środa, 17 lutego 2016

A miało być tak pięknie... i ch...j !

Całkiem niedawno były walentynki, i pomijając całe to zamieszanie w sieci, burzliwe rozmowy, że się komuś podoba, a komuś się nie podoba, że to sztuczne, i że ze Stanów przyszło lub przylazło, i nie nasze takie nie narodowe, to jedno dla mnie, w tym wszystkim jest pewne, i to już wiemy od dawien dawna - zakochujemy się w obrazie osoby, a nie w niej samej. 
W jakim obrazie? Ano w naszym wyobrażeniu tej osoby, a nie w realnym stojącym na czterech nogach realnym, namacalnym człowieku. I wszyscy robimy to tak samo. Zakochiwanie się w sobie nawzajem jest ludzkie. Kochanie takie na co dzień, gdy ona nie ma siły, i w papilotach nie wygląda już tak jak na pierwszej randce jest sztuką, w której wprawiamy się przez całe życie, bo życie to warsztat. Warsztat, w którym bierzemy udział 24 h na dobę, i 365 dni w roku, chyba, że akurat mamy rok przestępny, to wtedy 366 dni. I nie ma tutaj zapowiedzianych egzaminów. Są same do cholery niezapowiedziane kartkówki. Nie przyswoiłeś materiału? Kogo to obchodzi. Oblałeś, z powrotem do kolejki, i ucz się.  



Zakochujemy się w obrazie osoby, a nie w niej. To takie trudne do zrozumienia, zresztą samo zrozumienie nie wiele daje. To trzeba poczuć, niejako zorientować się wewnątrz siebie, w sobie to zauważyć. Zrozumienie wiele Ci nie da, bo zrozumienie mechanizmów to świadomość, a świadomość, to nie to samo co rozwój. Często świadomość nie idzie w parze z rozwojem. Znam mnóstwo osób, które potrafią wzbudzić w sobie samych wspaniałe górnolotne myśli, idee, impulsy, taką aurę naprawdę uniwersalnej miłości, czasami nazywanej miłością bezinteresowną. Potrafią na chwilę zaczarować w około siebie, i stworzyć w tej chwili aurę wspólnoty, przyciągania, zjednoczenia, takiego "my razem". A potem wracają do swojego życia, i mają tam rozpieprzoną relację z partnerem, jeszcze bardziej pokręcone relacje z byłym, a z matką i ojcem nie utrzymują kontaktu od 15 lat. I o czym to świadczy? O tym, że świadomość to jedno, a rozwój to drugie. Rozwój to umiejętność życia tutaj, na ziemi, a nie w jakimś Ayawascowym klimacie jedności, miłości i serca. To umiejętność radzenia sobie w materii. Zarabianie pieniędzy, które są do życia potrzebne. Zdolność do radości podczas szorowania garów, i czyszczenia zapchanego szamba na ogrodzie, zdolność do dawania wolności wyboru drugiej osobie, nie zaś kontrolowanie jej, na przeróżne znane sposoby.  

Dużo związków się rozpada. Po prostu ludzie patrzą sobie w oczy, po trzech miesiącach hormonalnego haju, i stwierdzają, że to nie to... że on czy też ona nie są miłością ich życia. Pierwsze sygnały, że coś jest nie tak przychodzą wcześnie. Ale my je ignorujemy. On za bardzo wychyla za kołnierz. Ona to widzi, ale mówi gdzieś tam w sobie, w środku "jakoś to będzie... kocha mnie, zmieni się... ostatecznie może po prostu ja przesadzam... nie można mieć wszystkiego... nie mogę przecież tego stracić... nie chce być sama..." i tak racjonalizujemy to, co oczywiste dla kogoś kto stoi z boku, i nie jest zaangażowany. Czy my w takich sytuacjach mamy w ogóle wybór? Takie są prawa miłości od pierwszego wejrzenia. Potem na ustawieniach wychodzi, że Ona celowo go wybrała, bo jej tato pił, i bił matkę. Ojca nie mogła uratować, bo była za mała, więc broniąc się przed bezsilnością, której doświadczała jako mała dziewczynka, postanowiła, że jak dorośnie to zbawi tatę. Ale taty nie da się zbawić. Tata był taki jaki był, nie był inny. Był właśnie taki jaki był. Pił, i bił, nie umiał inaczej. Czy był podłym draniem? A co to ma za znaczenie? Lubujemy się w ocenach, ale one nic nie wnoszą, bo fakty są takie, że ten podły drań to właśnie nasz tata... nikt inny, ale nie potrafimy się na to zgodzić. Więc taka mała dziewczynka, która pewnie siedzi w każdej dorosłej kobiecie, mówi wewnętrznie. Uratuje go. I bierze sobie za partnera właśnie takiego chłopa, jak jej ojciec. Po co? Po to, aby po raz kolejny przeżyć już bardziej świadomie swoją bezsilność. To na jednym poziomie, a na drugim, z czystej dziecięcej ślepej miłości. A prawda jest taka, że nikogo nie da się uratować. Nikogo nie da się kontrolować. Nikogo nie da się zbawić. Każdy do jasnej cholery musi zbawić się sam. 

Ostatnio chciała do mnie przyjść para. W konflikcie oczywiście. Zadzwoniła ona, i zaczyna od tego jaki to jej mąż jest taki i owaki, i że ona go przyprowadzi na moje warsztaty, żeby On zobaczył. Zadałem jedno pytanie. Czy mąż sam chce przyjść? Odpowiedziała, że mąż jeszcze nie wie, ale już jej w tym głowa, aby przyszedł. Kim ja miałem tam być? Kim miałem być dla tej kobiety? Miałem być jej narzędziem wymierzonym w jej męża. Jako jakiś autorytet, miałem się tam stawić, i potwierdzić, że z niego to jest kawał drania. Czy to mogłoby się udać? Nie. To nie mogłoby się udać, bo stawiłbym się tam ponad nim. A tego mi nie wolno robić.   

Stając w miejscu, gdzie widzimy drugiego człowieka jako człowieka, a nie nasze narzędzie do zaspokajania potrzeb stajemy w obliczu prawdy. W obliczu prawdy, że nie mogę go kontrolować. Nie mogę go ani zatrzymać, ani więzić, bez względu jak szczytne pobudki mogą mną kierować, jak np. uratowanie kogoś przed pójściem w śmierć. A ta prawda przeraża, a zarazem stawia nas w pełnej obecności, w pełnej obecności w chwili obecnej. Nie za tydzień, nie za rok, ale w tu i teraz. Być może to nasze ostatnie podanie sobie ręki, być może to nasze ostatnie spojrzenie temu człowiekowi w oczy, być może już go więcej nie zobaczymy, i trzeba mieć jaja, aby, w takim miejscu wystać. Nie pobiec i nie ratować, ani nie próbować zatrzymać, gdy ktoś chce odejść.

Zakochujemy się w obrazach, w oczekiwaniach, w pragnieniach, w tym wszystkim co nas pociąga a nie umiemy tego brać od matki i ojca. W miękkości i sile. W łagodności i twardym męskim szorstkim dotyku. A to wszystko czeka na nas w ramionach matki i ojca. Nawet tego najgorszego ojca. Ostatnio na warsztatach w Krakowie była pewna kobieta, która była mocno zidentyfikowana z ofiarami. Na ustawieniu wyszło, że mocno idzie w śmierć, w zabicie siebie, i w chorobę, która ją wykończy. Gdzie było zdrowie? Gdzie była jej wola walki o życie, gdzie była siła do życia? Przy sprawcach, z przeszłości i przy sprawcy z jej dzieciństwa, przy ojcu, który pił i bił. Tam znalazła siłę do zdrowia. A te wszystkie obrazy, jaki on powinien być… jak było go za mało… jak nie potrafił być idealnym ojcem niczym Bóg… to wszystko tylko broniło ją przed prawdą, o niej, o jej mamie i o tym, jaka była miłość jej mamy do jej taty. Czy ona była zdrowa? Czy ona była toksyczna. Tak, była toksyczna, była taka jaka była, właśnie taka. Nie inna. Dopiero jak klientka stanęła w pozycji dziecka do swoich rodziców, dopiero jak wzięła od tego „złego ojca” poczuła głęboką ulgę, i rozluźnienie w ciele.

Po okresie burzy hormonalnej, która ma miejsce zawsze na początku związku, gdzie patrzymy przez różowe okulary, w pewnym momencie nadchodzi taki moment, gdzie musimy się skonfrontować ze swoimi wyobrażeniami. A to boli, bo okazuje się, że ludzie są ludzcy, z wadami, ze swoimi słabościami, ze swoimi wzlotami i upadkami, po prostu ludzcy. Nie są wyjątkowi, będąc jednocześnie wyjątkowymi, w swojej ludzkiej naturze. Są takie osoby, które zrobią wszystko, aby ta fatamorgana nie opadła, aby wzniecić kurz, aby znów nie było nic widać. Aby sprowokować kłótnie, w której znów mogą coś mocniej poczuć, bo codzienność i rutyna ich przeraża. Stworzą sobie alter świat. Nauczą się doskonale okłamywać siebie, a prawda zazwyczaj jest prosta i oczywista, i przed naszymi oczami. On jest taki jaki jest. I ja nie mam wpływu na to jaki jest, i co zrobi. Ja jestem taka jaka jestem, i on nie ma wpływu na to co ja zrobię. Aby dać wolność partnerowi, najpierw trzeba samemu zgodzić się na swoją wolność.
  
Świadomość schematów, w jakie jesteśmy uwikłani to nie to samo co przepracowanie schematu. Mogę mieć świadomość, że druga osoba nie jest moją własnością, i nie mogę od niej wymagać, aby np.. Była mi wierna. Hellinger mówi, że wierności nie można wymagać, że nie można jej oczekiwać, mówi, że wiernością obdarowuje się drugiego człowieka, jako czymś co się samemu posiada. I wierność można komuś dać w prezencie. A czy ktoś też da nam swoją wierność. Tą fizyczną, tą emocjonalną, czy zdradzi? To już jego decyzja. Drugi człowiek nie jest naszą własnością. Jak nie da, nie potrafi obdarować, to decyzja, co robić dalej. Powstaje potrzeba wyrównania, ta potrzeba nie zaspokojona rozwala związek.

Prawda jest taka, że każdy potencjalnie może robić co chce, z kim chce, kiedy chce, i o tej porze, kiedy mu się żywnie podoba. Nie mamy wpływu na drugiego człowieka. Znaczy możemy nim manipulować. Zarzucać słowami na jego percepcję siatki, różne obrazy, różne pułapki, komunikując się nie wprost. Zakładając pieczęci hipnotyczne. Powtarzając pewne zwroty i słowa, jak mantry. Możemy wchodzić ze swoimi butami w jego sen, o nas, o świecie, o pragnieniach. Pięknie o tym mówi film z Leonardem Di Caprio - Incepcja. Można się tego nauczyć w warsztatach NLP. Kodowania, budowania meta obrazów, używania metafor, działań podprogowych. Cały rynek jest pełen tego rodzaju usług. Lecz powiem Wam, że z mojego doświadczenia to wszystko jest gówno warte... dlaczego? Dlatego, że to wszystko gdzieś tam na samym spodzie podszyte jest strachem. A to co wynika ze strachu, zawsze na końcu przyniesie także strach.  
Ostatnio zgłosił się do mnie klient. Powiedział, że chce się zabrać za temat przed, którym uciekał przez całe swoje dorosłe - już świadomie - życie. Uciekał przed swoją mamą. Powiedział, że już był na wszystkich szkoleniach z zakresu podrywania kobiet, wpływania podprogowo na ich decyzje, rozkochiwania ich w sobie, był na warsztatach tantry, gdzie uczył się być doskonałym kochankiem. I stwierdził na koniec, że faktycznie to wszystko jest skuteczne. Działa. Daje mu poczucie kontroli nad tym co się dzieje w relacji. Tylko za każdym razem, po jakimś czasie on i tak w tej relacji ucieka. I jak już znajdzie jedną kobietę, to chce następną, bo nie może być z jedną. Przeprowadziliśmy sesję indywidualną, a potem przyjechał na warsztat. Co się okazało? Okazało się, że miał siostrę, o której nikt nie mówił, a może nawet nikt nie wiedział. I przez całe życie szukał jej, w innych kobietach. Tak to się dzieje, tak to wychodzi na ustawieniach systemowych. Facet przez prawie 40 lat czuł za kimś, za czymś ogromną tęsknotę. Tą dziurę w sobie próbował sobie wypełnić, pracą, kochankami, alkoholem, kolejnymi związkami, i wszystko zmierzało w jednym kierunku... nad przepaść, aż w końcu się obudził. Aż w końcu znalazł w sobie, to co było zagubione, wykluczone, zapomniane. Znalazł to w sobie. Poczuł głęboki spokój. Uczucia zablokowania dostępu do mamy puściły, uczucia złości na mamę, puściły, uczucia osamotnienia, odcięcia, ciągłej potrzeby biegu puściły. Bo to wszystko było nie do końca jego, to wszystko przejawiało się w nim jako żywe, jako prawdziwe, bo takie to dla niego było, ale to wszystko było nie jego. Tą postawą, tymi zachowaniami wprowadzał w system to co wykluczone.

Klienci często się mnie pytają co to znaczy zając swoje miejsce. Zajmowanie swojego miejsca łączy się z poczuciem lekkości w ciele, z poczuciem przepływu, z poczuciem niesienia tylko swoich ciężarów, a swoje ciężary są do uniesienia, są stymulujące do działań, do życia, do tego gdzie jest więcej. Jak natomiast stoisz w nie swoim miejscu, to jest Ci zbyt ciężko. Sukces wyrywasz paznokciami drapiąc do krwi w skale. Nie masz siły żyć, nie masz siły iść do więcej. Tak objawia się stanie w nie swoim miejscu.   

Zakochujemy się w obrazie osoby, a nie w niej samej. Uczymy się tworzyć obrazy, manipulować obrazem, można się tego nauczyć, ale to wszystko co wynika z manipulacji zawsze na dnie podszyte jest strachem. Carlos Castaneda, w swoich książkach o Don Juanie pisał, że jest czterech naturalnych wrogów naszego wzrostu. Pierwszym z nich jest strach. Drugim jest widzenie. Trzecim jest moc. A czwartym jest starość.  


Świadomość wzorców, w które jesteśmy uwikłani to jedno. Rozwój, czyli umiejętność czy tez przepracowanie wzorca to drugie. Mogę mieć tak jak pisałem świadomość, że drugi człowiek nie jest moją własnością, ale mogę nie umieć tak żyć, jakby on nie był moją własnością, bo w każdej sytuacji, która potencjalnie w moich odczuciach wiąże się potencjalnie ze zdradą, mogę zachowywać się tak, jakbym gdzieś w środku miał taki wewnętrzny przymus np.. Kontrolowania tej drugiej osoby. Oczywiście jesteśmy mistrzami okłamywania samego siebie. To umiemy doskonale. Wmawiamy sobie, że zadzwonimy, lub przyjedziemy do naszego partnera, który jest na spotkaniu, aby się z nim spotkać, z nagłej niepohamowanej tęsknoty, ale tak naprawdę chcemy wiedzieć co robi, z kim, o której porze, i czy przypadkiem tam, gdzie on jest nie ma nikogo, kto by zagroził naszemu status qwo 

Możemy mieć świadomość tego, że drugi człowiek jest wolny, w swoich decyzjach, ale nie mamy przepracowanego wzorca bycia wolnym, samemu ze sobą. Nie potrafimy się otworzyć na swoją wolność. Czasami oczekujemy, żeby ktoś zaakceptował naszą wolność, ale my jego wolności nie jesteśmy w stanie zaakceptować. Dajemy sobie prawo do bycia wolnym, w relacji, ale drugiemu człowiekowi nie chcemy pozwolić na tą wolność.  

Czasami po kilku, kilkunastu latach życia razem, jak ma się już za sobą porozpuszczane te złudzenia, iluzję i oczekiwania, widzimy siebie nawzajem. Patrzymy sobie w oczy, i we wnętrzu duszy mówimy trzy magiczne słowa. „Tak, Proszę, Dziękuję”. Tak mówimy to partnera takiego jakim on jest, do jego osobistych historii, jego losu, jego ciężarów, i potencjałów. Proszę mówimy, bo wchodząc w relacje otwieramy się, przed tą drugą osobą, w tym proszę jest pokora, i prośba też o akceptację. A w Dziękuję jest między innymi to, że jest, bo nie musiał być, w każdej chwili mógł zrobić inaczej.

O Autorze

Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Na terenie mojej ukochanej Polski prowadzę warsztaty Ustawień Systemowych metodą Berta Hellingera, na zaproszenie chętnie przyjeżdżam do innych krajów, prowadzić ludzi do więcej. Więcej miłości, więcej relacji, więcej pracy, więcej pieniędzy, więcej sukcesu, więcej życia w życiu. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.



Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts

GRAFIK STYCZEŃ - MARZEC 2018 r



Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147



poniedziałek, 4 stycznia 2016

środa, 2 grudnia 2015

Tylko będąc dzieckiem, można być niewinnym!

Zapraszam do śledzenia na FB, w Grupie "Kobieta i mężczyzna"


Niewinne są tylko dzieci, a ten kto w relacji pary chce zostać dzieckiem, będzie oczekiwał od swego partnera tego, czego oczekiwać mu po prostu najzwyczajniej w świecie nie wolno. Będzie oczekiwał zaopiekowania się nim. Dawania mu ponad miarę. Brania pełnej odpowiedzialności za relacje. Brania pełnej odpowiedzialności za to, jak ten pierwszy się czuje. Brania pełnych konsekwencji za decyzję niewinnego. Czasami, aby utrzymać taki stan rzeczy, będzie robił mu pod czaszką galaretę. Oczywiście zarówno wśród mężczyzn znajdą się tacy, którzy bardzo, ale to bardzo chętnie staną w miejscu tatusia lub mamusi, i będą dawać pełną garścią, jednak jak doświadczenie moje pokazuje – to wszystko do czasu, bo prędzej czy później takie zakłócenie porządku musi gdzieś wybić, tak jak wybija szambo na nasz piękny angielski trawnik. Gówno z papierem toaletowym zapląta się wśród pelargonii i żonkili w naszym ogrodzie miłości. Miało być razem, miało być tak pięknie, miłość po wsze czasy, ale miłość bez rozsądku, miłość bez porządku się po prostu nie udaje – jak to pięknie ostatnio gdzieś przeczytałem. Więc te wszystkie piękne historie o rycerzach, księżniczkach, białych koniach, czas wreszcie do cholery jasnej odłożyć na ich właściwą półkę z napisem – baśnie i wyobrażenia, którymi byłem karmiony jako dziecko. Czasami to trudne, bo te baśnie są również obecne w naszych życiach codziennych, w pisemkach pt. Pani w domu, albo Życie na patelni – w sensie na Gorąco. Gorąco musi być, bo inaczej się nie sprzedaje. Prawda jest zbyt mało porywająca. Marzenia są w promocji i płacimy za nie podwójnie. Po raz pierwszy wyciągając pieniądze z portfela, po raz drugi własnym życiem.



Niewinne mogą pozostać tylko dzieci. Niewinny mogę pozostać, tylko pozostając dzieckiem, tylko do cholewki, im dalej w las tym trudniej to sobie wytłumaczyć, bo już włosy na klacie urosły, dzieci mleko spod nosa mają wytarte, pojawiają się siwe włosy, a ja ciągle, tak jakby trochę obok tego życia.
Chcąc pozostać dzieckiem w relacji z partnerem, nie chcemy dorosnąć, nie chcemy widzieć świata, życia, relacji, pracy, takimi jakie są, tylko takimi jakie chcemy, aby były. Iluzja musi się roztrzaskać o betonowe ściany rzeczywistości. Nie ma innego wyjścia. Dlatego niektórzy klienci się na mnie wściekają, bo niszczę im ich klocki, które tak skrzętnie układali. Niektórzy pytają się mnie podczas ustawienia, czy mogą zgłosić veto! Tak naprawdę, to nie do mnie ten ich sprzeciw, nie do mnie ten ich bunt, to bunt w stosunku do rzeczywistości, a ja jestem tam tylko wieszakiem, na którym można na chwilę powiesić płaszcz z metką „Made in fabryka buntu małego dziecka”. Przepuszczam to przez siebie. Porządki to nie moja zasługa, ja ich nie stworzyłem, one są nam dane, i tutaj w tym miejscu klękają na kolana założenia NLP, które mówią, że wszystko jest możliwe. Inny temat, kiedy indziej o tym.



Więc wiemy już, że w relacji, aby się udała nie można pozostać niewinnym. Trzeba umieć wziąć swoją odpowiedzialność, a z odpowiedzialnością jest tak, że ona jest, bez względu na to, co na jej temat myślimy. Każdy ruch, każdy krok, jest jak kamień wrzucony na taflę jeziora. Każda decyzja powoduje konsekwencje. Czasami nawet nie wiemy jakie, i to może być przerażające – zwłaszcza dla dziecka. Wyjścia innego jednak nie ma moi drodzy. Takie jest życie. Każda decyzja powoduje konsekwencje. Czasami jednak zachowujemy się, tak jakbyśmy to my decydowali o tym, czy konsekwencje będą miały miejsce, czy nie będą miały miejsca. Tak, jakby były decyzje dobre, i złe, ale my chcielibyśmy mieć swój udział tylko w tych dobrych. Ktoś kiedyś powiedział, że „sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą”. Trochę tak właśnie jest. Chcemy sukcesu, a nie chcemy porażki. Chcemy być głaskani, a nie chcemy dostać batów. Czy tak się da? Czy z takim podejściem może się udać? Czy z takim podejściem możemy się czegoś, w życiu nauczyć? Ten ruch, takie podejście może mieć korzenie w naszym braku zgody na to, co dostaliśmy od naszej mamy, i od naszego taty. Zgadzamy się na nich, w połowie, albo w jakiejś tylko części, w tej świetlistej, w tej miłej, w tej dobrej, to co dla nas trudne chcemy wyprzeć, a im bardziej cholera jasna chcemy to wyprzeć, tym bardziej to „coś”, ten cień puka do naszych drzwi. Jak długo zamierzasz udawać, że nie ma Cię w domu, słuchając pukania do swoich drzwi?



Czasami ludzie udają przez całe życie. Ktoś w ich życiu pojawia się, próbuje coś pokazać, czasami coś trudnego, co robimy wtedy zazwyczaj? Wynocha ! Won ! Nie chcę Cię widzieć ! – krzyczymy. A tym samym odbieramy sobie możliwość zobaczenia tego w sobie, i tym samym odsuwamy się od życia takiego jakie jest. Chcemy snu, wolimy śnić, nie chcemy się obudzić, wydaje nam się, że pobudka będzie bolesna, ale musimy wiedzieć, i mówię to z własnego doświadczenia. Najpierw może i boli, może i czasami jest wielki strach, czasami wielki lęk – oczywiście dla naszego małego dziecka, które nie chce widzieć, woli sobie wyobrażać, i żyć w swoim świecie – może najpierw boli, może i są łzy, ale potem, zaraz za rogiem czeka wielki spokój, i siła, i taki jasny wzrok, jasne spojrzenie, przenikliwe do granic możliwości, trzeźwe, mające kontakt z tym co jest, takim jakie jest, a nie jakim chciałbym, aby było. Prawda leczy, iluzja odbiera siły na drodze ku więcej – więcej relacji, więcej miłości, więcej pracy, więcej życia, więcej znajomości, więcej pieniędzy, więcej odpowiedzialności, więcej siły. Na ustawieniach systemowych jeżeli jest mi to dane, to prowadzę ludzi, zgodnie z tym ruchem ku więcej.
Niewinność należy odłożyć wśród baśnie. Na właściwą jej półkę z książeczkami dla dzieci. Czy znacie takich ludzi, którzy ciągle pozostają niewinni? Tam zawsze winny jest ktoś inny. Tam zawsze można usłyszeć, te piękne, i jakże ujmujące historie o tym, jak ktoś taką osobę skrzywdził. Tam też zawsze pojawia się osoba, która chce tej osobie coś zabrać. Szczęście, szacunek, pieniądze, zdrowie, tym bardziej uduchowionym zdarzają się ataki energetyczne, próby przejęcia nad nimi kontroli, wykorzystania ich. Wiecie co? To nic innego jak ich cień pukający do ich drzwi, a Oni wciąż udają, że nikogo nie ma w domu.



Wake UP ! pobudka, już nie jesteś dzieckiem. Nawiązując do brania tylko tego co dobre, co nam wydaje się dobre, i do niechęci brania tego co złe, co nam wydaje się złe, w naszych rodzicach. Nie da się tak brać! Znaczy da się, ale trzeba stać wtedy przed własnymi rodzicami na palcach. Jak to jest? Już pisałem, o tym. Jeżeli siedzisz, to powstań. Zróbmy ćwiczenie. I stań na palcach, a ja w tym czasie idę zrobić sobie kawę, i poczytać książkę. Ty stój na palcach, nie stawaj na całą stopę. Stój na palcach. Takie właśnie ćwiczenie zrobiłem ostatnio z klientem. Wytrzymał, kilka minut, potem zrezygnował, bo bolało. A czy gdyby nie bolało, gdyby to było przyjemne zrezygnowałby? Pewnie nie. Pewnie stałby jeszcze bardziej chętnie. Musi boleć, bo miejscem dziecka w systemie rodziny pochodzenia, jest bycie małym, przy mamie i tacie. Zakłóceniem porządku systemowego, jest wywyższanie się ponad własnych rodziców, i to musi powodować trudne konsekwencje. Życie nas uczy, uczy w każdej chwili, w każdym momencie, trzeba tylko zachować swoistą uważność. Stanie na palcach przed własnymi rodzicami męczy. Bo fakty, bez względu na ich interpretacje są takie, że to Oni byli przed nami, a nie my przed nimi, to oni nam dają, a my bierzemy, to oni są duzi, a my mali. Czasami mamy różne obrazy w głowie na ten temat. Wydaje nam się, że w ten sposób uchronimy się od złego, od bycia dokładnie takim samym jak oni, i paradoksalnie dopiero w tej zgodzie, w wewnętrznej zgodzie, że jestem taki sam, taka sama - jest siła na to, aby móc w swoim życiu zrobić inaczej. Gdy proszę klientów, aby powiedzieli do mamy, lub taty – jestem taki sam jak Ty. Dokładnie taki sam. Czują opór, czują strach, ale po chwili sami przyznają, że chcieli przed tym uciec. A wiecie co się dzieje, jak uciekamy przed czymś? To nas goni! Ot cholera, i jeszcze nie chce się odczepić!



Umysł czasami każe uciekać. Ma takie przekonanie, że nas ochroni, przed tym co straszne. Przed tym co boli, co trudne, przed śmiercią, przed chorobą, przed odpowiedzialnością, przed naszą winą, i przed konsekwencjami. Ostatecznie idąc tą ścieżką, uciekamy przed życiem. Bo życie w swojej pełni, to to co miłe i przyjemne, i to co czasami dla nas trudne, a to co trudne jest po to, abyśmy urośli. Nie fizycznie, bo Włochy na klacie, i kurze łapki pod oczami mamy wszyscy, ale wewnętrznie czasami pozostajemy dziećmi, patrzącymi z tęsknotą na półkę z bajkami. Czas zamknąć te drzwi, czas wstawać, życie wzywa, otwórz oczy, i patrz, czuj, nie myśl, po prostu popatrz w siebie i czuj swoim ciałem, smakuj, płacz, śpiewaj i tańcz. Życie to całość, a nie tylko rodzynki w misce z bakaliami – kropka.

W kolejnej części, będzie ciąg dalszy. Będzie o drugiej stronie, o tym, który w relacji chce pozostać większy.


GRAFIK STYCZEŃ - MARZEC 2018 r



Mirosław Czarko-Wasiutycz
Coach systemowy, Coach personalny,
Trener Biznesu, Menadżer.
O Autorze

Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Na terenie mojej ukochanej Polski prowadzę warsztaty Ustawień Systemowych metodą Berta Hellingera, na zaproszenie chętnie przyjeżdżam do innych krajów, prowadzić ludzi do więcej. Więcej miłości, więcej relacji, więcej pracy, więcej pieniędzy, więcej sukcesu, więcej życia w życiu. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.


Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147

czwartek, 19 listopada 2015

Woman will oppress a weak guy whole life.

Welcome to the Polish group on Facebook "Woman and Man"
And I know from experience that nothing will not help unless the guy does not take a stand, consciously and with full responsibility, at the side of masculinity. Only in his father's arms, at his father's side, can he find peace and be blessed by gifts of feminine. A common advice you can hear when a relationship is in trouble is “change her”. From my experience I know that a change of partner will not help escaping the inevitable – the need to embrace his male strength. Jacek Walkiewicz used to say - “names and faces change, problems remain”. How real, and how very hard to believe.
And where is the place of a man, whose strength flows outwards? Well, beside his father. Sometimes the male line is heavily weakened; what I can see during systemic coaching sessions; using coaching tools and Bert Hellinger's Systemic Constellations. Partly this is because of Polish. War forced men to leave their homes, families, work, their place as heads of the family. In such situations, when man went to war, or when he was captured and landed in one of many labour camps, woman took over as the head of family. And a woman, no matter how good a mother she is, will usually raise a nice sympathetic and docile – meaning – domesticated boy. Why? Because she is a woman, and not a man, and she's different from a man almost in everything. Different psyche, different energy, different way of thinking, different understanding of the world, different biology, and resulting from that hormonal differences. In short, a woman has no balls. There is no testosterone flooding her brain, she is more inclined to seek alliances than to compete. Is this worse? No. Damn it's not worse, it is just different.
In systemic coaching sessions I meet guys who are firmly in their heads. They kind of understand everything, everything is for them supposedly in the domain of logic and they have allegedly sharp minds, but it's as if this intellectual insight does not change anything. They do not have the strength to be a man. Often their male lineages are heavy with lack of masculinity. The lack of the presence of a grandfather and a father. Because if grandfather didn't teach the father, then the father cannot teach the son. These miserable men, intellectually overdeveloped and deaf to their emotions, who feel inside that something is missing. They seek this something in alcohol, stimulants, in sexual conquests, rapid and dangerous sports; but when the adrenaline rush passes they want more. They want more endorphins, more danger – often even brush with death. At the other extreme, there are those guys who are withdrawn; who quietly and without much publicity fall into depression. The reluctance to live. The withdrawal from all the activity in the world. For both groups waits a furious woman. And without consciousness you might treat this woman not as a potential but as a stupid bitch who destroys and pisses you off - what a fucked up world! Lilith is furious at the first group because they behave as if they were still 14 years old and are constantly looking for new adventures. At the second group she's angry because she can not feel safe in their company, and it becomes her duty to confront the world; and to snatch from the world what's necessary so the family, children, and home can function without major disruptions.
Internet and culture is full of jokes and anecdotes about henpecked guys, the kings of their own armchair in front of a TV, about annoying and permanently unhappy women who like it is colloquially said - simply always nag and never give a break. And they will not give you, men, a break until you embrace your own strength, and be reborn in yourselves, in masculinity, in what is really yours, in the danger living inside yourselves, and in which lies your greatest potential. It would be wrong to think that your woman will you help in this task. That's not why she's in your life. Men often mistake their lovers with their mothers. Hellinger wrote about such a "love at first sight". After a few months of a hormonal high, it turns out however, that your darling is not your mother and you're not her sweet son. Being a polite mannered boy - as worked with your mother - does not work with a woman, because the relationship you - a woman is quite different than the relationship you - Mom. You will not be able to suck her feminine attention and closeness this way.
The biggest shock in such a situation comes with the arrival of a child. For a man who doesn't stand beside his father, beside the masculine, it is a shock. Suddenly it turns out that all what he believed in - consciously or not – e.g. what we only for each other, always together, you and me in the moonlight, hand in hand. Waaah-waaah! - WAKE UP! A child is crying ! Dream ends, Romeo and Juliet. Time to wake up. This is not your Mom. It's your woman. Some in these moments give up completely. Grief and pain is often then directed to those women who conscientiously fulfil their maternal duties. For a guy who doesn't have inside him masculinity, such situations often end in depression. Disappearance of illusions and crash landing sometimes is very painful. What can then help?
Entering into inner contact with one's own father, with one's own strength, with patrilineal ancestors. There there is strength, to face such challenges as a child at home, a woman with varying moods, work and financial challenges. It's all there in the masculinity. During systemic coaching sessions I unite men with what is masculine. They reach their strength. They change their faces, their bodies relax, they gain a second wind; sometimes it's exactly beside their fathers that for the first time they get in touch with themselves. Not with a polite, docile boy, but with strength, fire, and the destroyer of illusions.
The woman in life of man is there, so he can confront the an illusion about himself. What if you try to hide in a depression? Or if you try to hide behind their colleagues? You'll get lashes. Sometimes physically, because aggression of women against men is no longer a taboo, but the biggest beating you'll get emotionally. For what? Are these women so bad? No. They are pissed off that you're not standing in your place, in the place of a man. In place of strength, clarity of vision, the ability to act, to plan, and to implement these plans.
There are also men who agree with this state of affairs. They sit in their chairs, they stopped to dream about masculine, about male power, responsibility, determination, bravery, courage, and so spend their lives, like dead men in slippers in front of 52 inch LCD TV – dead while alive.
Man cannot see his reflection in the eyes of women. In the eyes of women he can find only what it feminine, what belongs to his mother. A man may find himself in the eyes of another man. And the first man in the life of every man is his father. It is the relationship, as a boy, with his father which shapes his attitude towards other men. If something in this relationship is interrupted – as it often appears during systemic coaching sessions - the boy is impeded, and often later goes in circles. Such are the consequences of the interrupted original flow of love, as says Hellinger. Can this flow can be restored? In such a way as to reach the father again? Yes, here I have good news. You can. This can be done, sometimes during the first session.
It's amazing how much men long for this. How they relax when they arrive in the arms of their Dads, where there is so many good things for them. Standing by his Dad, the man becomes very attractive to women. As a result, it improves his relationship with his partner, or increases his attractiveness to other women. Besides, he begins boldly go out into the world, and take what he needs. His career improves, he has more achievements. All this beside your Dad. If those who sit in front of the TV in their warm and soft chairs knew this, I suspect that armchair with plasma TV would leave through the window.
Often in Facebook groups or in on-line forums I read about how these poor guys were badly treated by their nasty ex-wives who do not want to allow them contact with their children. This is another feminine exam for the guy. Because for a guy a common dilemma - to be in a relationship, or to end it – is because of the children. These women, in my opinion, put before us men another challenge. They put us in a situation where we have to stand beside masculine. Because the kid - whether it's a boy or a girl, needs to be taken. Taken in the full sense of the word. Just as taking a woman. Doesn't seduce her. Man takes a woman. He comes and takes her for himself. And to take for himself a woman, and a child, you must have balls. And you need to know how to do it. And we learn these things besides our Dads. Mothers teach how to seduce, manipulate, play with words; and Dads teach how to take for yourself what we want from the world. Taking is connected with taking responsibility. You cannot take something, and then avoid responsibility for what you took. That is not possible. And even if possible, sooner or later it has its consequences, and the price you will have to pay. Do women like to be taken? They love it; because then they feel safe. Situation like divorce and the subsequent struggle for the child, often requires strength from a man. Strength not to get caught up in the fight for the child as an extension of the conflict between the parents. The strength to stand up for yourself, and not to succumb to the illusion in-spite of manipulation. The courage to take a kid in your strong male arms. Not to prove to kid's mother that she is a bad mother, but to exist as a man who takes responsibility for being a father. Week man will be oppressed by women until the end of his life. Dear John, if your bride starts to grumble, starts to provoke you, keep in mind that most likely you're stuck in a soft, warm chair right beside your mother's tit. And that your masculinity, strength, penetrating gaze, contact with the masculine is hidden in the closet. And it's waiting there for you to get off your ass, and finally to stand in your place. A woman is the greatest gift for a man. And a curse for those who want to stay as boys in shorts for the rest of their lives.

About the Author:
My name is Mirosław Peter Czarko-Wasiutycz. I was born in 1978 in Wrocław. I've studied Psychology of Management, and Marketing. For 12 years I've worked in smaller and larger companies, as well as corporations. I had managerial and directorial functions, but mostly I liked working as coach and mentor. That's how I find fulfilment at work. I work with business and individual clients. I support business clients by coaching sales, customer service, coaching, management, and communication. When working with individual clients I use coaching techniques and Bert Hellinger's System Constellations - this combination of tools and techniques brings me and my clients very good results. I participated in over 40 personal development workshops; training with various smart people. I have conducted over 3,500 coaching meetings, and spent over 1,000 hours coaching. My first contact with Bert Hellinger's System Constellations was in 2005. Since then my life has undergone an enormous transformation. Today, after 10 years of self improvement, I'm helping - among other things - other men reach their inner masculine strength, which can be found at the side of their fathers. Drawing strength from healthy male roots allows them to draw on their potential, which is always there but was covered with dust since the ancient times. Privately, I am a husband and a father of three great kids. I accept individual clients in Kąty Wroclawskie, or sessions via Skype. In Poland I also run workshops in Bert Hellinger's System Constellations. Contact me if you want to make an appointment. Contact details: mail: info@czarko-consulting.pl call. +48 781 896 147 skype:czarko.consulting www.czarko-consulting.pl