wtorek, 10 stycznia 2017

Na sukces trzeba umieć sobie pozwolić

No tak, każdy klepie dużo o tym sukcesie. O sukcesie w finansach, o sukcesie w życiu osobistym. Wszędzie gdzie tylko nie popatrzysz, to wielkie słowo SUKCES. Bądź dobrą matką, bądź dobrą żoną, taką właściwą. Czasami można znaleźć nawet rozpiskę, czyli ściągę co robi bądź, co nie robi ta dobra żona, czy też dobry mąż. Dobre dziecko, dobry szef. A Ty czytasz to wszystko i huj… chodź chociaż bardziej prawidłowo powinno być CHUJ. Dalej ta sama praca, ta sama relacja, w której nie jest zbyt ciekawie, bo ja się „rozwijam”, tylko ON bądź ONA jakaś nadal nie taka. Jak siedział i pierdział w stołek, czy tam wysłużony już fotel, tak nadal siedzi i pierdzi. Brak zmian. Kolejny warsztat na którym łapiesz przysłowiowy flow, a potem szarówka… rzeczywistość, i przez chwilę niby jakoś inaczej spostrzegasz siebie i świat, a tydzień po już wszystko jakby wracało na stare tory, czyli malizna… miernota, a czasami jeszcze z pracy zwolnią, i pojawia się strach.
Tak do jasnej cholery, bo na sukces trzeba umieć sobie pozwolić. Zrozumienie, to nie doświadczenie. Ostatnio na warsztacie – nie powiem gdzie, bo jakie to ma znaczenie – przyszła klientka. Ostatnio brała udział w warsztatach ustawień systemowych kilka miesięcy temu. Pierwszy raz. Wcześniej nie miała do czynienia z ustawieniami jako metodą pracy z obszarami ludzkiego życia, takimi jak relacje, praca, biznes, kariera. To był jej pierwszy tak zwany RAZ. I co? Byłem ciekawy, jakie zmiany zaszły. Czekała ze swoim tematem do końca. Na gorącym krześle siadła jako ostatnia. A perspektywa zmienia się. Jak siedzisz na sali jako uczestnik i obserwator, zazwyczaj masz więcej do powiedzenia. Jak siadasz na krześle koło prowadzącego, to już zazwyczaj mniej. Czasami próbujesz go zagadać, aby nie popatrzeć na to co ważne. Ale ja to już wiem… nie słucham do końca co mówi, Twój język. Patrzę na ciało.



- No to poczekaj chwilę. Weź głęboki oddech, i chwilę poczekaj.
Oddycha… widzę, że nierównomiernie. Widzę, że górna część płuc się unosi, ale przepona jakby zatkana. Cała wewnętrznie drży.
- No to z czym dzisiaj chcesz pracować.
- Czuję lęk. Już od tygodnia przed warsztatami czuję niepokój.
- Co się dzieje, tak na co dzień w życiu.
- No zasadniczo, to dużo się zmieniło po ostatnich warsztatach. Pojawił się nawet mężczyzna, a go nie było. Patrzyliśmy na siebie przez tydzień, aż w końcu zaczęliśmy rozmawiać. Dostałam awans w pracy. Zaczęłam więcej zarabiać. Koledzy i koleżanki zaczęli się pytać, czy coś biorę, bo chodzę uśmiechnięta – wybuchnęła salwą śmiechu. Właśnie dzień przed warsztatem okazało się, że wygrałam sprawę i w efekcie dostanę pokaźną sumę pieniędzy. Relacja z mamą, która całe lata była bardzo napięta bardzo się rozluźniła. Siostry, które się do mnie nie odzywały, a jak już otwierały usta to z jakąś pretensją, nagle są miłe.
- Czyli wszystko w porządku?
- No tak. Wszystko w porządku – odpowiedziała.
- Więc już rozumiem dlaczego się boisz.
- Dlaczego?
- Bo nagle wszystko zaczęło się po prostu układać!
Głęboki oddech. Taki oddech znaczy, że ciało mówi TAK. Ma to miejsce również w momentach, gdy ktoś nas czasem do czegoś przekonuje, i gdy już mu się uda, to robimy taki głęboki wdech, i wydech. Klientka zrobiła dokładnie tak samo.
- To jest bardzo proste - Poprosiłem dwóch uczestników warsztatu, aby reprezentowali Tatę i Mamę klientki.
- Popatrz na nich, i powiedź „dziękuję, za życie. Gdybyście się na mnie nie zdecydowali, to wszystko nie mogłoby się wydarzyć. Dziękuję, że się na mnie zdecydowaliście.” Reprezentanci Mamy i Taty stoją szczelnie objęci w miłosnym uścisku, trochę jakby jedno ciało tam stało. Patrzą z dumą na swoją córkę. A ta, tak stoi w ciszy, i po prostu patrzy im w oczy. I im dłużej stoi i patrzy tym bardziej z jej oczu zaczynają płynąć łzy. Dociera do niej wartość tego daru, który otrzymała, i przyjęła. Serce otwiera się jeszcze bardziej na rodziców. Wdzięczność czuć w powietrzu. Niektórzy siedzą na krzesłach, patrzą na to wszystko z boku, i ocierają łzy. Klientka mówi dalej…
„Od tej pory, każdy mój sukces z Twoją twarzą Mamo. I z Twoją twarzą Tato. Nie musieliście się na mnie zdecydować. Dziękuję.”
Piękny obraz. Piękna scena. Piękne ustawienie, szczególnie na zakończenie całego dnia warsztatów. Taka kwintesencja wdzięczności za życie. Bo trochę właśnie o tym jest ta praca. O wdzięczności za życie, najlepiej za życia tych, którzy się do niego przyczynili.
Dużych rzeczy w życiu nie dokonuje się bez strachu – jak to powiedział Ginter Schricker na warsztatach we Wrocławiu. Duże rzeczy w życiu robi się właśnie ze strachem, i mimo strachu. A czy jesteś gotowy skończyć relacje z ludźmi, z którymi do tej pory kolegowałeś się, bo tak naprawdę mieliście jeden wspólny temat ? Czyli „ogólnie to jest chujowo, i nic z tym nie da się zrobić” – co prawda temat i kontekst był różny, nawet historie różne i mniej lub bardziej ekscytujące, ale trend w rozmowie i tak cały czas ten sam – „Jest do bani!” Czy jesteś w stanie zmienić towarzystwo na inne? Na przykład na takie, które do tej pory Cię wkurzało? Bo tam, gdzie Ty widziałeś problem, oni widzieli wyzwanie? Albo co gorsze rozwiązanie! Co nagle będziesz robić, jak już nie będzie na co stękać? I narzekać? Może w końcu trzeba będzie się po prostu cieszyć? I co wtedy? Czy jesteś w stanie powiedzieć swojej najlepszej przyjaciółce, że masz świetnego męża? Gdy przez ostatnie 5 lat, 95 % Waszych rozmów dotyczyło, co tam on ostatnio spieprzył. Zastanów się. Dobrze się zastanów, czy chcesz takiej zmiany, i czy faktycznie umieć sobie na nią pozwolić, bo życie może się wywrócić do góry nogami, a to co znasz do tej pory, i w czym czujesz się bezpiecznie – może bezpowrotnie minąć.



Nie zawsze to się jednak udaje. Czasami jest tak, że w losach rodziny jest mnóstwo historii o biedzie i wręcz głodzie. We współczesnym świecie jest pewnie mniej takich przypadków, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie było kolorowo. Zwłaszcza podczas losów wojennych, często z jedzeniem było krucho. Przodków sobie nie wybieramy. Przynajmniej nie zawsze mamy tego świadomość. Głód i bieda. I wierność do tych którzy nie mieli. No bo jak sobie pozwolić mieć, skoro oni nie mieli? Jak pozwolić sobie na posiadanie pieniędzy skoro Tata i Mama, czy tam babcia i dziadek nie mieli pieniędzy, i zawsze piszczało od biedy. Jak pozwolić sobie na buty za 350 zł, jeżeli ojciec chodził w jednych przez kilka lat, a nowe dostawał tylko wtedy kiedy brat wyrastał. I tak para przechodziła z nogi na nogę. Jak sobie pozwolić na duży dom, skoro Mama i Tata mieszkali w jednym pokoju o rozmiarze 15 m2 ? Jak sobie pozwolić na szczęśliwy związek, skoro rodzice przez 40 lat życia darli ze sobą koty? Świadomie a bardziej chyba deklaratywnie, to oczywiście, że będziemy dążyli i mówili o tym, że chcemy inaczej, i nie chcemy powtarzać po naszych rodzicach ich jazd. Ale czy w duszy umiemy się zgodzić na zdradę na poziomie sumienia? Czy umiemy pójść dalej? Czy umiemy puścić tak dobrze znany wzorzec, i wbrew „tradycji” wejść w szczęśliwy związek? Posiadać duży piękny ciepły, smacznie urządzony dom? Kupić sobie dobry, bezpieczny, wygodny, komfortowy samochód? Czy będziemy umieli to mieć, jeżeli tym zza naszych pleców się nie udało? Czytanie artykułów o sukcesie, może tylko doprowadzić do rozstroju nerwowego, bo przecież deklaratywnie wiem, że tego chcę, ale nie mogę przekroczyć pewnej granicy, albo przekraczam ją, a potem mnie wycina znów w stary schemat. Bo do życia trzeba odwagi. Klienci często stają naprzeciw swojego sukcesu, albo naprzeciw swojej Mamy lub Taty, i zaczynają zamykać oczy – jak małe dzieci, które myślą, że jak przestaną patrzeć, to obiekt przed nimi przestanie istnieć. Czasami patrzą w sufit, czasami w bok. Lecą im łzy, i zamykają oczy, albo jednocześnie przestają oddychać. Zawieszają się. Robią naprawdę wszystko, aby nie patrzeć w oczy, i nie popatrzeć, jak wielki dar otrzymali. Boimy się tej miłości, którą musieli do nas mieć rodzice, bo jak na nią patrzymy, to otwiera się nasze serce. Widzimy jak bardzo zależni jesteśmy, a przecież zależność według współczesnej oficjalnej linii prasowej to coś złego. Wszyscy mamy być kurwa niezależni. A kto przygotował bułkę, którą rano jadłeś czy tam jadłaś na śniadanie? Kto zniósł jajka, które jesz na drugie śniadanie? Kto kiedyś postanowił, że zainwestuje w fermę drobiu? Kto te wszystkie towary dowiózł do sklepu? Kto je wyciągnął na pułki? Kto dał Ci pieniądze, za które możesz je kupić? Gdzie tutaj jest miejsce na niezależność? Wszyscy jesteśmy od siebie w pełni zależni. To nas najbardziej wewnętrznie przeraża. Wszyscy jesteśmy od siebie zależni. Ja od Ciebie, Ty ode mnie. Bo wszyscy jesteśmy bardzo głęboko ze sobą połączeni. Zwłaszcza w rodzinie. Zwłaszcza w obrębie osób, które miały znaczący wpływ na życie naszego klanu.
Kobieta koło 40-stki. Dwa domy. Jeden w mieście, drugi przy lesie – taki bardziej letniskowy. Na koncie spora suma pieniędzy. Chodzi po mieście, jest na shoppingu. Zaczyna być głodna, ot tak po prostu jak każdy z nas podczas dnia. I zaczyna wpadać w panikę. Umysł racjonalny, część mózgu odpowiedzialna za racjonalne myślenie zostaje wyłączona. Odzywa się gadzi mózg odpowiadający podprogowo za reakcje walcz lub uciekaj. Nie dotrzesz do niej, ze swoim przesłaniem, że przecież zaraz może coś zjeść, że może pójść do tej, lub do tamtej restauracji, albo wsiąść w samochód i za 30 minut być w domu, gdzie czeka na nią ciepły posiłek. W polu na warsztacie okazuje się, że dziadek jak przyszli Rosjanie ukrywał się przez kilka dni w piwnicy. Nie mógł wyjść, bo zostałby zabity. Gdy ustawiliśmy dziadka, było od razu widać, jak skomli z głodu. Klientka jak tylko to zobaczyła zaczęła głęboko płakać.
- Dziadku. Moje ciało wciąż to pamięta – klientka bierze głęboki oddech.
- Od tej pory, przy każdym posiłku będę stawiała dodatkowy talerz, abyś we mnie, przeze mnie mógł dotknąć tego, czego tam nie miałeś – sytego stołu.
Dziadek uspokaja się. Patrzy z wdzięcznością. Klientka głęboko się kłania przed głodem i losem dziadka. Strach, stres fizjologiczny jeszcze przez moment wytrzepuje się, jak trauma z ciała. Coś odeszło. Wszystkim na sali robi się lżej. A reprezentant dziadka, nagle zrozumiał dlaczego podczas przerwy zabrał ze sobą cały talerz ciastek. Pole już działało… proces zaczął się dużo wcześniej.
Czy umiesz sobie pozwolić na swój sukces? Czy umiesz dotknąć tego, czego Oni, tam wcześniej nie mogli dotknąć? Czy umiesz się tym cieszyć mając świadomość, że Oni tego nie mieli? Zrozumieć to – to jedno. Pozwolić sobie, poczuć, i w zdradzie do rodowego sumienia pomimo często przekonania, że robię coś złego, zgodzić się na to – to coś zgoła innego.

O Autorze 

Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii. 
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu. 
  
Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts

Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147


środa, 28 grudnia 2016

Dom ma swoją duszę - Ustawienia Systemowe

Pracując metodą ustawień systemowych, czasami spotykam się, z klientami, którzy chcą ustawiać swój biznes, czasami relacje, a czasami na przykład swój dom, lub majątek, który jest do podziału, po kimś z ich rodziny. Mnogość sytuacji, z którymi można pracować metodą ustawień systemowych jest naprawdę spora. Zarówno firma, jak i dom mają swoją energię, mają swoje potrzeby, i mają swoją historię oraz ich energia pracuje podobnie do energii stwórcy/ twórcy domu. 
Często zdarza się, że domy mają właśnie swoją historię. A historie domu, jak i losy par i biznesów, są naprawdę różnorodne. Jakieś małżeństwo rozpadło się w danym domu. Para wystawia dom, który zamieszkiwała - na sprzedaż. Takie domy, często nie chcą się sprzedać, ponieważ tam, gdzie obecna jest duża strata pojawia się zastój energetyczny. Często jeżeli para umie dojść do porozumienia pomimo trudnej dla nich sytuacji związanej z rozstaniem, znajdują się kupcy.  
Ważne jest kto buduje dom. Chodzi o konkretną ekipę robotników. Jeżeli są to osoby, które mają problem z alkoholem, to każda cegła, którą położą będzie poniekąd przepełniona tą energią. Jeżeli szef firmy budowlanej nie zapłaci robotnikom za ich wykonaną pracę, to z jaką emocją będą stawiać kolejne ściany budynku? Lub z jaką energią będą wspominać swoją pracę przy budowie Twojego domu? A jeżeli robotnikami są osoby, zza wschodniej granicy, którzy są często wykorzystywani przez Polskich przedsiębiorców, mają nieopłacane składki ubezpieczenia, a kasa jest wypłacana na przysłowiowo - czarno? To jaka energia będzie później pracowała w tym domu? 
A jeżeli dom jest postawiony za pieniądze z przekrętu finansowego, to jak on będzie się miał do swoich właścicieli? Raczej słabo. Po kilku lub kilkudziesięciu latach może się okazać, że ten który go kupił, sprzeda go z ogromną stratą. Lub dom w efekcie perturbacji finansowych zostanie wystawiony na licytację komorniczą, i w efekcie "całkiem przypadkowych" zdarzeń, zostanie sprzedany za mniej niż np.. Połowa jego wartości. Tak działa wyrównanie. Nie w tym pokoleniu, to w następnym. Może też być tak, że osoba, która się do niego wprowadzi nagle zacznie tracić pieniądze. Przejmując po kimś nieruchomość przejmujemy też energię tej nieruchomości. 
Tam gdzie pojawiają się pajęczyny, grzyb, pleśnie - często mamy do czynienia z zastojem. Nie ma przepływu energii. Często jest to związane z jakąś stratą. Na przykład, ktoś komuś podarował nieruchomość, a nie został za to uszanowany. Tam gdzie przecieka dach, lub pojawiają się zalania, podlania wewnętrzne - pęknięta rura, podtopienia od gruntu, tam często wokół nieruchomości jest sporo emocji. Może to być zawiść, złość, na nieuczciwie zdobyty spadek, nieuczciwy podział majątku. 
Niemożność poczucia się w swoim domu jak u siebie, poczucie wyobcowania często jest związane z tym, że otrzymaliśmy dom nie za swoje pieniądze. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku darowizn. Bierzemy wtedy od kogoś dar, częstokroć z całym obciążeniem jakie do tego daru przynależy. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku spadków. Jeżeli ten od którego otrzymaliśmy spadek nie został uszanowany, częstokroć spadek przynosi więcej ciężaru, niżby to się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Dlatego częstokroć łatwiej się żyje bez spadku. 
W przypadku kupna domów używanych, warto dowiedzieć się coś o ich właścicielach. Kupując dom, kupujemy go z energią, jaką miał od początku swego istnienia. A także z pierwotną intencją jego twórcy, czyli tego, który go po raz pierwszy stworzył we własnej głowie. Często tam, gdzie w domu były kłótnie i rozpadały się małżeństwa, ten sam schemat się powtarza. Kolejni kupujący doświadczają rozpadu związku. To nie jest natomiast tak, że coś złego ich prześladuje. To jest energia, która przyciąga daną parę. Więc jeżeli ciągnie Was do jakiegoś domu, a okazuje się, że jest sprzedawany ze względu na to, że skończyła się w nim jakaś rodzina, to warto zadać sobie pytanie, czy kupujemy dom, bo nasz system się rozwija, czy kupujemy dom, aby się jeszcze bardziej związać, bo czujemy, że nasza relacja się rozchodzi.  
Podobny mechanizm w parze ma miejsce, gdy np.. para chce mieć następne dziecko. Czy ruch jest taki, że chcemy mieć następne dziecko, bo rozwijamy nasz system, czy ma to być kolejny powód, dla którego mamy być razem, a nie rozstać się? 
Dom powinien dawać schronienie. Chronić przez zimnem, gorącem, warunkami zewnętrznymi. Powinien być miejscem spotkania rodziny. Gdy pojawia się nowy system, powinien od przeprowadzić się do nowego miejsca. Mieszkanie u teściów, chociaż z punktu widzenia racjonalnego i logistycznego wydaje się świetnym rozwiązaniem, okazuje się w praktyce zazwyczaj klęską dla związku. Kobiecie łatwiej jest pójść do domu rodzinnego męża, bo to jej tak nie osłabia, jak w sytuacji, gdy mężczyzna przeprowadza się do domu rodzinnego kobiety. Jeżeli jest to możliwe, to mężczyzna jak najszybciej powinien znaleźć dla swojej rodziny własne miejsce. I częstokroć przy tym wyborze pozostanie sam. Nawet jego żona może oponować. W niektórych obszarach Turcji, jest taka zasada, że młoda para po ślubie wyprowadza się do swojego nowego domu, czy też mieszkania, i przez rok po małżeństwie nie jest odwiedzana przez rodziców tak z jednej, jak i z drugiej strony. Mają czas, na zbudowanie siebie, swoich zasad, potoczne dotarcie się. Zostają zostawieni sami sobie, i muszą oprzeć się na sobie. Dla młodej pary, takie odizolowanie wydaje się być właściwe. Nie ma dostępu do mamy, która wie lepiej, ani do ojca, który jeżeli chłopiec stał np.. Za byłego partnera matki, teraz w odwecie może chcieć uwieść mu jego żonę.


  
Jakie to jest, gdy to żona kupuje dom? Jak w nim będzie się miał mężczyzna? Poczujcie. Zamknijcie oczy, i po prostu poczujcie. Jak ma się mężczyzna, który nie dołożył się do domu, ale tak w ogóle - w sensie, ze nie wsadził tam złotówki. Jak się ma mężczyzna, który dał 25 %? Jak się ma mężczyzna, który dał 50%? Jak taki, który dał 75%, a jak taki, który dał 100%? I co się dzieje z kobietą, gdy mężczyzna zwiększa proporcje, które włożył w dom? Jak ona na niego patrzy?  
Jakie to jest, gdy kobieta wybiera miejsce na dom? Czy mężczyzna będzie chciał chętnie tam wsadzać swoją energię? A jakie jest, gdy to mężczyzna wybiera miejsce na dom? Ale nie w jakimś swoim gówniarskim widzimisię ! Ale w przemyślany sposób. Uwzględniając lokalizacje, wysokość położenia domu, infrastrukturę, koszty. Dostęp do szkoły, przedszkola, sklepów itd... Kto waszym zdaniem powinien stawiać ściany, a kto powinien wyposażyć wnętrze? Co jest bardziej przy męskim, a co jest bardziej przy żeńskim? Nie ufaj temu co piszę. Zamknij oczy, i po prostu poczuj, jakie to jest.  
Są domy, do których chętnie przychodzą ludzie, i domy, które są omijane. To energia właściciela i twórcy domu, tworzy ten klimat. Dom ściśle współpracuje z naszą historią. Jeżeli mieszkamy w jakiejś starej kamienicy, która jest pozostałością po większym kompleksie zamkowym, i ta część, którą zamieszkujemy była przeznaczona dla służby - może warto popatrzeć, czy jakiś dziadek, lub babcia nie mieszkała w podobnych warunkach. To może być uwikłanie. Może też być tak, że może któryś z członków rodziny był wydziedziczony. Często jak uznamy tego wydziedziczonego, i odkleimy się od jego losu, pojawiają się sytuacje, gdzie możemy sprzedać daną nieruchomość, i kupić coś nowego, już w lepszej jakości, za wyjątkowo niską cenę. Uczciwie. 
Patrząc na nieruchomości, do których nas ciągnie, i znając ich historie, z łatwością możemy mieć pewność, że część historii domu jest z nami bardzo mocno powiązana. Inaczej mówiąc, ciągnie nas do swoich programów, uwarunkowań, schematów. Poznaj historię swego domu, a dowiesz się czegoś nowego o sobie, i swojej rodzinie.  



Stare domy do remontu kupują często osoby, w których systemach ktoś marzył o nowym domu, ale może nie było go na niego stać. W rękach i zrachowaniach osoby remontującej spełnia się być może marzenie babci. Czy to źle? Nie. Warto jednak mieć świadomość, za kogo, i po co chcemy babrać się w starych murach. 

O Autorze 
Obraz 
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii. 
Klientów indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych. Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu. 
  
Dane do kontaktu: 
mail: mirekczarko@gmail.com 
tel. +48 781 896 147 
skype: czarko.consulting 
Na Facebooku prowadzę grupę Kobieta i Mężczyzna do, której serdecznie Cię zapraszam.
https://www.facebook.com/groups/1635773963339541/?fref=ts



Grafik warsztatów Ustawień Systemowych pierwszy kwartał 2018 r.


Zapisy:
M. mirekczarko@gmail.com
T. +48 781 896 147