sukces? Czy umiesz dotknąć tego, czego Oni, tam wcześniej nie mogli dotknąć? Czy umiesz się tym cieszyć mając świadomość, że Oni tego nie mieli? Zrozumieć to – to jedno. Pozwolić sobie, poczuć, i w zdradzie do rodowego sumienia pomimo często przekonania, że robię coś złego, zgodzić się na to – to coś zgoła innego.

O Autorze 

Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii. 
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu. 
  
Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts

Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147


środa, 28 grudnia 2016

Dom ma swoją duszę - Ustawienia Systemowe

Pracując metodą ustawień systemowych, czasami spotykam się, z klientami, którzy chcą ustawiać swój biznes, czasami relacje, a czasami na przykład swój dom, lub majątek, który jest do podziału, po kimś z ich rodziny. Mnogość sytuacji, z którymi można pracować metodą ustawień systemowych jest naprawdę spora. Zarówno firma, jak i dom mają swoją energię, mają swoje potrzeby, i mają swoją historię oraz ich energia pracuje podobnie do energii stwórcy/ twórcy domu. 
Często zdarza się, że domy mają właśnie swoją historię. A historie domu, jak i losy par i biznesów, są naprawdę różnorodne. Jakieś małżeństwo rozpadło się w danym domu. Para wystawia dom, który zamieszkiwała - na sprzedaż. Takie domy, często nie chcą się sprzedać, ponieważ tam, gdzie obecna jest duża strata pojawia się zastój energetyczny. Często jeżeli para umie dojść do porozumienia pomimo trudnej dla nich sytuacji związanej z rozstaniem, znajdują się kupcy.  
Ważne jest kto buduje dom. Chodzi o konkretną ekipę robotników. Jeżeli są to osoby, które mają problem z alkoholem, to każda cegła, którą położą będzie poniekąd przepełniona tą energią. Jeżeli szef firmy budowlanej nie zapłaci robotnikom za ich wykonaną pracę, to z jaką emocją będą stawiać kolejne ściany budynku? Lub z jaką energią będą wspominać swoją pracę przy budowie Twojego domu? A jeżeli robotnikami są osoby, zza wschodniej granicy, którzy są często wykorzystywani przez Polskich przedsiębiorców, mają nieopłacane składki ubezpieczenia, a kasa jest wypłacana na przysłowiowo - czarno? To jaka energia będzie później pracowała w tym domu? 
A jeżeli dom jest postawiony za pieniądze z przekrętu finansowego, to jak on będzie się miał do swoich właścicieli? Raczej słabo. Po kilku lub kilkudziesięciu latach może się okazać, że ten który go kupił, sprzeda go z ogromną stratą. Lub dom w efekcie perturbacji finansowych zostanie wystawiony na licytację komorniczą, i w efekcie "całkiem przypadkowych" zdarzeń, zostanie sprzedany za mniej niż np.. Połowa jego wartości. Tak działa wyrównanie. Nie w tym pokoleniu, to w następnym. Może też być tak, że osoba, która się do niego wprowadzi nagle zacznie tracić pieniądze. Przejmując po kimś nieruchomość przejmujemy też energię tej nieruchomości. 
Tam gdzie pojawiają się pajęczyny, grzyb, pleśnie - często mamy do czynienia z zastojem. Nie ma przepływu energii. Często jest to związane z jakąś stratą. Na przykład, ktoś komuś podarował nieruchomość, a nie został za to uszanowany. Tam gdzie przecieka dach, lub pojawiają się zalania, podlania wewnętrzne - pęknięta rura, podtopienia od gruntu, tam często wokół nieruchomości jest sporo emocji. Może to być zawiść, złość, na nieuczciwie zdobyty spadek, nieuczciwy podział majątku. 
Niemożność poczucia się w swoim domu jak u siebie, poczucie wyobcowania często jest związane z tym, że otrzymaliśmy dom nie za swoje pieniądze. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku darowizn. Bierzemy wtedy od kogoś dar, częstokroć z całym obciążeniem jakie do tego daru przynależy. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku spadków. Jeżeli ten od którego otrzymaliśmy spadek nie został uszanowany, częstokroć spadek przynosi więcej ciężaru, niżby to się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Dlatego częstokroć łatwiej się żyje bez spadku. 
W przypadku kupna domów używanych, warto dowiedzieć się coś o ich właścicielach. Kupując dom, kupujemy go z energią, jaką miał od początku swego istnienia. A także z pierwotną intencją jego twórcy, czyli tego, który go po raz pierwszy stworzył we własnej głowie. Często tam, gdzie w domu były kłótnie i rozpadały się małżeństwa, ten sam schemat się powtarza. Kolejni kupujący doświadczają rozpadu związku. To nie jest natomiast tak, że coś złego ich prześladuje. To jest energia, która przyciąga daną parę. Więc jeżeli ciągnie Was do jakiegoś domu, a okazuje się, że jest sprzedawany ze względu na to, że skończyła się w nim jakaś rodzina, to warto zadać sobie pytanie, czy kupujemy dom, bo nasz system się rozwija, czy kupujemy dom, aby się jeszcze bardziej związać, bo czujemy, że nasza relacja się rozchodzi.  
Podobny mechanizm w parze ma miejsce, gdy np.. para chce mieć następne dziecko. Czy ruch jest taki, że chcemy mieć następne dziecko, bo rozwijamy nasz system, czy ma to być kolejny powód, dla którego mamy być razem, a nie rozstać się? 
Dom powinien dawać schronienie. Chronić przez zimnem, gorącem, warunkami zewnętrznymi. Powinien być miejscem spotkania rodziny. Gdy pojawia się nowy system, powinien od przeprowadzić się do nowego miejsca. Mieszkanie u teściów, chociaż z punktu widzenia racjonalnego i logistycznego wydaje się świetnym rozwiązaniem, okazuje się w praktyce zazwyczaj klęską dla związku. Kobiecie łatwiej jest pójść do domu rodzinnego męża, bo to jej tak nie osłabia, jak w sytuacji, gdy mężczyzna przeprowadza się do domu rodzinnego kobiety. Jeżeli jest to możliwe, to mężczyzna jak najszybciej powinien znaleźć dla swojej rodziny własne miejsce. I częstokroć przy tym wyborze pozostanie sam. Nawet jego żona może oponować. W niektórych obszarach Turcji, jest taka zasada, że młoda para po ślubie wyprowadza się do swojego nowego domu, czy też mieszkania, i przez rok po małżeństwie nie jest odwiedzana przez rodziców tak z jednej, jak i z drugiej strony. Mają czas, na zbudowanie siebie, swoich zasad, potoczne dotarcie się. Zostają zostawieni sami sobie, i muszą oprzeć się na sobie. Dla młodej pary, takie odizolowanie wydaje się być właściwe. Nie ma dostępu do mamy, która wie lepiej, ani do ojca, który jeżeli chłopiec stał np.. Za byłego partnera matki, teraz w odwecie może chcieć uwieść mu jego żonę.


  
Jakie to jest, gdy to żona kupuje dom? Jak w nim będzie się miał mężczyzna? Poczujcie. Zamknijcie oczy, i po prostu poczujcie. Jak ma się mężczyzna, który nie dołożył się do domu, ale tak w ogóle - w sensie, ze nie wsadził tam złotówki. Jak się ma mężczyzna, który dał 25 %? Jak się ma mężczyzna, który dał 50%? Jak taki, który dał 75%, a jak taki, który dał 100%? I co się dzieje z kobietą, gdy mężczyzna zwiększa proporcje, które włożył w dom? Jak ona na niego patrzy?  
Jakie to jest, gdy kobieta wybiera miejsce na dom? Czy mężczyzna będzie chciał chętnie tam wsadzać swoją energię? A jakie jest, gdy to mężczyzna wybiera miejsce na dom? Ale nie w jakimś swoim gówniarskim widzimisię ! Ale w przemyślany sposób. Uwzględniając lokalizacje, wysokość położenia domu, infrastrukturę, koszty. Dostęp do szkoły, przedszkola, sklepów itd... Kto waszym zdaniem powinien stawiać ściany, a kto powinien wyposażyć wnętrze? Co jest bardziej przy męskim, a co jest bardziej przy żeńskim? Nie ufaj temu co piszę. Zamknij oczy, i po prostu poczuj, jakie to jest.  
Są domy, do których chętnie przychodzą ludzie, i domy, które są omijane. To energia właściciela i twórcy domu, tworzy ten klimat. Dom ściśle współpracuje z naszą historią. Jeżeli mieszkamy w jakiejś starej kamienicy, która jest pozostałością po większym kompleksie zamkowym, i ta część, którą zamieszkujemy była przeznaczona dla służby - może warto popatrzeć, czy jakiś dziadek, lub babcia nie mieszkała w podobnych warunkach. To może być uwikłanie. Może też być tak, że może któryś z członków rodziny był wydziedziczony. Często jak uznamy tego wydziedziczonego, i odkleimy się od jego losu, pojawiają się sytuacje, gdzie możemy sprzedać daną nieruchomość, i kupić coś nowego, już w lepszej jakości, za wyjątkowo niską cenę. Uczciwie. 
Patrząc na nieruchomości, do których nas ciągnie, i znając ich historie, z łatwością możemy mieć pewność, że część historii domu jest z nami bardzo mocno powiązana. Inaczej mówiąc, ciągnie nas do swoich programów, uwarunkowań, schematów. Poznaj historię swego domu, a dowiesz się czegoś nowego o sobie, i swojej rodzinie.  



Stare domy do remontu kupują często osoby, w których systemach ktoś marzył o nowym domu, ale może nie było go na niego stać. W rękach i zrachowaniach osoby remontującej spełnia się być może marzenie babci. Czy to źle? Nie. Warto jednak mieć świadomość, za kogo, i po co chcemy babrać się w starych murach. 

O Autorze 
Obraz 
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii. 
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu. 
  
Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts



Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147